Mauritius – najważniejsze informacje

Wyspa pośrodku niczego. Najbliżej jej do Madagaskaru. I mieszkają na niej Hindusi, a nie Afrykanie (a przynajmniej w przeważającej większości). Raj dla turystów, a w szczególności dla Francuzów, ponieważ jest to była, francuska kolonia. A czy jest to raj dla zwykłego studenta, który podróżuje za to, co w zeszłym miesiącu odłożył?

KOSZTY I TRASA NASZEJ PODRÓŻY

Na naszym facebook’u wrzucałam jakiś czas temu kilka sympatycznych ofert. Były to loty czarterowe, które były w zasadzie sprzedawane za grosze. Osobiście uważam, że są osoby, które kupują tanie bilety lotnicze albo są niezdecydowane. My należymy do tej pierwszej grupy szwędaczy. 13 marca wrzuciłam screen i odnośnik do strony przewoźnika czarterowego i organizatora wycieczek Rainbow Tours, że do Ho Chi Minh City z Warszawy można polecieć za 399 zł 20 marca. Oferta nie trwała wiecznie, bo kolejnego dnia cena spadła do 249 złotych! Później zrobiło się jeszcze „gorzej”, bo cena wynosiła 149 zł na trzy dni do czasu wylotu. Okazja, jakich mało! Z pewnością, ale był jeden haczyk. Taki subtelny, ale dosyć istotny. Nie było zawartego w tej cenie lotu powrotnego. No cóż… Ale cena była wyśmienita i podana wręcz na złotej zastawie. W ten sam sposób znaleźliśmy bilet na Mauritius. Również w jedną stronę, ale… My nie lubimy przepłacać. I wyszła z tego dosyć zabawna historia, ponieważ zostało sprzedanych zaledwie 10 biletów na trasie WAW – TNR – MRU, a to oznacza, że na pokładzie Dreamlinera hulał wiatr. I nie tylko pasażerowie wyglądali na zdziwionych, ale obsługa tego lotu również, która razem z nami nagrywała filmiki. I na samym początku proponowano nam zajmować nie miejsca, a rzędy, aby wygodniej nam się leciało i jeszcze lepiej spało. Nie żartuję, ale kilka razy dziwnie się poczułam, gdy wychyliłam głowę z mojego rzędu, a nikogo nie było widać. Oczywiście, na czas podróży dostaliśmy poduszeczki, kocyki, słuchawki i bogatą ofertę multimedialną. Po prostu, „Grażyna, tu jest jakby luksusowo!”

Trasa wyglądała następująco:

POZ – WAW – pociąg PKP ok. 25 zł/os.
WAW – TNR – MRU – czarter Rainbow 470 zł/os
MRU – CGN – linie lotnicze EuroWings 33 Euro + 24.000 mil/os.
CGN – SXF – linie lotnicze Ryanair 9.99 Euro/os.
SXF – POZ – PolskiBus ok. 27 zł/os.
Łączny czas podróży: 11 dni

Jeśli podsumujemy koszty samej podróży to wyjdzie nam ok. 700 złotych za wszystkie koszty podróży od zamknięcia drzwi w domu aż do powrotu. I tylko, dlatego polecieliśmy, bo standardowe ceny przelotów są dużo, dużo wyższe.

Za lot powrotny z Mauritiusa do Kolonii zapłaciliśmy 33 Euro i resztę dopłaciliśmy milami z programu Star Alliance, które nazbieraliśmy przede wszystkim podczas lotów na Filipiny oraz do Malezji. Dla mnie deal życia. Reszta została kupiona uczciwie i każdy z Was jest w stanie znaleźć bilety w tej cenie.

WIZA

W samolocie otrzymaliśmy standardowe druczki do wypełnienia. Należało podać imię, nazwisko, datę urodzenia, nr paszportu, itd. Bardzo sympatycznym było to, że na druczku był namalowany symbol Mauritiusa – ptak Dodo. Miłe wrażenie nieco popsuła informacja, która wyraźnie dawała do zrozumienia, że za posiadanie narkotyków bądź handel nimi czeka Cię tylko więzienie i prawne konsekwencje.Ponadto, należy wypełnić kwestionariusz chorobowy, tj. w jakich krajach przebywało się w ciągu ostatnich 6 miesięcy, czy był objawy jakichś chorób tropikalnch.

Obywatele polscy są zwolnienie z obowiązku wizowego przy pobytach do 90 dni, ale należy im się pieczątka z ptakiem Dodo w paszporcie. Musicie posiadać bilet powrotny oraz adres i dane Waszego hosta/hotelu do okazania na kontroli paszportowej. Są to dane wymagane i niezbędne, a przynajmniej takie miałam wrażenie, gdyż często nas o miejsce naszego pobytu pytano. Ponoć jeszcze powinno się mieć przy sobie środki niezbędne do przeżycia, tj. ok. 100 USD na dzień, ale nikt od nas takiej informacji nie wymagał i jest to wymaganie na wyrost, ponieważ Mauritius należy do tanich krajów.

WALUTA

Oczywiście na banknotach widnieje obrazek z Dodo, a na monetach można znaleźć urocze palmy i połacie trzciny cukrowej. Walutą jest rupia maurytyjska:

1 PLN ≈ 8.9 MUR

Z wymianą dolarów amerykańskich i euro nie ma najmniejszego problemu. W każdym banku zostaniecie obsłużeni, ale… Czasami nie byliśmy znaleźć skrótu „EUR”, ale za to widzieliśmy „EMU” lub „EUM” i to właśnie było euro. USD na Mauritiusie to nadal USD jak w każdym innym kraju. Pieniędzy z bankomatów nie wypłacaliśmy, tym razem mieliśmy ze sobą gotówkę pod postacią USD i EUR.

CHOROBY

Jeśli słyszysz Afryka to od razu na myśl przychodzi Ci malaria, denga, gorączką Zachodniego Nilu, wirusowe zapalenie wątroby typu B, C i nie wiadomo, co jeszcze. Otóż Mauritius broni się rękoma i nogami przed chorobami. W przypadku podróży na tę rajską wyspę z kraju, w którym panuje żółta febra należy przedstawić zaświadczenie o zaszczepieniu na tę chorobę. Poza tym, malaria nie występuje, a to, że czasami ukąsi Cię jakiś komar to nic złego. On też coś musi jeść. Podobno opieka medyczna jest na przyzwoitym poziomie (darmowa dla obywateli Mauritiusa, wypadałoby mieć ubezpieczenie medyczne międzynarodowe), ale na szczęście nie mieliśmy okazji z niej korzystać.

BEZPIECZEŃSTWO

Ponoć Mauritius to najbezpieczniejsze państwo w Afryce. I tak zaiste pewnie jest, bo nigdy nie czuliśmy się zagrożeni ani zdenerwowani. Ludzie są bardzo otwarci, potrafią Cię zagadać, pomóc, wskazać paluchem, gdzie powinno się iść, a nawet się z Tobą pośmiać. W zasadzie nie ma żadnych ograniczeń. Jest to kraj muzułmanów, chrześcijan, buddystów, białych, czarnych, żółtych, czerwonych i innych kolorowych ludzi. Istnieje wszechogarniająca tolerancja i w zasadzie każdy ma w nosie, jakiego koloru jesteś Ty, jaką religię bądź przekonania wyznajesz. Jeśli się uśmiechasz, chcesz pogadać to już jest w porządku.

Oczywiście, może zdarzyć się tak, że jakiś kieszonkowiec na zatłoczonej ulicy pożyczy od Ciebie na zawsze portfel albo telefon, a właściciel hotelu będzie chciał Cię oszukać, ale takie rzeczy dzieją się wszędzie i zawsze należy pilnować swoich najwartościowszych rzeczy. Ot, co.

TRANSPORT LOKALNY

Istnieje oficjalna strona dotycząca rozkładu jazdy autobusów oraz cen za bilety:

http://www.mauritius-buses.com/

Wszystko wygląda idealnie, a jeśli nie wiecie, jaki macie przystanek pod nosem, bo nie nosi on żadnej nazwy, jak wszystkie inne to wystarczy zapytać jakiegoś przechodnia gdzie Wy jesteście i po sprawie. Problem rozwiązany. Natomiast, jeśli rozmawiamy o pieniądzach, które należy zapłacić za koszt podróży to sprawa już nie jest taka oczywista. Przeświadczeni o słuszności ceny ze strony www zdziwiliśmy się w autobusie, ponieważ kazano nam zapłacić więcej. Zdjęcie cennika z autobusu znajduje się poniżej i obowiązuje na wszystkich przejazdach. Cena biletu zależna jest od ilości przejechanych przystanków, a nie od długości trasy. Bilet kupicie zaraz po wejściu do autobusu i zajęciu swojego miejsca. Podejdzie do Was Pan, podpyta, co i jak, a Wy zapłacicie. Niestety, zniżki studenckie nie są akceptowane (chyba, że jesteście Maurytyjczykami i akurat studiujecie na Mauritiusie), ale… Nie oszukujmy się, ceny przejazdów nie są drogie, więc jest po sprawie. Na najdłuższym odcinku z Port Louis do Mahebourga zapłaciliśmy około 4,5 zł.

AUTOSTOP/POLICJA

Ogólnie to śmieszna sprawa, bo jedno z drugim w naszym przypadku się zazębiło. Po pierwsze to na Mauritiusie funkcjonują dwa rodzaje policji. Ta „normalna” od patrolowania ulic, utrzymywania porządku, itd. oraz policja tylko dla turystów, która ma im pomagać obrócić się wokół własnego nosa i np. znaleźć drogę do hotelu, atrakcję turystyczną, i odpowiedzieć na wszelakie „turystyczne” pytania, a także zapewnić bezpieczeństwo. Pracownicy tych patroli przypominają m.in., że jeśli idziecie we dwoje na plażę to, gdy jedno z Was wchodzi do wody oglądać rybki to drugie leży na ręczniku i się opala. I tym podobne historie.

I taka policja dla turystów to był dla nas pierwszy autostop. I nawet się nie zdziwiliśmy. Zawieźli nas do Blue Bay (żeby nie było – sami nam to zaproponowali), życzyli powodzenia, a na odchodne dali do siebie nr telefonu, bo gdybyśmy mieli jakieś problemy to możemy do nich śmiało dzwonić.

Kolejny raz to już właściwy autostop, który w zasadzie działał, jak krew lecąca z nosa. Chcieliśmy przejechać z Mahebourg z okolic lotniska w okolice Grand Baie na północy wyspy. Trasa wynosiła jedyne 75 km, więc co to jest do pokonywanych do nas 400 km za jednym razem w Tajlandii! Było inaczej. Zleciał nam cały dzień na łapaniu stopa w blisko 30-stopniowym upale w 90 % wilgotności powietrza z naszymi kochanymi plecakami. Moim zdaniem autostop nie działa rewelacyjnie, ale coś się da złapać. Możliwe jest też to, że tak wyszło z naszej winy, bo nie kierowaliśmy się na Port Louis, lecz chcieliśmy jechać wybrzeżem żeby coś zobaczyć. I nie zobaczyliśmy nic oprócz upraw trzciny cukrowej. Autobusem byłoby zdecydowanie szybciej…

ZAKWATEROWANIE

Pierwszy nocleg wykupiliśmy na AirBnb u Natashy. Kolejne rezerwowaliśmy przez internet i za każdym razem był to w zasadzie apartament z łazienką, toaletą, pokojem, dostępem do kuchni. „apartament” to słowo na wyrost, bo klimatyzacji nie było, a porządek i czystość to rzadkość, ale na spokojny sen wystarczyło. Co ciekawe, jesteśmy nauczeni, że szukając noclegu z ulicy powinno być taniej, bo żaden portal nie pobiera dodatkowych opłat. A tu było inaczej. Szukając noclegu z zaskoczenia bezpośrednio u właścicieli było drożej, więc wybieraliśmy opcje rezerwacji przez internet. Najtańsze noclegi zaczynają się od 35 zł/os.

INTERNET

Jest i … Jakoś tam działa. Szału nie ma, ale wiadomość do Mamusi napiszecie. Nie zawsze uda Wam się załadować zdjęcie na facebook’a lub instagrama, ale przecież nie o to głównie chodzi na rajskiej wyspie, prawda?

PRZYKŁADOWE CENY

Zdarzy Wam się znaleźć market z prawdziwego zdarzenia, w którym będą podane ceny. Małe, lokalne sklepiki rządzą się własnymi prawami, ale tak jest wszędzie na świecie, gdzie instytucja kasy fiskalnej nie istnieje.

Butelka wody mineralnej 1.5 l – 15-30 MUR
Piwo 660ml (np. Phoenix – polecam!) – 60 MUR
Obiad w przydrożnej budce – 40-70 MUR
Placek roti z nadzieniem w budce – ok. 20 MUR
Makaron 0.5 kg – ok. 30 MUR
Kokos – 30-50 MUR
Orzeszki ziemne 1 kg – 100 MUR
Bagietka – 10-35 MUR
Sos z paczki – 10-20 MUR

Generalnie jest tanio, a za ogromną porcję nudli z owocami morza (z dużą ilością krewetek!) zapłaciłam 90 MUR w Mahebourg w knajpce Le Capitan niedaleko dworca autobusowego. Inne ceny też były przystępne, a porcje jak „u babci”. Polecam, bo każdy miejscowy powie Ci, gdzie to jest.

KLIMAT I POGODA

30 stopni Celsjusza, od 80-kilku do 90-kilku % wilgotności. Gorąco, upalnie, ale wieje wiaterek i da się żyć, a w szczególności w cieniu palmy. Klimat jest tropikalny, a okres cyklonów zaczyna się od połowy grudnia i trwa do kwietnia, lecz nikt z mieszkańców nie narzekał na nie i w zasadzie się zdarzają, ale bardzo rzadko. W porze deszczowej, co jakiś czas popada deszczyk, czasami lunie, ale jest to miła odmiana po wszechogarniającym upale.

 

I na sam koniec…

Jak przeczytałbyś/abyś nazwę miejscowości Mahebourg? W sumie to nieistotne, bo mieszkańcy czytają ją, jako „Maj-Bu”. Stolica wyspy to nie Port Louis tylko „Po-Lui”. Nazw mniejszych miejscowości nie byłam w stanie zapamiętać, ale za każdym razem brzmiało to inaczej. Jednakże również za każdym razem dogadywaliśmy się z Maurytyjczykami bezproblemowo.