Maroko – najważniejsze informacje

Kultowa stała się wypowiedź: „Jak będę bogaty to polecę na Kanary!”, co kompletnie mija się z prawdą. Co się dzieje, gdy powiemy: „Jak będę bogaty to polecę do Maroko!”? Też kłamstwo. Tamto kłamstwo, to kłamstwo, wszystko brednie. Nie trzeba być bogatym aby podróżować nawet do Maroko, które jest krajem o ogromnych kontrastach, ale zaskakującym i na północy europejskim, a na południu i wschodzie afrykańskim. Tak bardzo innym dla nas, że możemy tylko ten kraj do podróżowania polecać. I nie – nie trzeba być bogatym, bo w podróży wszystko się samo wyjaśni. Nie rezerwuj hotelu na dwa tygodnie w jednym miejscu. Zobacz, co Cię spotka!

WALUTA

Walutą w Maroku jest dihram marokański (MAD), którego kurs na chwilę obecną wynosi około 1 MAD = 0.38 zł. Niestety, jest to waluta niewymienialna. Oznacza to, że w kantorze nie da się zakupić drachm. Dotyczy to zarówno Polski, jak i pozostałej części Europy bądź innego punktu na świecie. Ponadto, wywożenie większej ilości niż 2000 drahm z terytorium Maroko jest nielegalne ,ale kontrole na lotnisku to fikcja, więc jeśli Ci się zapomni oddać 20 drahm do marokańskiego banku raczej wyjdziesz z tego żywy.

Rozwiązania są dwa na posiadanie gotówki: wypłata z bankomatu lub wymiana w kantorze na miejscu. Dostępność bankomatów w dużych miastach jest relatywnie spora, ponieważ znajdziesz je w centrach handlowych, na większych, popularnych ulicach. Nie ma większego problemu poza opłatami, które narzucają banki oraz prowizję za przewalutowanie (warto sprawić sobie konto w euro lub dolarach amerykańskich – obecnie warunki są korzystne, a i przyda Ci się to zapewne więcej niż raz). My dwa razy wypłacaliśmy po 1000 MAD i kurs wyniósł 0.3906. Drugą opcją jest wymiana w kantorze na miejscu i także punktów, w których można wzbogacić się o drahmy jest sporo, z tą różnicą, że złotówek raczej nikt nie przyjmie. W kieszeni należy mieć (najlepiej) euro i dolary amerykańskie. Bardzo istotna uwaga! W Maroko praktycznie płatność kartą jest niemożliwa, poza kilkoma miejscami takimi, jak markety, dobre restauracje.

AUTOSTOP

Jednym słowem: REWELACJA! Maksymalnie czekaliśmy 10 minut pośrodku niczego, a zazwyczaj nie zdążyliśmy wyciągnąć kartek. Nie zdążyliśmy rozsmarować kremu z filtrem 50 na twarzach i ramionach, a kilka razy nie zdążyliśmy nawet się ustawić przy szosie. Marokańczycy także często korzystają z tego środka komunikacji, więc wszystko odbywa się bez słów i podejrzeń. Jedyny problem, które się pojawia to malownicze okolice gór Riff słynące z plantacji haszyszu. Po ustawieniu się przy drodze z karteczką w rękach, czekaniu ponad 20 minut (jedyny raz tak długo) usłyszeliśmy od przechodnia, że „Marokańczycy to dobrzy i pomocni ludzie, oni chcą was wziąć i wam pomóc, ale policja zaraz wypytuje, dlaczego podwieźli białego człowieka i kim on był, i co miał w plecaku?”. Napotkany mężczyzna polecił nam jechać do miejscowości obok i tam próbować. Odeszliśmy 2 kilometry za Chefchauen, pomachaliśmy 5 minut i nasz nowy znajomy zabrał nas 15 km dalej. Zadziałało. Autostop działał bezproblemowo, a gdy pojawiała się bariera językowa to najczęściej w ramach przeprosin to my dostawaliśmy jakiś podarek, jak np. ręcznie wyrabiane mydło marokańskie. Mimo tego, że mówiliśmy, że to nasza wina i, że nie mamy z tym problemu. Marokańczyk jest człowiekiem uczynnym i chce Cię podwieźć, naprawdę.

AUTOBUSY

Miejskie autobusy nie posiadają rozkładów jazdy, ale dosyć często jeżdżą, np. raz na godzinę. Nikt tych godzin nie zna prócz kierowcy, ale nie to jest istotne. Ważne, aby w końcu ten autobus podjechał. Na przystankach najczęściej rozpisane są trasy z mapami, a miejscowi zawsze pomogą wybrać odpowiedni numer autobusu. W sumie to nie pomogą – po prostu Cię w ten autobus wsadzą. Przejazd kosztuje 4 MAD i płaci się za bilet u kierowcy. Autobusy łączące większe miejscowości to CTM, SUPRATOURS oraz kilka mniejszych przewoźników, których można znaleźć na dworcach autobusowych. Standard autobusów jest wysoki. Posiadają klimatyzację i z tego, co Marokańczycy mówią, są one bardzo punktualne (CTM). Bilety i ich ceny, oraz rozkład jazdy autobusów można znaleźć tylko na dworcach. Nie ma możliwości kupienia niczego przez Internet. Przykładowe ceny: Fez – Marrakesz – 160 MAD (480 km), Marrakesz – Essouira – 50 – 70 MAD (220 km). Na komunikację w Maroko nie ma zniżek studenckich, ani zapewne jakichkolwiek innych zniżek.

KOLEJ

Wydawałoby się, że kraj afrykański powinien mieć gorszą kolej od europejskiej. Błąd. To nasza polska kolej jest zacofana w porównaniu do tej, która znajduje się w Maroku. Kolej marokańska to sama przyjemność! W przedziale znajduje się 6 miejsc, ładnie obitych, czyściutkich, do tego stoliczek, klimatyzacja i dobre wyciszenie. Dodam tylko, że jest to klasa druga przedziałów pociągowych, a więc ta „gorsza”… Na budynki dworców mogliśmy patrzeć godzinami, ponieważ są one pięknie zdobione, zadbane, czyste, najczęściej odrestaurowane. Jednak istnieje zaledwie kilka tras do wyboru. Trasa Fez – Meknes wyniesie Cię 20 MAD (60 km). Bilety do kupienia albo w kasie na miejscu albo w biletomatach poustawianych na dworcach.

Strona przewoźnika TUTAJ

TAXI

Temat rzeka ciągnący się niczym Nil, a szerszy od Amazonki! Przyznam szczerze, że nie do końca przez nas rozpoznany, ponieważ autostop działał wyśmienicie. W każdym bądź razie jest kilka rodzajów taksówek. Najczęściej jest to taksówka zbiorowa, która zabiera 6 osób. Taką taksówką jest z reguły biały mercedes, pobijany z każdej strony z nie najlepszym zawieszeniem, który zabierze kierowcę (osobnik wymagany) oraz szóstkę dorosłych osób z ogromnymi tobołami. Cena kursu dzielona jest na wszystkich współtowarzyszy podróży. Dla białego człowieka uzależniona od „widzi mi się” taksówkarza, czyli oceny na ile można nas oszukać. Warto znać cenę przed wejściem do samochodu i od razu ustalić kwotę przejazdu. Przykład: w Fezie kosztuje 20 MAD, a transport na lotnisko w Fezie (20 km) 120 MAD dla sześciu osób, cena dzielona jest przez liczbę osób podróżujących. Poza tym są jeszcze „normalne” taksówki, które działają tradycyjnie, poza tym, że aktualnie wszystkie taksometry są zepsute, ale najważniejszym jest to, że Pan kierowca ma odpowiednią, uczciwą plakietkę. Po pierwsze - należy najpierw wynegocjować cenę, bądź podać znaną, prawdziwą kwotę do zapłaty. Po drugie – startować w podróż taksówką. O ceny taksówek polecamy pytać mieszkańców, na pewno pomogą. Gdzie znaleźć taksówkę? Taksówek się nie szuka, to one zazwyczaj znajdują Ciebie i są natarczywe, aczkolwiek w stopniu umiarkowanym.

Raczej nie polecamy tego środka komunikacji, ponieważ trudne będzie znalezienie uczciwego taksówkarza…

WYNAJĘCIE SAMOCHODU

W Maroku można wynająć samochód korzystając z globalnych wypożyczalni lub u miejscowych punktach płacąc gotówką z mniejszą liczbą formalności. Ceny paliwa są niższe niż w Europie, ale nie jest to różnica powalająca z nóg (ok. 4 zł za litr). Autostrady są płatne tylko gotówką, ale tańsze niż w Polsce. Tutaj miała uwaga: o ile stan dróg jest na dobrym poziomie, to stan samochodów i kierowców pozostawia wiele do życzenia. W miastach nie obowiązują praktycznie żadne zasady, prócz prawa dżungli i nawet patrząc z perspektywy przechodnia mieliśmy pot na plecach. Szczególnie należy uważać na taksówkarzy, którzy kompletnie nie respektują widoku przechodnia ani motoru. Poza miastami kierowcy zachowują się przyzwoicie i co ciekawe, nie przekraczają dozwolonej prędkości. Spotykane są częste kontrole policyjne, a przekraczając dozwoloną prędkość narażamy się na utratę prawa jazdy. Szukając informacji znaleźliśmy taki fragment na forum, może okazać się przydatny: „Jeśli krawężnik ulicy jest pomalowany na biało-czerwono oznacza to zakaz parkowania. Może nie być żadnych znaków zakazu, na odcinku z pomalowanym krawężnikiem nie wolno zostawić auta.”

JĘZYKI W NATARCIU, CZYLI JAK SIĘ POROZUMIEĆ?

W kolejności występowania: arabski, francuski, berberyjski, hiszpański … Angielski.

Niewielka część społeczeństwa mówi po angielsku, ale za to praktycznie 100% ludzi wyraża głęboką chęć porozumienia. Pozwala to na złapanie kontaktu i wyjaśnienie najprostszych spraw. Problemem jest także język arabski i jego pisownia, ale na szczęście prawie wszyscy czytają litery łacińskie, a także tablice informacyjne są pisane za pomocą obu alfabetów. Jeśli będziesz mieć problem z odczytaniem tablicy, znaku to poproś Marokańczyka o przetłumaczenie. My otrzymaliśmy pomoc od nastoletniego chłopaka, który sam z własnej inicjatywy podszedł do nas, przywitał się i napisał w języku arabskim na kartce Warzazat.

INTERNET

A po cholerę komu internet na wakacjach?

Jednak jeśli już musisz go użyć… Dostęp do wifi jest często spotykany w hotelach, knajpach, autobusach CTM. Istnieją także kafejki internetowe w dużych miastach. My potrzebowaliśmy odprawić się u przewoźnika i wydrukować karty pokładowe. Stanowiło to dla nas źródło stresu, ale ostatecznie nawet i drukarkę udało się znaleźć...

ODZIEŻ

Maroko uznawane jest za najbardziej tolerancyjny kraj muzułmański i nie ma żadnych restrykcji dotyczących odzieży. Nie mniej jednak uważam, że należy czyjeś zwyczaje i kulturę respektować i szanować. Jeśli jedziemy w gości zachowujmy się grzecznie i starajmy się nikogo nie urazić. Marokanki ubierały się zarówno w stroje takie jak hidżab, czador czy też burkę, jak również w „europejskie” stroje. Prawda jest taka, że przez cały nasz pobyt na terenie całego kraju nie spotkaliśmy ani jednej przedstawicielki płci pięknej w chociażby krótkim rękawie ani w spodniach krótszych niż 7/8, za to spotykaliśmy całe hordy „białasów” naświetlających słońcem praktycznie wszystkie części ciała. I podczas tego ani jednego krzywego spojrzenia. Ani jednego zwrócenia nam uwagi bądź okazania krytyki. Przyznam, że najkrótszymi spodniami, które nosiłam były spodnie za kolana, miałam zakryty dekolt oraz ramiona. Sama wybrałam tę opcję.

POGODA I SEZON, CZYLI KIEDY SIĘ WYBRAĆ W PODRÓŻ PO MAROKU?

Trudny temat. Maroko ma powierzchnię 1.5 razy większą niż Polska. Ukształtowanie jest niezwykle bogate: góry, ocean i pustynia, a do tego oazy. W zależności od tego, co chcielibyśmy zwiedzić należy wybrać inną porę roku. Zimą na północy jest chłodno, około 5 stopni, w górach spada śnieg i stacje narciarskie zaczynają pracować pełną parą. Na południu przyjemne 15 stopni w dzień i słoneczko. Niewielka ilość turystów przekłada się na tanie hotele, niestety zazwyczaj bez ogrzewania. W porze letniej zaczyna się najazd turystów, temperatura w Marrakeszu podchodzi powyżej 45 stopni. Lipiec bądź sierpień to chyba ktoś musiałby mi kazać za karę spędzić w Maroku. Nawet miejscowi mówili, że żyje się ciężko w takim upale, a co ze zwiedzaniem? I nie mam na myśli klimatyzowanego autobusu, lecz… Dla chcącego nic trudnego! Prawdziwe życie towarzyskie (i nie tylko) zaczyna się po 19. Sezon turystyczny przypada na wrzesień i październik, dlatego proponujemy wybrać się do Maroka wiosną, bo jest taniej, mniej tłoczno i upały są znośne.*

TARGOWANIE SIĘ

No cóż, w prawdziwym Maroku nigdzie nie zobaczycie ceny. Wszystkie przedmioty mają taką wartość ile za nie zapłacicie. Oczywiście, targowanie się to podstawa, a reguły tej gry są bardziej intuicyjne niż sformalizowane. Pierwszy krok to zadanie sobie pytania ile to jest warte i zaproponowanie swojej ceny. Nie proponujemy zadawania pytania ile to kosztuje, bo na początku jesteśmy na nieco gorszej pozycji. Ostatecznie i tak wszystko kończy się identycznie: sprzedawca nie sprzeda wam towaru, jeżeli na nim nie zarobi, bo przecież z tego żyje. Natomiast biały człowiek często utożsamiany jest ze skarbonką, więc zapłacimy 1.5 razy więcej niż człowiek miejscowy i jednocześnie 2 razy taniej niż w Polsce. I wszyscy szczęśliwi. Dla tych, którzy jednak wolą znać ceny polecamy wycieczkę do ville nouvelle – nowego miasta. Są tam stacjonarne sklepy z podanymi cenami i podobnymi artykułami. O co się targować? Proste, o wszystko co nie ma ceny wywieszonej.

Jeśli nie pokusisz się o targowanie to od razu ginie Twoja postać w oczach sprzedawcy. Nie jesteś wart uwagi, nie znasz się, a nie o to w tej rywalizacji chodzi. Aby cieszyć się niższą ceną pertraktujemy, odchodzimy od stoiska, a następnie do niego wracamy. Ciumkamy i grymasimy, bo to takie nie do końca ładne, a tu ma uszczerbek. Udajemy, że w sumie to tak bardzo to nam się ta rzecz nie podoba… Im dłuższe wybrzydzanie tym lepszą cenę otrzymasz, ale nie jest to regułą. Nie mniej jednak, warto spróbować się targować i samego siebie sprawdzić w sytuacji, w której można zawalczyć jak prawdziwy bohater o cenę!

Podobnie jest z hotelami. Dobry wieczór, szukamy noclegu do 50 DH...

BEZPIECZEŃSTWO

2100 km autostopem w 10 dni, jazda TIRem w nocy po Atlasie Wysokim, spanie u Marokańczyków, którzy nas do siebie zaprosili, wycieczka po polach haszyszu. I nic! Zupełnie, kompletnie NIC! Maroko jest krajem silnie nastawionym na turystykę, dlatego na ulicach jest mnóstwo służb mundurowych, które jednocześnie cieszą się respektem wśród mieszkańców. Zapewniają oni bezpieczeństwo, a jednocześnie są wspaniałym źródłem informacji. Większe przewinienia nie występują. Co najwyżej może Cię spotkać kieszonkowiec, który Cię okradnie, ale to na Twoje własne życzenie w momencie, gdy nie dbasz o to, gdzie kładziesz swój portfel. Byliśmy przed nimi ostrzegani przez samego pracownika Ministerstwa Kultury w Rabacie, który nas podwoził, ale nas nic przykrego nie spotkało. Jeszcze… Na ulicy trzeba uważać, bo przepisy ruchu drogowego są tylko wskazówką i wiedzą teoretyczną niczym mechanika kwantowa. I na słońce, bo to chyba największe zagrożenie.

MECZETY

Czy można wejść do meczetu? Nie. I na tym koniec dyskusji. Owszem, Łukasz wszedł do kilku meczetów i nie spotkała go żadna reprymenda czy krzywe spojrzenie. Natomiast w miastach turystycznych na wejściach są znakionly muslims. W prostym pytaniu do mieszkańców o możliwość wejścia usłyszeliśmy krótkie: NIE i troszkę chłodniejszy wzrok. To my musimy uszanować czyjąś religię i kulturę. Dopuszczalne jest podziwianie meczetów oraz kuknięcie z progu przy drzwiach wejściowych i zobaczenie, co tam właściwie jest? Jak to wygląda? I koniec. Kropka. Na pewno w świątyni Hassana II  w Casablance organizowane są wycieczki dla turystów, ponieważ naprawdę można otworzyć drzwi do czegoś nieznanego i się zachłysnąć. I tego się trzymajmy.

MAPY

Mapy w Maroku to śmieszne określenie. Ilekroć myślę sobie o słowie: mapa i próbuję je zestawić z krajem takim, jakim jest Maroko to mi to po prostu nie wychodzi.

Nie udało nam się nigdy zapanować nad orientacją w terenie wewnątrz medyny. Uliczki są wąskie, kręte i niemal identyczne albo faktycznie identyczne. Co jakiś czas w bocznej uliczce mignie jakiś detal, który skłania do zmiany obranego kierunku i już po nas… Przepadliśmy… Informacje turystycznie nie funkcjonują, ale podobno takowa istnieje w Marakeszu. Niektórzy turyści mieli mapki miast, a mapę medyny w Marakeszu udało mi się przehandlować z jakimś Francuzem po 50. za dwie krówki. Jednakże mapy na niewiele się zdadzą, ponieważ połowa uliczek nie ma nazwy, a reszta to nawet posiada dwa albo i trzy tytuły. Ważna informacja: mieszkańcy doskonale się odnajdują, więc wychodząc z hotelu weźcie wizytówkę lub spiszcie nazwę i adres, bo jedynie przy pomocy Marokańczyków jesteście w stanie wrócić do swoich tobołków.

PAMIĄTKI

W Maroko ogranicza nas tylko i wyłącznie wymiar bagażu. Praktycznie wszystkie przedmioty są tańsze niż u nas w Polsce. I do tego większość jest naprawdę ręcznie wyrabiana z zachowaniem pełnej orientalistyki. Polecamy zatem porcelanę/ceramikę, mydła, przyprawy, wyroby skórzane, babusze, dywany, tkaniny, wyroby drewniane, biżuterię oraz meble, jeżeli jest szansa przewieść do Polski.

Ja się zaopatrzyłam w cudownie, ręcznie malowany talerz o średnicy 35 cm, kumin rzymski w ilościach obłędnych, czerwoną przyprawę, którą dodaje się do hariry, otrzymaliśmy w prezencie ręcznie wyrabiane mydło marokańskie, babusza jako breloczku. Jednak najważniejszą pamiątką, którą ponownie przywieźliśmy ze sobą towspomnienia

CENY

Większość produktów jest zdecydowanie tańsza, jedynie przetworzone produkty mleczne oraz mięso było trochę droższe niż w Polsce. I kosmetyki. Szczególnie krem do opalania, którego nikt z mieszkańców nie używa, a dla nas okazał się zbawienny.

butelka wody 1.5 l            5-6 dh
miska zupy harira             3-5 dh
krem z filtrem 50+ (50ml) co najmniej 90 dh
ser żółty                          180 dh/kg
nocleg 1 os.                     50-70 dh
bułka z wkładką**            7-12 dh
arbuz                              1-2 dh/kg

melon                             3-4 dh/kg
pomarańcza                     4-5 dh/kg
oliwki                              20 dh/kg
chleb (250g)                    1-1.5 dh
dżem figowy (300g)          7 dh

I pamiętaj – cena jest kwestią Twojej i sprzedawcy wyobraźni. Dyktuje ją pogoda, ciśnienie atmosferyczne i humor osobnika, który tę rzecz chce Ci sprzedać.

Podsumowując

Jedź, leć, płyń czy co tam potrafisz do Maroko! Kraj jest cudownie skrajny, złożony z wielu dziwnych dla nas zachowań, ale czy właśnie ta „inność” nie jest fascynująca?

* Upał dla nas to 30 stopni, dla Marokańczyków to załamanie pogody. Upał 45 stopni to temperatura, która nas dobija. Marokańczyk powie, że tak – dzisiaj jest stosunkowo ciepło.

** Jestem miłośnikiem i oficjalną fanką bułki z wkładką! Pojęcia nie mam, jak nazwać to cudo, które smacznie zapychało nas na kilka godzin. Generalnie: co to jest? Duża, pszenna buła od której każdy dietetyk dostaje zawału serca, naszprycowana ugotowanym ryżem i ziemniakami, frytkami smażonymi na głębokim oleju i nim ociekające, do tego trochę pomidora, kapusty albo sałaty, tona majonezu i keczupu wątpliwego pochodzenia, czasami jajko gotowane na twardo lub ryba, a na koniec zapieczona z serem topionym w grillu elektrycznym i podana z pierońsko ostrą pastą z diabelnych papryczek! Podane z ręki do ręki od pana, który właśnie wytarł się w swój fartuch smakuje fantastycznie i daje uczucie spełnienia! Gdybym nie spróbowała to nie polecałabym szczerze takiej buły! Łukaszowi też smakowała.