Najpiękniejszy most na świecie: Ponte del Diavolo!

A przynajmniej w Europie albo we Włoszech. Nigdy nie pomyślałabym, że lecąc gdzieś nasza destynacja nas rozczaruje. Taka właśnie była Piza – prócz krzywej wieży tam nic nie ma. Ani atmosfery, ani pięknych zaułków, ani niczego, co mi się z Włochami kiedykolwiek kojarzyło. Lukka, Florencja czy Bolonia biją na łeb na szyję wszystkie rzeczy, które można znaleźć w Pizie, ale Piza prócz krzywej wieży to też dobre miejsce wypadowe do innych pobliskich zaułków.

Piza to przede wszystkim Piazza del Duomo, przy której znajduje się Katedra, najsłynniejsza na całym świecie Krzywa Wieża, Baptysterium San Giovanni. Generalnie wszystko znajduje się w jednym miejscu, a Torre Pendente podpiera każdy, kto się tam znajdzie. Pozy są różne i dziwaczne, ale póki, co – krzywa wieża nadal jest przechylona i opaść nie chce. Jej odchylanie się od pionu próbowano korygować w trakcie budowy już od XII wieku poprzez np. wydłużanie kolumn po jednej stronie. W XIV wieku wybudowano ostatnie piętro i zawieszono w nim dzwony. W XIX wieku próbowano zaprzestać przechyłowi i korygować pion dzwonnicy, ale wszystkie działania przyniosły odwrotny skutek. Zaniechano ich. Krzywa Wieża średnio odchyla się od pionu o ok. 1 mm rocznie i to dzięki temu przechyleniu Galileusz miał szansę wykonać swój słynny na całym świecie eksperyment. Otóż w roku 1600 wspomniany wyżej Galileusz zrzucił dwie kule o różnych masach. Jednak była kulą armatnią i jej waga wynosiła 80 kg, a druga była kulą muszkietową o wadze 0.2 kg. Mimo tego, że masa diametralnie się różniła, Galileusz pokazał, że obie kule w tym samym momencie zetknęły się z ziemią, a więc ich czas opadania był identyczny (niwelując tutaj niewielki wkład pochodzący od oporu powietrza). Magia? Nie, jeden z najważniejszych i najbardziej znanych eksperymentów w fizyce w dziedzinie mechaniki klasycznej.

Znajdziemy tutaj również freski z Camposanto w Museo delle Sinopie, jeden z najstarszych ogrodów botanicznych – Orto Botanico, kościół San Frediano, Piazza dei Cavalieri czy też Piazza Reale położony nieopodal rzeki Arno, na którym Galileusz przedstawił swoje odkrycia dotyczące np. istnienia czterech księżycy Jowisza: Io, Europa, Kallisto oraz Ganimedesa, przedstawił fazy Wenus, a także poprzez swoje obserwacje przekonał się o słuszności teorii heliocentrycznej Mikołaja Kopernika. I tutaj ciekawostka: Galileusz był sądzony. Historia jest pogmatwana i zahacza o sam Rzym i ówczesnego papieża, a nawet o to, że teoria o ciałach niebieskich była heretycka. Idąc na wydawnictwem ZNAK i „Sprawą Galileusza” można powiedzieć, że 24 lutego 1616 roku Święte Oficjum zleciło wydanie opinii o dwóch tezach:

„Pierwsza teza: Słońce stanowi centrum świata i jest całkowicie nieruchome pod względem ruchów lokalnych.

Cenzura: Teza ta została jednogłośnie uznana za bezsensowną i absurdalną z punktu widzenia filozoficznego i formalnie heretycką (...).

Druga teza: Ziemia nie stanowi centrum świata, ani nie jest nieruchoma, lecz obraca się zarówno wokół samej siebie, jak i ruchem dobowym.

Cenzura: Jednogłośnie stwierdzono, że teza ta podlega tej samej cenzurze filozoficznej, z punktu zaś widzenia teologii, jest, co najmniej błędem w wierze.”

Jak widać – w nauce nie zawsze jest łatwo i przyjemnie, co nawet do dzisiaj można obserwować, ale…

„Jego Świątobliwość nakazał Panu kardynałowi Bellarmino wezwać rzeczonego Galileo do siebie i upomnieć go, aby porzucił rzeczoną opinię; w przypadku odmowy posłuszeństwa, Komisarz ma mu nakazać, w obecności notariusza i świadków, aby powstrzymał się całkowicie od nauczania lub obrony tej opinii i doktryny, a nawet od dyskutowania jej; jeżeli nie zgodzi się on na to, należy go uwięzić.”

„The crime of Galileo, Time Inc., New York, 1962, 130

I to oznaczało, że Galileusz teorii heliocentrycznej nie może przedstawiać, jako faktu.

Także z Pizą powiązanych jest wiele wspaniałych opowieści z ówczesnymi czasami, ale dzisiaj mnie ona rozczarowuje. Nie jest romantyczna, nie mogłam się w niej zatracić i z chęcią patrzeć na każdy zaułek. Absolutnie mnie nie ujęła, wręcz nawet rozczarowała, ale całe szczęście we Włoszech są inne, moim zdaniem piękne miejsca. Jednym z nich jest Lukka, o której mowa była wcześniej. Całe szczęście, że rzut beretem od Lukki położone jest Borgo a Mozzano.

Malutka mieścina, a nawet pokuszę się o napisanie, że wioska. Nie ma w niej nic. Żadnych ogromnych katedr, placów, ale cicha, spokojna i zwyczajnie – urocza. Można tam dojechać np. włoską koleją albo na stopa, chociaż autostopem jest nieco problematycznie. Włosi nie od dzisiaj są znani z tego, że autostop działa u nich przynajmniej niepewnie. Borgo a Mozzano leniwie rozpościera swoje małe ręce w dolinie rzeki Serchio zaledwie 22 km od Lukki. Nikt nie krzyczy, a aromat świeżo mielonej kawy rozpościera się po okolicznych kątach. Nie ma tam nic prócz mostu św. Magdaleny powszechnie znanym, jako Most Diabła. Brzmi strasznie i tak zaiste jest, ponieważ wiąże się z tym legenda. Budowniczowie próbowali most ukończyć, lecz za każdym razem coś stało na ich drodze. Wszelakie próby ukończenia mostu kończyły się fiaskiem. W ramach pomocy przy całym tym przedsięwzięciu sam diabeł poprosił o duszę pierwszego, który ten most przekroczy. Most został ukończony, a pierwsza dusza, która przeszła mostem była psia. Oszukany diabeł okrutnie się zdenerwował i skacząc z mostu kopnął jego przęsło, które wygięło się w nienaturalnym kształcie. I jest to to najwyższe przęsło wygięte bardzo nierealnie. Sam most wygląda, jakby był przeniesiony dosłownie z jakiejś baśni i co najciekawsze – wspaniale wkomponowuje się w rzeczywistość. Jego wiek oficjalnie winno się liczyć od roku 1322, a ostatni raz został przebudowany na początku XX wieku, by móc poprowadzić nitkę linii kolejowej. Most niezwykły, tajemniczy z charakterystycznymi łukami. Bez schodów i bez barierek. Z licznymi zadrapaniami i wieloma nogami kroczącymi po nim. Jest baśniowy i magiczny.