Kambodża - najważniejsze informacje

W Kambodży nie byliśmy długo, bo był to podobny czas, jaki spędziliśmy w Izraelu, ale nawet przez tak krótką chwilę można „załapać bakcyla” do jakiegoś miejsca. Poniżej prezentujemy najważniejsze informacje, które my potrzebowaliśmy, aby dostać się do tego kraju i wszystkie nasze obserwacje.

WIZA

Rzecz najważniejsza i niezbędna dla obywatela Polski. I nietania, ale warta niewielkiego wysiłku, a zdobycie wizy wcale nie jest takie trudne. Pierwsze, co należy zrobić to wejść na stronę https://www.evisa.gov.kh/Default.aspx i tam są wszystkie informacje podane. Jedyne, co boli najbardziej to koszt, który wynosi 37 USD i można przebywać 30 dni na terenie Kambodży. Należy tutaj dodać, że nie wszystkie punkty graniczne akceptują e-wizę, listę można zobaczyć na powyższej stronie internetowej. Kwota niemała, ale jeśli weźmie się pod uwagę takie miejsca jak Kompleks Świątyń Angkor to dla choćby tego jednego miejsca warto wydać te pieniądze na wizę. Niezbędne jest zdjęcie i wykonanie przelewu bankowego, a o wizę aplikuje się online na podanej wyżej stronie. My nie mieliśmy żadnych problemów z otrzymaniem wizy – pojawiła się ona na naszych kontach mailowych (max. 3 dni oczekiwania) po jednym dniu. To, co jest istotne, a my o tym zapomnieliśmy – wizę należy wydrukować w dwóch egzemplarzach: jeden zabiorą Ci na wjeździe do Kambodży, a drugi zostawisz na wyjeździe z tego kraju. Ponadto, dostaniesz małą karteczkę z informacjami o dacie wjazdu do kraju, miejscu przekroczenia granicy i musisz tego pilnować jak oczka w głowie. Uważam, że to jest najłatwiejszy sposób na wyrobienie pozwolenia wjazdu do Kambodży. Oczywiście, można wyrobić ten kawałek papierka na miejscu, ale różne dziwne historie krążą w związku z tym po internecie. My nie mamy doświadczenia z tą metodą otrzymania wizy, zdobyliśmy ją drogą elektroniczną.

WALUTA

W Kambodży panuje riel kambodżański (KHR) i jakby obco nie brzmiał to koniecznie należy mieć przy sobie dolary amerykańskie (USD). Na chwilę obecną:

1 USD ≈ 4094 KHR

Inflacja w tym kraju jest potężna. Ceny dla białego człowieka są z reguły ustalone i podawane w dolarach (usłyszeliśmy, że transport z lotniska do miejsca pobytu to zawsze 5 $).

Ważna informacja: w Kambodży „zdatne do obrotu” są dolary amerykańskie maksymalnie 20-letnie! Informacja arcyważna, ponieważ bez tego nie zapłacicie np. za bilet wstępu do Świątyń Angkor. Powodem tego jest niemożność sprawdzenia czy „starsze” dolary są prawdziwe. Ludność boi się przyjmować starsze banknoty ze względu na brak pewności, co do oryginalności waluty. Teoretycznie, jeśli posiada się ponad 20-letnie pieniądze to można je wymienić w bankach, ale… Oczywiście w niedziele są one nieczynne, a w Siem Reap podobno jest tylko jeden, więc nie wyrastają one w tym kraju jak grzyby po deszczu. Tak czy inaczej, nam za wodę udało się płacić starszymi banknotami bez najmniejszych problemów. Resztę z banknotów dostaje się w rielach lub w dolarach.

AUTOSTOP/TRANSPORT

Z typowym autostopem doświadczenia nie mieliśmy. Wyszliśmy na dobry wyjazd z Siem Reap w stronę granicy kambodżańsko – tajlandzkiej. W rękach mieliśmy kartkę z napisem „Thailand” oraz wystawione kciuki. Kilkanaście razy koło nas zatrzymywali się ludzie i łamaną angielszczyzną albo na migi tłumaczyli nam, że jego/jej brat/siostra/wujek/ojciec/dziadek/szwagier/kolega/kochanek zawiezie nas tanio do granicy. Tak naprawdę to w Kambodży są tylko dwa rodzaje samochodów, albo najnowsze modele Lexusa albo Toyoty w najróżniejszym wieku i stanie. Warto zaznaczyć, że Toyota Camry to coś w rodzaju nieoznaczonej i współdzielonej taksówki, więc można ten model omijać. Bardzo łatwo go rozpoznać, bo jest wyjątkowo brzydki. Zatrzymywały się auta, które za kilkanaście/kilkadziesiąt dolarów chciały nas zabrać pod Tajlandię, więc rozstrzał cenowy był bardzo duży. Po dłuższym czasie (trochę ponad jedną godzinę) zdecydowaliśmy się wsiąść do auta – taksówki i do granicy dojechaliśmy za 6 USD za 1 osobę. Cena nie wydała nam się wygórowana za 150 km, a widmo nadchodzącej burzy tylko nam pomogło podjąć tę decyzję. Podróż trwała ponad dwie godziny, dosiedliśmy się do dwóch kobiet (jednej z niemowlakiem), które po kilkudziesięciu kilometrach się z nami pożegnały, a zabraliśmy następną dziewczynę. Nikt się nie burzył – jest to jedna z form biznesu.

Niemniej, uważam, że gdybyśmy nie znajdowali się w tak maksymalnie turystycznym miejscu to mielibyśmy spore szanse na złapanie standardowego autostopu.

PRZYKŁADOWE CENY

Temat rzeka. Długi i szeroki niczym Amazonka i Nil w jednym. To zależy. Zależy od humoru Pani/Pana, który aktualnie sprzedaje Ci towar. Pierwszego dnia kupiliśmy butelkę wody za ok. 3000 KHR (1000 KHR wydano nam z 1 USD). Następnie za jedną butelkę wody zapłaciliśmy ok. 2000 KHR (wydano nam 2000 KHR z 1 USD). Kolejnego dnia zapłaciliśmy 1 USD za dwie butelki wody bez wydawania reszty. Odnośnie jedzenia to kupiliśmy w ramach przekąski pampuchy z wkładką. Wyglądało to jak duża pyza, która ledwo mieściła się w ręku z jakimś mięskiem w środku. Jeden taki pampuch przygotowywany na parze wyniósł nas 1000 KHR. W jednej z knajp, do której udaliśmy się na kolację zapłaciliśmy za przecudownie aromatyczną zupę z wontonami, kawałkami warzyw i mięsa oraz za smażony ryż z warzywami i wołowiną 3 $. Co do reszty produktów to nie inwestowaliśmy w żadne, ponieważ mieliśmy zapas przywieziony z Kuala Lumpur, ale na każdym kroku bezproblemowo można znaleźć jedzenie „na ulicy” (warzywa, owoce, pampuchy, makaron/ryż z warzywami/mięsem, robaki wszelakiego rodzaju). Ceny, nawet, jeśli są wyższe dla białych to i tak nie są zatrważające, a Twój portfel mocno nie ucierpi.

ZAKWATEROWANIE

My znaleźliśmy nasz nocleg przez portal Couchsurfing. Inicjatywa jest świetna, a i sami byliśmy hostami kilka razy. Spaliśmy u Filipińczyka mieszkającego w Siem Reap, który jednocześnie podnajmował pokoje przez AirBnb. Kilka razy wspominał nam, co nieco o pieniądzach i bardzo namawiał na usługi swojego kolegi, ale nie ulegliśmy za bardzo.

Odnośnie hoteli to przy głównej ulicy Siem Reap znajdują się z wyglądu niezłe hotele, które zdecydowanie odbiegają od krajobrazu tuk-tuków, trylionów rowerów i rozklekotanych ciężarówek. Znajdują się tutaj również hostele i ceny za nocleg dla 1 osoby zaczynają się od ok. 4 € (źródło: internet), więc każdy znajdzie coś dla siebie do spania w tym mieście.

Kambodża to kraj, który przez wiele lat okryty był płachtą cierpienia i łez, ale w tej chwili ponownie jego zakamarki otwierają się dla wszystkich i naprawdę warto z tego skorzystać.

TROCHĘ HISTORII

Niektóre widoki sprawiają, że człowiek czuje się dumny z przynależności do rodzaju ludzkiego. Świątynie Angkor Wat o zachodzie słońca są właśnie jednym z nich. Wzniosłość chwili, bezkres dżungli oraz zapach wielkości wysiłku, który został włożony w budowę całego kompleksu mieszają się ze sobą tworząc wybuchową miksturę. I dokładnie w taki sposób musiał odczuwać to 70 lat przed nami Saloth Sar znany światu jako Pol Pot. Tylko, że w jego wypadku mieszanka wybuchła, i zobaczył jak Kambodża wygląda pod francuską okupacją. Zdał sobie sprawę z dawnej potęgi swego kraju i zapragnął przywrócić należyte jej miejsce. I właśnie w taki sposób malutka eksplozja emocji przerodziła się w lawinę, która 30 lat później pochłonie jedną czwartą populacji Kambodży. Nim to jednak się wydarzy, świat skupi się na walce dwóch imperialnych gigantów w sąsiednim Wietnamie. Ideologia komunizmu będzie toczyła krwawy bój z kapitalizmem, a przez prawie dwie dekady życie straci około 3 mln ludzi, z czego 2/3 stanowić będą cywile. Jak w mgnieniu oka nastąpi 18 marca 1970 roku, który na chwilkę zwróci uwagę świata na Kambodżę, i będzie datą początkującą upadek tego kraju.

"Przyczyn trzeba będzie szukać w zdarzeniach właśnie tamtego dnia, a w szczególności w działaniach Amerykanów, którzy właśnie wtedy popełnili jeden z największych błędów politycznych w regionie. Kambodża jeszcze pięć lat temu była, jak na warunki azjatyckie, bogata. Nikt nie pamięta, aby kiedykolwiek ludzie umierali tu z głodu, a pola ryżowe, zatapiane przez wylewający w porze deszczowej Mekong, produkowały więcej zboża, niż potrzebowało siedem milionów mieszkańców. Sihanouk rządził krajem na wzór renesansowego władcy. [...] Przez całe lata z wielką zręcznością umiał utrzymać Kambodżę z dala od wojny. Jego receptą byłą neutralność, formalnie respektowana przez wszystkich, choć w praktyce – przez nikogo. Wietkong i Wietnamczycy z Północy używali stref przygranicznych Kambodży do przesyłania zaopatrzenia do Wietnamu Południowego, Amerykanie zaś bombardowali ich swoimi B-52, fałszując potem sprawozdania z misji, które miały pozostawać „tajne” także dla Kongresu Stanów Zjednoczonych. Jako, że wszystko działo się na odległych i odludnionych terenach kraju, a Kambodżanie na tym nie cierpieli, Sihanouk milczał. Jego troską była wówczas raczej mała partyzantka, która oskarżała go o korupcję i próbowała, bez szczególnego powodzenia, zdobyć sojuszników wśród wiejskiej ludności. To Sihanouk nazwał ich „Czerwonymi Khmerami".

[...] W roku 1970 partyzantów kambodżańskich było nieco ponad trzy tysiące. Kontrolowali małą część terytorium. Obecnie mają wojsko składające się z sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy i kontrolują, co najmniej 90% kraju. Gdyby nie zamach stanu, Czerwoni Khmerzy jeszcze dziś znajdowaliby się na marginesie, jednak Amerykanie nie zauważyli niebezpieczeństwa. Uznali, że aby wygrać wojnę w Wietnamie, trzeba wykurzyć Wietkong z jego „twierdz” kambodżańskich. Zdając sobie sprawę, że Sihanouk nie pozwoli na przysłanie oddziałów US Army do Kambodży postanowili go wyeliminować. Zajęły się tym służby CIA. Porozumienie, co do przewrotu zawarli w pewnym szpitalu w Paryżu agenci wywiadu Stanów Zjednoczonych i niektórzy wojskowi w Phenom Penh."

Tekst pisany był w roku 1975 z bram oblężonego Phenom Penh. Czerwoni Khmerowie w liczbie 25 tysięcy żołnierzy zdobyli miasto rozpoczynając swoje rządy. Pol Pot, jako przywódca może już zacząć przywracać wielkość swojego kraju wprowadzając najbardziej totalitarny ustrój XX wieku. Pierwsze decyzje sprowadziły się do ewakuacji ludności ze stolicy wraz z rozstrzeliwaniem bardziej opornych mieszkańców. Z ponad 2 mln mieszkańców stolicy zostało niewiele - 23 tysiące. Późniejsza polityka nie zmieniła swojego charakteru w najmniejszym stopniu. Budowanie gatunku „nowego człowieka” wymagało zamknięcia szkół, fabryk, szpitali, zniesienie pieniądza, delegalizacji religii oraz stworzenie obozów pracy przymusowej, które szybko przerodziły się w pola śmierci. Intelektualiści, mniejszości narodowe, przedstawiciele wolnych zawodów, chrześcijanie, muzułmanie, buddyści i wszyscy, którzy nie pasowali do koncepcji poddawani byli sukcesywnej eksterminacji. Nowy system, który opierał się na gospodarce rolnej i odrzucał całkowicie przemysł, nie produkował amunicji, więc egzekucje odbywały się za pomocą siekier, łopat, młotów. Jednak największym mordercą była stara jak świat i ostatnio zapomniana plaga nazwana „głodem”. Tysiące Kambodżan, którym głód, choroby i strach odebrały rozsądek, ruszają na zachód i wchodzą niczym armia żywych trupów do dzikiego świata buszu, będącego ogromnym cmentarzyskiem. Szukają jedzenia, wody, lekarstw.

„Widziałem ich wszędzie, a tych, których nie widziałem instynktownie wyczuwałem w każdych zaroślach. Mężczyźni, kobiety, dzieci w wieku moich własnych dzieci, dziesiątkami, setkami rozrzuceni po lesie. Z wybałuszonymi, nieobecnymi oczami i patyczkami zamiast nóg, zwiotczałą skórą, przykryci czarnymi szmatami przesiąkniętymi kałem i brudem, trawieni gorączką, niezdolni uczynić choćby jeden krok więcej, leżący na ziemi byle gdzie, tu i tam, niczym wielkie ptaki w samym środku bujnej tropikalnej roślinności.”

Podążaj za smrodem trupów, a trafisz do Kambodży.

Niektórym jednak się udaje przedostać prze dżunglę. Pozostaje im jeszcze do pokonania pole minowe na granicy z Tajlandią oraz Tajska straż graniczna, która najpierw strzela, a dopiero później się zastanawia, kto biegł, uchodźca czy partyzant. Tragedia potęgowana jest jeszcze przez fakt, że po wydostaniu się z reżimu, nikt ich nie chce. Kraje regionu są już zbyt obciążone uciekinierami z Laosu, Wietnamu i Kambodży.

Ale nie tylko dżungla pochłania całe rzesze ludzkich cieni. Morze przyjmuje dokładnie takie same ilości, wypluwając na plaże część obrzmiałych, nierozpoznawalnych, anonimowych ciał. W Tajlandii je palą, w Malezji zakopują, ale wszędzie chcą się pozbyć. Dla tysięcy ludzi, którzy decydują się na podróż droga morską, bez żywności, wody, sprawnych łódek, w palącym słońcu i burzliwej pogodzie widok upragnionego lądu jeszcze nie oznacza końca katorgi.

„W zeszłym tygodniu grupę trzystu, jacy dotarli do ujścia rzeki Terengganu w Malezji na pokładzie dziurawego statku rybackiego, obrzuciła kamieniami tutejsza ludność i odholowała na pełne morze kutrem patrolowym. Godzinę później tylko pięćdziesiąt cztery osoby płynęły jeszcze w stronę brzegu. […] Pewna łódź płynąca z Wietnamu, nim dotarła do Songhili na południu Tajlandii, trzy razy została zaatakowana przez piratów, którzy zgwałcili wszystkie kobiety na pokładzie. Pasażerowie innej, która przybiła w zeszłym tygodniu do wyspy Bisong w Malezji, mieli jeszcze straszniejsze przeżycia. Po ataku ze strony dwóch malezyjskich statków rybackich czterdzieścioro ośmioro Wietnamczyków zostało rozebranych i okradzionych ze wszystkiego. Kobiety zgwałcono, a mężczyznom kazano zejść pod pokład. Potem piraci próbowali zabić gwoździami luki i zatopić łódź ze wszystkimi pasażerami. Uchodźcy stawiali opór. Dziesięć osób zginęło, zanim piraci odpłynęli.”

Miną ponad 3 lata zanim dyktator Pol Pot zostanie obalony przez rebelię wspieraną prze armię Wietnamu. W ciągu tego czasu pośród niezliczonych czystek zdąży rozpętać oficjalną wojnę z Wietnamem, wpuści także dywizjony amerykańskie na swoje terytorium. Ci ostatni poniosą porażkę za porażką na froncie z komunistami, a ich interwencja okaże się całkowitym fiaskiem. Pol Potowi zagwarantuje jednak przychylność na kolejne długie lata. Po obaleniu go z dyktatorskiego tronu, wraz z kilkutysięczną armią przejdzie do zachodniej części kraju, gdzie dalej będzie prowadził działania partyzanckie przeciwko Wietnamowi. I znowu znajdzie czas i energię na masowe mordy całych grup etnicznych, co więcej mając poparcie polityczne i finansowanie ze strony USA oraz Chin. Piętno ludobójstwa nie będzie mu przeszkadzało by reprezentować Kambodżę na forum ONZ. Będzie to jedna z najbardziej kompromitujących decyzji społeczności międzynarodowej. Były dyktator otrzyma rokrocznie od 17 do 32 mln $ pomocy od Stanów Zjednoczonych oraz 100 mln $ ze strony Chin jednocześnie coraz lepiej udokumentowane zbrodnie ludobójstwa będą wybielane na arenie międzynarodowej. Jest to tym bardziej kuriozalne, że oprawcy przez 11 lat będą dalej reprezentowali Kambodżę na forum ONZ oraz otrzymywali wsparcie humanitarne od Światowego Programu Żywnościowego, podczas gdy ludność cywilna w całym kraju będzie głodować nie dostając nic. I w ten oto sposób już przekroczyliśmy próg lat 90’ i dotarliśmy do roku 1997. Świat dawno znudził się oglądaniem cierpienia gdzieś w dalekiej Azji, zajęty jest podniecaniem się kwalifikacjami do mistrzostw świata w piłce nożnej we Francji. Pol Pot tymczasem w ramach rozpadu wewnętrznej organizacji partii zostaje odsunięty od władzy i umiera rok później. Do samego końca swoich dni nie zmienił swoich poglądów na temat Kambodży i „rasy Khmerskiej”. To ostatnie udało mu się nawet częściowo osiągnąć:

„Silni, twardzi, beznamiętni, wyrośli w kraju, gdzie każdy ślad przeszłości, każda świętość religii i tradycji została unicestwiona, wyglądali na doskonałe okazy owego „nowego człowieka”. Wyszkoleni w zabijaniu, zdecydowani przetrwać. Jedni z nich dokonywali rzezi, drudzy ocaleli z pogromów. Las ich wyrzyguje, katów i ofiary, połączonych głodem i malarią, która nie zna się na polityce”.

Podrozdział ten został podpisany, jako historia, ale tak naprawdę to ona w dużej mierze wykreowała dzisiejszą rzeczywistość. Pol Pot nie stanowi już zagrożenia, ale młodzi wówczas czerwoni Khmerzy żyją nadal, tak samo jak ich ofiary. Realia mocno się zmieniły przez ostatnie 30 - 40 lat, a pola śmierci przerodziły się w turystyczną atrakcję. Pamięć jednak pozostała. Myślę, że warto poznać akurat tę historię, żeby lepiej zrozumieć Kambodżę i móc dostrzec więcej podczas pobytu w tym kraju. Ponadto, wiele poruszonych tematów jest ciągle aktualnych w dzisiejszym świecie, zmieniło tylko swoje położenie geograficzne i część z głównych aktorów. Można się pokusić i zastanowić, którą z tutaj opisanych rolę my teraz odgrywamy.

W tekście zaznaczone cytaty pochodzą z książki W Azji” Tiziano Terzani, ponadto spora część informacji pochodzi z artykułu Zbigniewa Kowalewskiego „Czas Czerwonych Khmerów - rewolucja, rasizm i ludobójstwo”, który pojawił się Le Monde Diplomtique – edycja polska w listopadzie 2006 roku.