Najniebezpieczniejszy owoc świata: DURIAN!

„Jeśli kiedykolwiek przyjedziecie do Malezji to musicie go zjeść! On jest Królem Owoców i wiecie, co? W Azji się je, a Duriana musicie zjeść koniecznie, bo jak go nie zjecie to tak, jakby nie bylibyście w Malezji.” W ten sposób zwróciła się do nas Jen w Poznaniu, gdy była w trakcie swojej podróży z Yee Ting.

Zdobył sobie miano najbardziej śmierdzącego owocu na ziemi. Jego zapach jest intensywny i wyrazisty. Mdlący i nawet powiem, że duszący. Nie smakuje, jak nic innego. Nie da się tego porównać do żadnego znanego smaku z Europy. Jego woń unosi się na odległości nawet kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu metrów. Niekiedy ciągną się za nim muchy w rządku, a bardzo często małpy kradną owoce, bo je wabi swoim zapachem. Gdy przejedzie wóz z durianem przez ulicę to po dwóch, trzech minutach można powiedzieć: „tu był durian”. Często widnieją naklejki przekreślające na czerwono duriana i nie można z nich wchodzić do sklepów, taksówek, pokoi hotelowych,… Tak – zapach zdecydowanie wygrywa. Niektórym przypomina zapach serów dojrzewających, innym pachnie, jak czosnek pomieszany z cebulą. Dla mnie jest słodko w zapachu, smaku i dotyku.

Smak jest intensywny, słodki, aromatyczny aż do bólu. Konsystencję ma według mnie bardzo gęstego jogurtu. Jest taką ciapką, którą po włożeniu do ust wręcz można rozgnieść językiem. Może przypominać mocno zbity jogurt grecki. Ma barwę żółtą i otoczony jest wielkimi pestkami. Taki jest właśnie miąższ duriana.

Nazywa się go również zybuczkowcem właściwym, a jego drzewa dorastają do 30-40 metrów wysokości przez, co zyskał również imię najniebezpieczniejszego owocu świata. Skorupa jest twarda i nastroszona kolcami. Gdy pierwszy raz miałam okaz takiego owocu, ważący około 2 kg w rękach nie spodziewałam się, że tak bardzo będzie mi się wbijać w słonie. Można się nim skaleczyć, a żadna reklamówka nie ma szans w starciu z nim. Dlaczego jest zabójczy? I Tajowie, i Malezyjczycy opowiadali nam, że podczas zbiorów zdarza się, że dojrzałe owoce spadają z koron drzew. Czasami (teraz już rzadziej) napotykają ludzi, a jest to spotkanie śmiertelne, a przynajmniej mocno kiereszujące ludzkie zdrowie. Owoce mogą osiągnąć masę nawet 4-5 kg, są owalne i pokryte zieloną skórą.

Durian wykorzystywany jest przede wszystkim w kulinariach. Jedzony na surowo bezpośrednio na targu jest wyjątkowym doświadczeniem. Jedliśmy jakąś azjatycką wersję pierożków z durianem i jest to smak, do którego chętnie wrócę tak samo, jak do kurzych łapek, o których wspominałam wcześniej. Lody z duriana to standard, który umili Wam spacer w upale sięgającym 40 st.C na drogach Kuala Lumpur. Z duriana przygotowuje się pulpy i koktajle (mleczko kokosowe + miąższ duriana = rozkosz dla podniebienia), miesza się go w sałatkach i podaje, jako dodatek.

Ciekawostką jest fakt, że z drzewa, na którym ten owoc dojrzewa, produkuje się wyjątkowo lekkie i wytrzymałe podłogi o wyjątkowych wzorach. W medycynie tradycyjnej sok z liści zybuczkowca właściwego jest wykorzystywany przy leczeniu gorączki. Byliśmy też ostrzegani, żeby w trakcie albo po konsumpcji duriana nie pić alkoholu. Tajowie tłumaczyli swoją troskę tym, że po pomieszaniu duriana z piwem/drinkami możemy dostać uderzeń gorąca, co może doprowadzić do osłabienia, omdlenia albo długiego snu (kilkugodzinnego). Ponadto, będziemy odczuwać ogromne gorąco i będziemy się jeszcze bardziej pocić (jakby już nam było mało w tropikalnym klimacie…).

Pierwsze nasze spotkanie z durianem następuje w Tajlandii. Z chęcią kupiliśmy ten owoc, a po zapytaniu stojącego obok Pana w mundurze (nie jestem pewna czy był to policjant?) czy aby na pewno ten okaz jest dobry? Dowiedzieliśmy się, że wybór jest słuszny. Ławeczka oddalona od drogi, widok na Morze Andamańskie i cisza. Zapach mógł się rozchodzić po okolicy, jak chciał. Wtórował nam Pan siedzący obok, który dopytywał czy to nasz pierwszy raz? I jak? Smakuje nam? Przyznam szczerze, że zapach mnie odstrasza. Przy bliższym spotkaniu jest słodki, za słodki, milion razy za słodki i mdły. Tak mdły, że przytknięcie nosa do samego miąższu zatyka. Dosłownie. Zapach jest nachalny, a konsystencja lepka. Nie minęło kilka minut, a już jedna małpa chciała nam się do naszego deseru dobrać. Była żywo zainteresowana naszym smakołykiem, ale przeganiając ją, co chwilę udało nam się zjeść to cudo. I celowo nazywam ten owoc cudownym, bo moim zdaniem faktycznie należy mu się tron i królestwo owoców z koroną na jego cierniowej skórze. Jest tak niezwykły, tak kuszący i inny, tak dziwny, za słodki i mdły, ale pachnący słodkimi orzechami, że nie dziwi mnie, czemu wygrał plebiscyt. Czasami przypominał mi karmel w zapachu. Gdy wracaliśmy do naszego miejsca, w którym spaliśmy, Taj, który nas gościł, rzucił mimochodem: „Jedliście duriana…”. Wiedział.

W Malezji duriany też wszędzie wisiały i nęciły swoim zapachem. I choć wszystkie jego aspekty są intrygujące to okazuje się, że jest to jedyny owoc na świecie, w którym wyizolowano aż 42 substancji posiadających zapach. I tak, pachnie on cebulą, karmelem, siarką, miodem, cebulą, zgnilizną (zgadzam się z tym w 100%) czy po prostu zapachem owocowym – najzwyklejszym na świecie. Nie występuje tylko w Tajlandii i Malezji, ale spotkacie go również na Sri Lance. Pochodzi z Indonezji, ale to w Azji południowo-wschodniej zyskał ogromną sławę stając się Królem.

Niezwykłość duriana jest warta grzechu i pokusy. Wiem, co mówię.