Festiwal Dobrego Smaku w Łodzi. I nie tylko!

Łódź to była czarna kropa na mapie przez bardzo długi czas. Nie byłam tak, nie wiedziałam nic. Teraz już wiem, że Łódź to nie miasto, to stan umysłu. Jest tak diametralnie przekrojowa, zaskakująca i wielowymiarowa, że to nieporozumienie. Można mieć oczekiwania w stosunku do Warszawy, Poznania, Krakowa albo Gdańska, ale do Łodzi nie można ich mieć. Lepiej przygotować się na nieprzewidywalne, ponieważ moim zdaniem to najlepsza opcja.

Powodem mojego wyjazdu do Łodzi było spotkanie z bardzo sympatyczną psycho-dietetyk Laurą, która była jedną z jurorów Festiwalu Dobrego Smaku. Konkurs był podzielony na dania główne, desery oraz koktajle, a więc…

Gdzie zjeść w Łodzi?

Już wiemy, że zwycięzcą został Český film i uważam, że zasłużenie. Rozpłynęłam się nad tym daniem i do dzisiaj je wspominam. Dary z Rzaholeckiego lasu uwiodły wielu, a był to comber z jelenia, leśne grzyby z miodem (genialne!), jeżyny z rozmarynem, jadalny mech oraz chips z boczku. Comber był przygotowany idealnie, a o grzybach myślę do dzisiaj. Ich maślany, skoncentrowany smak oraz słodycz miodu to było mistrzostwo. Dodam jeszcze, że wtedy serwowano knedliki z truskawkami w połączeniu z młodą kapustą z boczkiem. Ze względu na moje łakomstwo zjadłam nie jedną porcję, ale było warto. Zdecydowanie polecam to miejsce, ponieważ jest położone przy ulicy Tymienieckiego 25a, a otaczają je nowe, osadzone w czerwonej cegle apartamenty. Tam trzeba zjeść, gdyż obsługa jest przemiła i chętna do rozmów.

fb: https://www.facebook.com/czeskyfilm/

www: http://ceskyfilm.pl/

Kolejną odsłoną festiwalu był makaron bucatini di zia vittoria w Ristorante Mare e Monti (ul. Wigury 13). Kiedy wchodziłam do tego lokalu to uderzył mnie zapach owoców morza. Intensywny, wyrazisty, ale nie przytłaczający. Od razu pomyślałam o targach rybnych we Włoszech, Portugalii i Hiszpanii. Wróciły wspomnienia. Podano nam makaron bucatini, czyli makaron typowy dla środkowych Włoszech, którego cechami są długość oraz otwór w środku, a także w tym przypadku delikatne rowki na powierzchni. Im więcej takich zagłębień tym lepiej, ponieważ więcej sosu nam się oblepi na makaronie, a w tym przypadku było to wskazane. Pesto z bazylii, oliwy i pinioli było cudowne, uczciwe i bardzo intensywne w smaku, lecz nie gorzkie. Sos został przygotowany na bazie pieczonych papryk z dodatkiem pomidorów marziano, a całość zwieńczył kleks stracciatelli. Ser był cudownie kremowy i doskonały. Marzy mi się do dzisiaj ten ser.

fb: https://www.facebook.com/mareemonti/

www: http://www.ristorantemareemonti.pl/

Nie spodziewałabym się, że bistro o nazwie TAKŻETEGO (ul. Sienkiewicza 40) będzie mnie w stanie zaskoczyć. Udało im się. Naprawdę. Wegetariański bar mnie urzekł pełnym smakiem barszczu wykonanego z białych buraków. Był pikantny, ale zbalansowany. O dużej intensywności, ale takie zupy jadałam w Tajlandii, Malezji i tam takie smaki pokochałam. Również ten barszcz przywołał do mnie wspomnienia z podróży i czasami szybko, a czasami nie jedzonych posiłków na trasie. Myślę, że to jest dobra opcja nie tylko dla wegan i wegetarian.

fb: https://www.facebook.com/takzetegowege/

I pamiętając dalej o podróżach to na mapie pojawiło się House of Sushi (ul. Piotrkowska 89). Daniem festiwalowym był tuńczyk tataki podany na zielonych szparagach. Szparagi przygotowane w paście miso i maśle orzechowym to była bajka. Idealne, chrupkie, ale nie twarde i do tego orzechowy smak. Tuńczyk był lekki, maślany, odpowiednio przygotowany i też całkiem smakowity i to właśnie do niego idealnie pasował zaserwowany sos sezamowy goma. Za spotęgowanie tego smaku odpowiadał jeszcze sezam, w którym ryba ta została obtoczona. Ładnie podane, miła Pani obsługująca. Nie mam powodów, żeby odradzać to miejsce.

fb: https://www.facebook.com/HouseOfSushi/

www: http://www.houseofsushi.pl/

Nie lubię burgerów. Nie wiem za co je można kochać i nie rozumiem ludzi, którzy się rozpływają nad kawałkiem bułki z dodatkami. Nie ma to dla mnie finezji, ale… W Susharni znalazłam bułkę barwioną węglem drzewnym, która nie była sztampowa. Wędzone tofu zostało przełamane smacznym kimchi, czerwoną cebulą, bekonem, różnymi piklami, ale to chipsy z nori urzekły mnie najbardziej. Szybki wynalazek podano w ciekawy, dobry sposób. Nawet za wiele nie wypadało z tej bułki, więc nawet wyszłam nieubrudzona z tego miejsca. Smak był, pomysł był. Spróbuj.

fb: https://www.facebook.com/susharnia.lodz/

www: https://www.susharnia-lodz.pl/

I kończąc całość muszę napisać o najlepszych pączkach w Łodzi, a za pączkami nie przepadam. Kocham drożdżówki, kruche ciasta i ciasteczka, serniki, ciasta francuskie, ale pączki jakoś mi przechodziły zawsze bokiem i nie miałam do nich sentymentu. Gorąca Pączkarnia (ul. Piotrkowska 103/105) to zmieniła. Pączki są gigantyczne, puchate, ciasto jest sprężyste, a pączek sam w sobie rozpływa się w ustach. Tam naprawdę są dobre pączki i odmówić sobie takiej przekąski to grzech. Rewelacyjne jest to, że cała gablota jest przeszklona i można oglądać, jak panie wyrabiają tę paczki, jak je nadziewają, smażą. W ogóle wszystko mi się tam podobało z uśmiechniętą panią sprzedawczynią na czele!

Jeśli mowa o kawie to zdecydowałam się na odwiedziny w Przędzy (ul. Piotrkowska 107). Chwalona, lubiana, więc musiałam ją sprawdzić. Cold brew na kawie etiopskiej miał w sobie bardzo niewiele, ale to minimalnie, kwasowości. Przyjemnie schłodzony z dodatkiem kostki lodu stawiał mnie na nogi w czasie upałów. Cappuccino miało cudnie spienione mleko. Kawiarnia sama w sobie również bardzo mi się spodobała, a to ze względu na motki z nićmi porozstawiane gdzieniegdzie, a nawet poprzyczepiane do ściany. Przestrzeń z luźnym podejściem, bez nadmuchania i z niewymuszonym luzem, w którym chętnie pracowałabym zdalnie. Wrócę tam.

fb: https://www.facebook.com/przedza.kawiarnia/

I na koniec hit smakowy. W którymś momencie swojego pobytu w Łodzi zgłodniałam (niemożliwe nie istnieje). Spacerując w końcu dotarłam do OFF’a, a tam w niewielkiej restauracji był tłum. Nazywało się to ato ramen (ul. Piotrkowska 138/140). Pachniało dobrze, a na dodatek ktoś koło mnie wspomniał, że robią własny makaron. Weszłam, zamówiłam zupę i przepadłam. Żeby być obiektywną zamówiłam najprostszy z możliwych i możliwe, że najbardziej zbliżonym naszym, europejskim smakom. Shoyu ramen był wyborny. Zbalansowany, wielopoziomowy z dodatkiem jajka z lejącym się żółtkiem. Makaron nie był przegotowany i idealnie wchłaniał smak bulionu. Chrupnięcie szczypiorku potęgowało całą zabawę. Mięso było miękkie, a ja byłam szczęśliwa. Jakie to było smaczne!

fb: https://www.facebook.com/ato-ramen/

Łódź to nie tylko kawiarnie i restauracje wyrastające, jak grzyby po deszczu. To przede wszystkim murale. To właśnie rysunki na ścianach tworzą klimat tego miejsca. Otóż Łódź to ulica Piotrkowska i… Przepaść. Faktycznie, zaczyna się sporo dziać w Łodzi, ale to jeszcze nie jest ten moment, by powiedzieć, że jest ona olśniewająca. Jednakże prócz Piotrkowskiej i mnóstwa antykwariatów (i w tym dwóch najbardziej znanych: Book się rodzi, Zlituj się nad nami) można podziwiać nowe lub odrestaurowane budynki (raczej) na obrzeżach tego miasta. Znajdziemy też Stajnię Jednorożców, czyli Dworzec Tramwajowy Centrum. Taka ilość kolorów wręcz oswaja i ożywia to miasto. Stare, dziurawe ulice, odpadający tynk zabezpieczony pewnie przez lata siatką, odrapane bramy, powybijane okna bez firanek. Obraz straszny, ale jednak przykuwający uwagę, ponieważ kamienice mimo tego, że zaniedbane to posiadają niezwykle ozdobne elewacje. Myślę, że za kilka/kilkanaście lat Łódź będzie olśniewać.

 

p.s. Jeśli chodzi o moje doświadczenia z Český film, Ristorante Mare e Monti, TAKŻETEGO, House of Sushi oraz Susharni to moje opinie są podyktowane Festiwalem Dobrego Smaku. Nie znam pełnego menu, dlatego też pisałam o konkretnych, festiwalowych daniach. Sprawdźcie sami.