Jak wybrać wózek widłowy do magazynu wysokiego składowania: poradnik dla inwestorów i wykonawców

0
40
Rate this post

Z tego artykułu dowiesz się…

Punkt wyjścia: magazyn już stoi, wózków jeszcze nie ma

Scenka otwierająca – „regały są, ale nic tam nie wjedzie”

Odbiór nowego magazynu wysokiego składowania szedł jak po sznurku: regały zamontowane, posadzka zatarte na gładko, linie bezpieczeństwa wymalowane. Dopiero gdy kierowca wózka próbował wjechać w korytarz, okazało się, że brakuje kilkunastu centymetrów szerokości, a przy pełnym skręcie widły nie mieszczą się w świetle regału. Magazyn formalnie gotowy, ale operacyjnie – zablokowany.

Taki scenariusz zdarza się częściej, niż wielu inwestorów chciałoby przyznać. Decyzje o układzie regałów zapadają wcześniej, często na etapie projektu budowlanego, a dobór wózków widłowych jest zostawiany „na potem”. Tymczasem w magazynie wysokiego składowania wózek nie jest dodatkiem do regałów, tylko równorzędnym elementem całej technologii składowania – tak samo krytycznym jak system regałowy czy sama kubatura obiektu.

Jeśli inwestor i wykonawca nie ustalą wspólnie założeń dla pary „regal + wózek” na początku, skutki są kosztowne i bolesne:

  • konieczność demontażu lub przesuwania regałów,
  • ograniczenie nośności regałów z powodu zmiany typu wózka,
  • obniżenie wysokości składowania, a więc utrata miejsca paletowego,
  • spadek przepustowości, bo wózki muszą manewrować na milimetry,
  • rosnące ryzyko kolizji, uszkodzeń regałów i wypadków przy pracy.

W magazynie wysokiego składowania wózek widłowy jest narzędziem, które codziennie „dotyka” regału, ładunku i operatora. Źle dobrany sprzęt przeładunkowy mści się na każdym etapie eksploatacji – od wydajności, przez koszty serwisu, aż po bezpieczeństwo ludzi.

Rola inwestora i wykonawcy w doborze sprzętu przeładunkowego

Przy dużych inwestycjach magazynowych odpowiedzialność za dobór wózków bywa rozmyta. Projektant odpowiada za kubaturę i układ słupów, dostawca regałów – za konstrukcję systemu składowania, generalny wykonawca – za posadzkę, natomiast wózki kupuje „logistyka” albo dział zakupów. Jeśli nikt nie spina tego w jedno, rośnie ryzyko, że kluczowe parametry się rozjadą.

Praktyka pokazuje skuteczniejszy model współpracy:

  • Inwestor definiuje profil działalności, wolumeny, asortyment, oczekiwaną przepustowość i horyzont rozwoju.
  • Projektant magazynu przygotowuje koncepcję układu regałów, korytarzy, stref kompletacji, przyjęć i wysyłek z myślą o konkretnych typach wózków.
  • Dostawca regałów optymalizuje konstrukcję tak, aby współpracowała z wybraną technologią przeładunkową.
  • Dostawca wózków dobiera modele, masy, maszty, osprzęt i flotę pod fizyczne ograniczenia obiektu i zakładane strumienie towarów.

Najlepsze efekty daje, gdy inwestor od początku traktuje dobór wózków jako projekt technologiczny, a nie tylko zakup sprzętu. Wtedy łatwiej zapanować nad spójnością: magazyn wysokiego składowania, wózki, system WMS i procesy operacyjne uwzględnia się jako jedną całość.

Konsekwencje złego doboru wózka dla kosztów i bezpieczeństwa

Przestrzelony dobór wózka do magazynu wysokiego składowania może „zjeść” oszczędności z całego przetargu. Częste konsekwencje to:

  • Droga modernizacja – wymiana regałów, poszerzanie korytarzy, wzmacnianie posadzki, dodatkowe odboje.
  • Niewykorzystana kubatura – brak możliwości wykorzystania najwyższych poziomów składowania z powodu zbyt małej wysokości podnoszenia lub niewystarczającego udźwigu resztkowego.
  • Brak elastyczności – niemożność wprowadzenia nowych typów ładunków, cięższych palet, innego osprzętu.
  • Więcej wózków niż trzeba – niski jednostkowy wydajność wózka zmusza do zwiększenia floty, a co za tym idzie: kosztów serwisu, ładowania, operatorów.
  • Bezpieczeństwo pracy na dużej wysokości – częstsze „zawieszki” palet, większe wychylenia masztu, kolizje z regałem, stres operatorów.

Im wyższy magazyn i im ciaśniejsze korytarze, tym bardziej wózek staje się krytycznym elementem bezpieczeństwa. Zły wybór sprzętu to nie tylko niższa wydajność, ale także większe prawdopodobieństwo zdarzeń, których każda firma woli uniknąć.

Jak czytać magazyn: kluczowe parametry wpływające na wybór wózka

Wysokość składowania, liczba poziomów i układ korytarzy

Dobór wózka do regałów wysokich zaczyna się od suchej techniki: wymiarów, wysokości i prześwitów. Kluczowe parametry to:

  • Wysokość regałów – faktyczna wysokość ostatniej belki oraz zapas nad najwyższym ładunkiem.
  • Liczba poziomów składowania i odległości pionowe między nimi.
  • Wysokość przejazdów pod elementami konstrukcyjnymi, instalacjami, belkami.
  • Szerokość korytarzy roboczych – odległość między regałami „światło w świetle”.
  • Punkty mijania i obszary zawracania na końcach korytarzy.

Wysokość składowania (10, 12, a czasem 14 metrów) przekłada się na wymagania dla masztu: jego wysokość swobodnego podnoszenia, sztywność przy pełnym wysunięciu oraz wymaganą moc napędu hydraulicznego. Wraz z wysokością rosną także wymagania co do stabilności ładunku i kwalifikacji operatora.

Szerokość korytarza decyduje z kolei, czy w ogóle wózek czołowy ma sens, czy trzeba myśleć o reach trucku, a może już o wózkach systemowych VNA. Im węższy korytarz, tym mniejsze możliwości manewru, ale też większa liczba miejsc paletowych w tej samej kubaturze.

Minimalna szerokość korytarza to nie tylko długość i szerokość wózka. Dochodzą:

  • obrys masztu i wideł w skrajnych pozycjach,
  • wymagany kąt najazdu do palety,
  • zapas bezpieczeństwa w stosunku do regałów (odboje, słupy),
  • błędy operatora i mikroprzesunięcia przy wjeżdżaniu w gniazdo.

Jeśli korytarz zaprojektowano „na styk”, w eksploatacji robi się nerwowo – szczególnie gdy trzeba podnosić palety z miękkim towarem na 11 metrów. Luz projektowy kilku–kilkunastu centymetrów po każdej stronie często przekłada się na realnie szybszą i bezpieczniejszą pracę.

Strefy przyjęcia, kompletacji i wysyłki – różne wymagania, różne wózki

Magazyn wysokiego składowania rzadko jest jednorodny. Zwykle wyróżnia się co najmniej trzy strefy o różnych wymaganiach względem wózków:

  • Strefa przyjęć i wysyłek – tu pracują wózki czołowe, często współpracujące z dokami, rampami, przyczepami.
  • Strefa składowania wysokiego – serce magazynu, w którym dominują reach trucki lub wózki systemowe VNA.
  • Strefa kompletacji – obsługiwana wózkami niskiego i średniego podnoszenia, czasem specjalistycznymi wózkami do kompletacji z podnoszeniem operatora.

Dobór jednego „uniwersalnego” wózka do wszystkiego zwykle kończy się tym, że sprzęt jest przeciętny w każdej roli. Lepszy efekt daje specjalizacja strefowa: inne wózki do magazynu wysokiego składowania, inne do cross-docku i ruchu po placu. Od pewnego poziomu skali różne typy wózków to nie fanaberia, tylko sposób na wyższą wydajność przy mniejszej flocie.

Przy planowaniu floty trzeba też uwzględnić nośność posadzki, ramp i doków. Wózki wysokiego składowania z ciężkim masztem i akumulatorem ważą zdecydowanie więcej niż małe elektryczne czołówki. Jeśli posadzka nie ma odpowiedniej klasy nośności, a rampy są zaprojektowane „na styk”, dobór mocniejszych wózków może wymusić kosztowne wzmocnienia.

Nośność posadzki, konstrukcja budynku i przepływ towarów

Technologia przeładunkowa w magazynie nie funkcjonuje w próżni. Wybór wózka zależy również od:

  • Nośności posadzki – decyduje, jak ciężki wózek (z ładunkiem) może poruszać się bez ryzyka uszkodzeń i pęknięć.
  • Układu słupów i bram – ogranicza trasy przejazdu, miejsca zawracania, korytarze transferowe.
  • Dziennych i szczytowych przepływów palet – determinuje liczbę wózków oraz ich prędkości jazdy i podnoszenia.
  • Kierunków ruchu – ruch jednokierunkowy czy dwukierunkowy w korytarzach, punkty krzyżowania strumieni.

Jeśli przepływ towarów jest bardzo nierówny (np. mocne sezony), dobór wózków wyłącznie pod szczyt może być nieopłacalny. Z kolei zbyt „oszczędne” dobranie floty skutkuje codziennymi wąskimi gardłami, nadgodzinami i improwizacją. Dobrze sprawdza się podejście, w którym część zadań szczytowych obsługują wózki wynajmowane krótkoterminowo lub tymczasowe zmiany organizacji pracy.

Asortyment, palety, opakowania: co tak naprawdę będzie woził wózek

Typy jednostek ładunkowych i ich stabilność w pionie

W magazynie wysokiego składowania nie wozi się „palet” w próżni, tylko konkretne ładunki: foliowane zgrzewki napojów, kartony z elektroniką, wiadra z farbą, elementy stalowe. Każdy z tych typów towarów inaczej zachowuje się przy podnoszeniu na 10–12 metrów.

Na dobór wózka i osprzętu wpływają:

  • Typ palety – EUR, przemysłowa, jednorazowa, plastikowa, metalowa.
  • Stan techniczny palet – ubytki, pęknięcia, niestandardowe wymiary.
  • Nadstawki i skrzynie – zwiększają wysokość i masę, zmieniają środek ciężkości.
  • Długie ładunki – profile, rury, płyty wymagające wózków bocznych lub dedykowanego osprzętu.
  • Opakowania miękkie – worki, big-bagi, które wymagają innej techniki chwytu.

Stabilność ładunku jest krytyczna przy pracy na wysokości. Nawet idealny wózek z bardzo sztywnym masztem nie zrekompensuje źle spiętego lub przeładowanego ładunku. Jeśli w magazynie planuje się różne typy jednostek ładunkowych, dobór osprzętu do wózka widłowego musi uwzględniać najbardziej wymagające zastosowania, a nie tylko „średnią” sytuację.

Wymagana wysokość podnoszenia a udźwig resztkowy

Przy wysokich regałach inwestorzy często patrzą przede wszystkim na parametr „maksymalna wysokość podnoszenia”. Tymczasem równie ważny jest udźwig resztkowy wózka na tej wysokości – czyli realna masa ładunku, którą sprzęt jest w stanie bezpiecznie unieść przy wysuniętym maszcie.

Różnicę najlepiej widać na prostym przykładzie. W karcie katalogowej wózka widnieje udźwig nominalny 2,5 t. To wartość dla określonego środka ciężkości ładunku (np. 500 mm) i masztu złożonego lub przy niskiej wysokości. Po dołożeniu osprzętu (np. przesuw boczny, chwytak) i wysunięciu masztu na 11 metrów udźwig resztkowy może spaść o kilkaset kilogramów.

W praktyce trzeba:

  • znać maksymalną masę jednostki ładunkowej z opakowaniem i paletą,
  • rozumieć pojęcie środka ciężkości ładunku (przy dłuższych lub wyższych jednostkach może się on przesuwać),
  • sprawdzić tabelę udźwigu resztkowego dla wybranego masztu i osprzętu,
  • uwzględnić masę i wysunięcie dodatkowego osprzętu, który działa jak dodatkowe ramię dźwigni,
  • policzyć najgorszy scenariusz (najcięższa paleta, najwyższy poziom, najbardziej wysunięty ładunek) i pod niego dobrać konfigurację.

W praktyce często wygląda to tak: magazyn planuje ładunki 1 000 kg, więc wybiera wózek 1,6 t „z zapasem”. Na papierze się zgadza, ale przy maszcie 11 m, z przesuwem bocznym i mniej sztywną paletą realny udźwig resztkowy na ostatniej kondygnacji spada tak, że operatorzy zaczynają „oszczędzać” najwyższe poziomy. Regały stoją, wózki jeżdżą, a połowa teoretycznej pojemności magazynu realnie nie pracuje.

Przy projektowaniu magazynu wysokiego składowania wózki powinny być uwzględnione w symulacjach przepływów. Dla inwestora i wykonawcy dobrym punktem odniesienia mogą być schematy i porady z takich serwisów jak Blog Budowlany, gdzie tematyka maszyn budowlanych i transportu wewnętrznego jest omawiana w kontekście realnych obiektów.

Rozsądniej jest od razu przeliczyć profile ładunków z dostawcą wózków i regałów. Czasem wyższy maszt w mocniejszym modelu (lub innej klasie wózka) kosztuje więcej na etapie zakupu, ale ratuje przed późniejszymi ograniczeniami: zakazem odkładania części asortymentu na najwyższe poziomy, ryzykiem przeciążeń czy koniecznością czasowego „odchudzania” palet. Tańszy wózek, który nie sięga funkcjonalnie wszystkich miejsc paletowych, szybko okazuje się najdroższą opcją.

Przy dużej zmienności asortymentu pomaga prosta zasada: projektuj pod maksima, zarządzaj średnią. Wózek musi bezpiecznie obsłużyć najcięższe, najwyższe i najmniej korzystne jednostki ładunkowe, ale organizacja pracy powinna minimalizować ich udział w codziennej obsłudze najwyższych poziomów (np. trzymając je niżej lub w innych alejkach). Dzięki temu flota jest dobrana odpowiedzialnie, a eksploatacja nie przypomina ciągłego balansowania na granicy parametrów technicznych.

Im mniej przypadkowości w doborze wózka i regałów, tym spokojniejsza eksploatacja. Gdy wysokości, szerokości, udźwigi resztkowe i typy ładunków są ze sobą spójne, magazyn wysokiego składowania przestaje być „placem doświadczalnym”, a staje się przewidywalną maszyną do zarabiania pieniędzy – dla inwestora, wykonawcy i użytkownika końcowego.

Zmienność asortymentu i klasy ABC – magazyn żyje, wózek musi nadążyć

W jednym z magazynów z elektroniką „tymczasowe” wprowadzenie nowej linii towarów skończyło się tym, że po roku połowa miejsc paletowych była zajęta innym asortymentem niż zakładano na etapie projektu. Wózki dobrane pod pierwotny profil ładunków zaczęły nagle mieć problem z niestandardowymi kartonami i paletami przemysłowymi. Teoretycznie wszystko się dało obsłużyć, ale każda zmiana asortymentu wymagała kombinowania z rozmieszczeniem i drogami przejazdu.

Przeczytaj także:  Jak wspierać odporność psychiczną dziecka w świecie ciągłych zmian i szkolnej presji

Zmienność asortymentu jest dzisiaj normą. Paleta towarów, którą inwestor wpisuje do koncepcji magazynu, często po 2–3 latach wygląda inaczej. Z perspektywy doboru wózka istotne jest nie tylko to, co jest „na start”, ale też:

  • jakie nowe grupy produktowe mogą się pojawić (inne gabaryty, wrażliwość na wstrząsy, nietypowe opakowania),
  • czy udział poszczególnych klas towarów (A/B/C) może się mocno odwrócić,
  • czy firma planuje wejście w e‑commerce albo sprzedaż detaliczną, co zwykle podnosi udział kompletacji jednostkowej.

Na etapie doboru floty pomaga prosta analiza: podział asortymentu na klasy ABC pod kątem obrotu, masy i gabarytów. Klasa A (najczęściej rotujące towary) powinna być obsługiwana w sposób najbardziej zoptymalizowany: wygodne lokalizacje, najlepiej dopasowany typ wózka, możliwie mało przejazdów „na pusto”. Dla klasy C (wolniejsze rotacje, niestandardowe sztuki) można zaakceptować mniej idealne rozwiązania, byle były bezpieczne i wykonalne technicznie.

Jeśli projekt od razu zakłada, że struktura asortymentu będzie się zmieniać, sensownie jest wybrać konfigurację wózków i osprzętu, która „wybacza” te zmiany. Przykład: reach truck z większą łyżką (widłami o regulowanej szerokości) i szerszym rozstawem kół poradzi sobie i z EUR, i z częścią palet przemysłowych, podczas gdy wózek dobrany „na styk” pod jeden typ jednostek ładunkowych będzie wymagał częstych kompromisów.

Osprzęt dodatkowy – drobiazg na papierze, rewolucja w codziennej pracy

Na prezentacji u dostawcy wózków osprzęt dodatkowy wygląda jak kilka pozycji na liście opcji. Na hali magazynowej decyzja, czy jest przesuw boczny, pozycjoner wideł czy chwytak, potrafi rozstrzygnąć o tym, czy dwie operacje da się połączyć w jedną, albo czy trzeba wykonywać je w dwóch różnych strefach z użyciem dwóch typów wózków.

Najczęściej rozważanymi akcesoriami w magazynie wysokiego składowania są:

  • Przesuw boczny – pozwala korygować położenie palety bez manewrowania całym wózkiem. W wąskich korytarzach to różnica między trzema a jednym manewrem.
  • Pozycjoner wideł – umożliwia szybką zmianę rozstawu wideł z kabiny. Przy pracy na przemian z paletami EUR i przemysłowymi drastycznie skraca operacje.
  • Chwytaki i karetki obrotowe – stosowane przy beczkach, rolkach papieru, workach czy big‑bagach. Często lepiej zainwestować w jeden dedykowany wózek z takim osprzętem do strefy specjalnej niż „dostosowywać” cały magazyn do nietypowego towaru.
  • Przedłużki wideł – pomagają przy dłuższych ładunkach, ale pogarszają parametry udźwigu resztkowego i widoczność. Ich stosowanie trzeba dobrze uregulować i opisać w procedurach.

Osprzęt dodatkowy zawsze waży i zawsze oddala ładunek od masztu. To oznacza, że każda „ulepszająca” flota decyzja musi być przeliczona w tabeli udźwigów resztkowych. Zdarza się, że dołożenie pozycjonera wideł wymusza przejście na mocniejszy maszt lub wręcz inny model wózka, jeśli parametry na najwyższych poziomach mają pozostać bez zmian.

Z praktyki wynika jedna lekcja: lepiej z góry policzyć konfigurację z pełnym, docelowym osprzętem niż co rok wracać do modernizacji i odkrywać, że „po nowym chwytaku wózek już nie podaje na 11 metrów”. Szczególnie przy inwestycjach typu greenfield opłaca się patrzeć na wózek i osprzęt jako jeden komplet, a nie osobne zakupy rozłożone na kilka lat.

Operator w kasku prowadzi wózek widłowy w magazynie wysokiego składowania
Źródło: Pexels | Autor: Visen Group

Przegląd typów wózków do magazynu wysokiego składowania

Wózki czołowe elektryczne – podstawa strefy przyjęć i zasilania regałów

W wielu nowych magazynach to właśnie od czołowych wózków elektrycznych zaczyna się dyskusja o flocie. Pierwsze wyjeżdżają z doków, pierwsze widać na placu manewrowym, często to one zasilają alejki wysokiego składowania. Niby sprzęt „uniwersalny”, ale źle dobrany łatwo staje się wąskim gardłem.

Do głównych ich zadań należą:

  • rozładunek i załadunek naczep,
  • transport palet do strefy buforowej przy regałach lub do cross‑docku,
  • obsługa odkładni niskich i średnich,
  • czasem prace pomocnicze na placu zewnętrznym (jeśli warunki na to pozwalają).

Przy doborze czołówek do magazynu wysokiego składowania ważne są:

  • zapas udźwigu względem typowych palet z rampy – na dokach pojawiają się często ładunki bliżej maksymalnych parametrów, z niestabilnym opakowaniem i nie do końca standardową paletą,
  • promień zawracania w strefie doków i przy słupach – przesadnie długi wózek z duzym rozstawem osi będzie się męczył w ciasnych zatokach rozładunkowych,
  • rodzaj ogumienia i ochrona przed pyłem wodą

Elektryczne czołówki coraz częściej zastępują spalinowe także na zewnątrz, pod warunkiem dobrej jakości nawierzchni i osłoniętych stref załadunku. Dla inwestora oznacza to mniej zróżnicowany park maszynowy, prostszy serwis i brak problemów z emisją spalin wewnątrz budynku. Trzeba jednak uwzględnić czas ładowania i dostępność ładowarek – przy intensywnej pracy zmianowej szybko wychodzi, że „przy okazji” nie da się ich ładować.

Reach trucki – klasyka obsługi regałów wysokiego składowania

Reach truck to typ wózka, który w wielu obiektach staje się faktycznym „sercem” magazynu wysokiego składowania. Z zewnątrz przypomina niewielką maszynę, ale po wjechaniu w alejkę i wysunięciu masztu na 10–12 metrów pokazuje, gdzie są jego mocne i słabe strony.

Do typowych zastosowań reach trucków należą:

  • odkładanie i pobieranie palet z regałów rzędowych,
  • praca w korytarzach o szerokości rzędu 2,7–3,0 m (zależnie od konfiguracji),
  • obsługa towarów o zróżnicowanej wysokości z dużą powtarzalnością cykli.

Kluczowe parametry przy wyborze reach trucka to:

  • wysokość podnoszenia i sztywność masztu – wpływają na szybkość odkładania i komfort operatora; zbyt „miękki” maszt oznacza dłuższe czekanie, aż ładunek przestanie się kołysać,
  • udźwig resztkowy przy najwyższej kondygnacji (z uwzględnieniem przesuwu bocznego),
  • ergonomia kabiny – dobra widoczność, regulowane fotele, intuicyjne dźwignie sterujące przekładają się wprost na wydajność zmianową, szczególnie przy dużej liczbie cykli na godzinę,
  • systemy wspomagające – kamery na widłach, automatyczne pozycjonowanie wysokości, ograniczniki prędkości w korytarzu.

Reach truck dobrze sprawdza się tam, gdzie magazyn musi zostać elastyczny: możliwa jest zmiana konfiguracji regałów, rozszerzenie alejek, przemeblowanie stref. Wózek nie jest „przywiązany” do jednej ścieżki w podłodze, jak w systemach VNA. Dzięki temu wykonawca ma większe pole manewru przy ewentualnych rozbudowach lub zmianie najemcy.

Wózki systemowe VNA – maksymalna gęstość składowania kosztem elastyczności

Gdy właściciel działki kilka razy przeliczy koszt każdego dodatkowego metra kwadratowego hali, często pojawia się pytanie o wózki systemowe VNA (Very Narrow Aisle). Idea jest prosta: korytarze zwężone do około 1,6–1,8 m, specjalne wózki poruszające się po prowadnicach lub indukcji, maksymalne wykorzystanie kubatury.

W praktyce wózki VNA:

  • pracują w jednej, dedykowanej alejce lub grupie alejek,
  • zwykle nie zjeżdżają na plac ani do strefy przyjęć – to zadanie innych typów wózków,
  • zapewniają najwyższą gęstość składowania spośród rozwiązań w pełni obsługiwanych przez operatora (bez pełnej automatyzacji),
  • wymagają bardzo dobrej jakości posadzki – równej i stabilnej, z odpowiednią klasą nośności.

Wózki systemowe mogą być z masztem obrotowym, obrotową karetą lub w wersjach z podnoszeniem operatora do kompletacji. Dobór konkretnej konstrukcji wiąże się z charakterem towaru: czy dominuje pełna paleta, czy kompletacja kartonów, jak często trzeba będzie wykonywać czynności ręczne na wysokości.

Dla inwestora decyzja o wejściu w VNA to nie jest wybór tylko wózka, ale całego systemu:

  • prowadnice lub pętle indukcyjne w posadzce,
  • dokładnie określony układ regałów, z minimalnymi tolerancjami odchyleń,
  • ograniczone możliwości późniejszej zmiany rozstawu korytarzy,
  • wyższe wymagania względem serwisu i części zamiennych.

Z perspektywy wykonawcy istotny jest harmonogram: montaż prowadnic i regałów, testy wózków, kalibracja systemów bezpieczeństwa. Każde przesunięcie terminu jednego z tych elementów wpływa na pozostałe. Z kolei z punktu widzenia użytkownika końcowego VNA to zwykle bardzo wysoka powtarzalność pracy, duża liczba cykli i konieczność solidnego szkolenia operatorów, bo margines błędu w wąskim korytarzu jest niewielki.

Wózki do kompletacji poziomej i średniopoziomowej

Kiedy w magazynie pojawia się kompletacja kartonów, opakowań jednostkowych czy małych zleceń e‑commerce, same wózki do pełnych palet przestają wystarczać. Codzienność zaczyna się toczyć przy poziomie 0–2,5 m, a czasem do 4–6 m, w zależności od tego, gdzie umieszczone są półki z towarem.

Najczęściej spotykane rozwiązania to:

  • wózki do kompletacji niskopoziomowej – operator pracuje na wysokości podłogi, zbierając towar z pierwszego poziomu,
  • wózki do kompletacji średniopoziomowej – z podnoszoną platformą operatora, pozwalającą sięgnąć drugi lub trzeci poziom pick‑location,
  • wózki z dwoma miejscami na palety – przyśpieszające zbieranie zleceń dwukomorowych lub umożliwiające równoległe kompletowanie dla dwóch zamówień.

Przy projektowaniu tych stref często popełnia się błąd polegający na kopiowaniu rozwiązań ze strefy paletowej. Tymczasem:

  • promienie zawracania i szerokość alejek dla wózków kompletacyjnych mogą być inne niż dla reach trucków,
  • wysokość podnoszenia jest niższa, ale większe znaczenie ma częstotliwość start/stop i ergonomia wsiadania/zsiadania,
  • kwestie bezpieczeństwa operatora (barierki, czujniki obecności, systemy spowalniania jazdy w zakrętach) stają się krytyczne, bo praca odbywa się blisko pieszych.

Dobrze zaprojektowana strefa kompletacji z dedykowanymi wózkami zwykle pozwala „odciążyć” droższe maszyny wysokiego składowania. Reach truck nie powinien wozić operatora między regałami z drobnicą, tylko wykonywać szybkie ruchy pełnych palet między buforem a wysoką zabudową.

Wózki specjalne: boczne, wielokierunkowe, podnośnikowe

Co jakiś czas w magazynie wysokiego składowania pojawia się towar, który zupełnie nie pasuje do klasycznej palety. Długie profile stalowe, płyty meblowe, elementy konstrukcyjne – wszystko to potrafi wymusić użycie wózków bocznych lub wielokierunkowych.

Wózki boczne i wielokierunkowe:

  • pozwalają transportować długie ładunki bokiem, bez zawadzania o regały po obu stronach alejek,
  • często pracują w osobnych strefach, gdzie regały i przejazdy są projektowane pod ich specyfikę,
  • mają inne wymagania minimalnej szerokości korytarzy niż reach trucki czy VNA.

W praktyce często okazuje się, że „długi” asortyment to tylko kilka procent obrotu, ale jego obsługa dezorganizuje pracę całego magazynu. Zamiast wciskać profile stalowe na standardowe regały paletowe, lepiej zaplanować niewielką strefę specjalną, w której pracuje jeden wózek boczny i regały wspornikowe. Taki układ ogranicza krzyżowanie się ruchu z głównymi korytarzami i zmniejsza ryzyko kolizji z klasycznymi wózkami.

Przy tych maszynach liczy się nie tylko długość ładunku, ale też sposób jego odkładania i pobierania. Operacje bywają rzadsze, za to bardziej wymagające: operator musi mieć komfort manewrowania, czytelne oznaczenia regałów i wystarczającą przestrzeń manewrową przy słupach i bramach. Dodatkowo logistyka wewnętrzna powinna przewidywać, jak towar z tej „egzotycznej” strefy trafi dalej: czy będzie przepakowywany na palety, czy jedzie w całości bezpośrednio do klienta.

Osobną grupę stanowią podnośniki i małe wózki podnośnikowe używane przez serwis, utrzymanie ruchu czy do okresowych inwentaryzacji na wysokości. Nie generują dużego wolumenu pracy, ale wpływają na bezpieczeństwo – tam, gdzie kiedyś używano drabin, dziś coraz częściej wjeżdża niewielka platforma robocza. Dla inwestora to oznacza konieczność uwzględnienia miejsc postojowych, ładowania oraz procedur dopuszczenia do pracy na wysokości, nawet jeśli takie urządzenia pojawiają się tylko kilka razy w tygodniu.

Jeżeli rodzajów „nietypowego” towaru jest mało, nie trzeba od razu kupować całej floty specjalistycznych maszyn. Czasem wystarczy jeden wózek wielokierunkowy w usłudze, wynajmowany okresowo na największe dostawy, albo współdzielony sprzęt w ramach parku maszynowego kilku hal w tym samym parku logistycznym. Prawdziwa oszczędność pojawia się nie wtedy, gdy próbuje się obsłużyć wszystko jednym wózkiem, ale gdy każda grupa ładunków ma jasną „ścieżkę” technologiczną – od bramy po ostatnie gniazdo regałowe.

Ostatecznie wybór konkretnych wózków to zawsze wynik rozmowy między trzema stronami: inwestorem, wykonawcą i przyszłym operatorem magazynu. Tam, gdzie te perspektywy się spotykają – w realnych danych o asortymencie, przepływach i ograniczeniach budynku – powstaje projekt, który nie tylko wygląda dobrze na wizualizacjach, ale przede wszystkim da się codziennie bezpiecznie i wydajnie obsługiwać.

Współpraca wózka z infrastrukturą: posadzka, bramy, doki, instalacje

Magazyn jest już „prawie gotowy”, regały stoją, a inwestor dopytuje, kiedy wjadą wózki. Pierwszy testowy przejazd reach trucka kończy się jednak szybkim otrzeźwieniem: przy dokach operator szoruje masztami o nadproże, na łączeniu pól posadzki wózek podskakuje, a przy słupach brakuje kilkunastu centymetrów do bezpiecznego skrętu. Te kilka drobnych niedopasowań często decyduje o tym, czy flota wykorzysta swój potencjał, czy będzie „dostosowywać się” do budynku.

Parametry wózka trzeba skonfrontować nie tylko z regałami, ale z całą infrastrukturą techniczną hali. Chodzi zarówno o kwestie konstrukcyjne (słupy, podciągi, bramy), jak i instalacje (tryskacze, oświetlenie, szyny prądowe). Już na etapie wyboru typu wózka dobrze jest przejść przez magazyn z rzutem w ręku i sprawdzić kilka kluczowych punktów kolizji.

Posadzka pod wózki wysokiego składowania – nie tylko „klasa betonu”

W rozmowach z inwestorami temat posadzki często sprowadza się do krótkiego pytania: „Czy ta grubość wytrzyma wózki?”. Tymczasem dla pracy reach trucków czy VNA krytyczne są inne cechy: równość, płaskość i sposób wykonania dylatacji.

Przy wózkach wysokiego składowania posadzka powinna być opisana nie tylko ogólną klasą nośności, ale też parametrami zgodnymi z normami dla magazynów wysokiego składowania (np. klasy równości pod VNA). W praktyce oznacza to m.in.:

  • kontrolę równości wzdłuż korytarzy – każdy dołek lub garb jest wzmacniany przez wysokość masztu: niewielkie odchylenie przy podłodze przekłada się na znaczący ruch ładunku na 10–12 m,
  • przemyślane prowadzenie dylatacji – źle zaplanowane szczeliny skutkują „podskakiwaniem” wózka, gubieniem palet i przyśpieszonym zużyciem rolek oraz zawieszeń,
  • dostosowanie nawierzchni na strefach przejścia – różne typy posadzki (np. żywica w strefie chłodniczej, beton w suchym magazynie) muszą mieć odpowiednie przejścia, żeby koła wózków nie „łapały” krawędzi.

Przy VNA często wykonuje się nawet oddzielne pasy o podniesionej równości pod korytarzami systemowymi. Dla reach trucków z kolei ważniejsze bywają gładkie przejazdy przez bramy, doki i strefy buforowe, gdzie wózek wykonuje wiele skrętów pod obciążeniem.

Jeżeli etap wybierania wózków przypada już po wylaniu posadzki, dobór floty powinien uwzględniać aktualny stan podłoża. Czasem rozsądniej jest sięgnąć po nieco niższy, bardziej „wybaczający” reach truck z odpowiednią szerokością opon, niż zmuszać bardzo wysoki i czuły VNA do pracy na posadzce, która nigdy nie miała takich wymagań.

Bramy, doki, rampy – jak wózek przechodzi między światem „zewnętrznym” i „wewnętrznym”

Na wizualizacjach wszystko wygląda gładko: ciężarówka podjeżdża, wózek zjeżdża z rampy, paleta płynnie wędruje na regał. Rzeczywistość szybko weryfikuje detale – za niską bramę, za stromy najazd lub niewygodnie umieszczone odbojnice.

Przeczytaj także:  Jak wybrać idealną suknię ślubną do figury i stylu wesela

Przy wyborze wózka do magazynu wysokiego składowania dobrze jest zebrać w jednym miejscu wszystkie parametry, które definiują przejazd przez strefę przyjęć i wydań:

  • wysokość i szerokość bram – przy wózkach z podnoszoną kabiną, wysokimi osłonami operatora lub masztami z kamerami trzeba policzyć nie tylko „goły” wózek, ale też wszystkie akcesoria,
  • geometria ramp i doków – kąt nachylenia ma wpływ na dobór napędu (zwłaszcza przy wózkach elektrycznych) oraz na stabilność ładunku,
  • strefy przeładunku – przyjęcie decyzji, czy wózek wysokiego składowania ma wjeżdżać do naczepy, czy tylko obsługiwać bufor, determinuje szerokość i układ placu manewrowego oraz wybór ewentualnych wózków czołowych.

Jeżeli reach truck ma wjeżdżać na rampy lub nierówne place, konstrukcja podwozia, prześwit i ochrona elementów wrażliwych stają się równie ważne, co maksymalna wysokość podnoszenia. W wielu nowoczesnych magazynach wózki wysokiego składowania celowo „nie wychodzą” poza strefę suchą i równą, a ruch między dokami a buforem przejmują prostsze, często tańsze maszyny czołowe lub paletowe.

Instalacje nad głową – tryskacze, oświetlenie, konstrukcja dachu

Operator reach trucka wynosi paletę na górne poziomy, kamera pokazuje idealne ustawienie, a mimo to ostatnie 20 cm wymaga nieprzyjemnego manewrowania między dyszami tryskaczy. To typowy efekt pominięcia instalacji przeciwpożarowej i oświetlenia w fazie projektowania „przejść” masztu oraz palety.

Dobór wózka w połączeniu z wysokością regałów powinien uwzględniać:

  • prześwity między najwyższym poziomem a instalacjami – chodzi o realną, mierzoną przestrzeń dla masztu i ładunku, a nie tylko teoretyczną wysokość składowania z katalogu,
  • rozmieszczenie tryskaczy i rur – wąskie korytarze VNA szczególnie źle znoszą „zwisy” instalacji w światło pracy masztu,
  • konstrukcję dachu i podciągi – przy wysokich magazynach podciągi stalowe potrafią być na wysokości, która „przecina” optymalną ścieżkę podnoszenia.

Dobrą praktyką jest przeprowadzenie prostego „testu konturu” – z użyciem modelu 3D wózka i palety lub nawet kartonowego szablonu na budowie – zanim regały osiągną swoją docelową wysokość. Lepiej przesunąć linię tryskaczy o jeden moduł wcześniej, niż później wymieniać całą linię masztów, bo nowo wybrany wózek nie mieści się przy kompletnym składowaniu.

Energia, ładowanie, emisje – jak wózek wpisuje się w „ekosystem” zasilania hali

W jednym z centrów logistycznych decyzja o flocie wózków zapadła już po przyłączeniu zasilania do budynku. Kiedy producent przedstawił zapotrzebowanie mocy dla ładowarek baterii Li‑ion, okazało się, że dostępna rezerwa nie wystarczy nawet na połowę planowanej floty. Zaczęło się gorączkowe szukanie oszczędności, przesuwanie godzin ładowania i kombinowanie z infrastrukturą.

Wybór wózka to zawsze wybór systemu zasilania. Im wcześniej inwestor i wykonawca zdefiniują docelową koncepcję energetyczną, tym mniej „niespodzianek” przy odbiorach i rozruchu magazynu.

Akumulator kwasowy, Li‑ion czy gaz/diesel – praktyczne kryteria

Debata o rodzaju napędu często zaczyna się od pytań o koszty i ekologię. W realnym magazynie równie ważne są: dostępność miejsc ładowania, reżim pracy zmianowej, warunki środowiskowe (temperatura, zapylenie, wilgotność) oraz wymagania BHP.

Przy wózkach do magazynu wysokiego składowania rozpatruje się najczęściej trzy opcje:

  • akumulatory kwasowo‑ołowiowe – sprawdzone, tańsze na starcie, ale wymagają dedykowanych stref ładowania, obsługi baterii (podmiany, dolewanie, wentylacja),
  • baterie litowo‑jonowe – wyższy koszt inwestycyjny, za to krótsze ładowanie, brak efektu pamięci, mniejsze wymagania względem przestrzeni ładowania i wentylacji,
  • napędy spalinowe (LPG/diesel) – najczęściej ograniczane do placów zewnętrznych i doków; w klasycznym magazynie wysokiego składowania główną rolę grają napędy elektryczne.

Przy pracy trójzmianowej flota reach trucków na bateriach kwasowych oznacza zwykle pełne zaplecze: wózkownie, systemy podmiany baterii, suwnice lub specjalne wózki do transportu pakietów. Wersja Li‑ion potrafi znacząco uprościć infrastrukturę, ale wymaga przemyślenia harmonogramu doładowań „w przerwach” oraz zapewnienia stabilnego zasilania elektrycznego w ciągu dnia.

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Wózki widłowe reach truck: dla kogo i kiedy się opłacają?.

Projekt strefy ładowania – nie tylko „kąt z gniazdkami”

Strefa ładowania akumulatorów jest jednym z najczęściej niedoszacowanych elementów projektu. Gdzieś przy ścianie odkłada się kilka metrów kwadratowych „na wózkownię”, bez czytelnego powiązania z ruchem wewnętrznym, bezpieczeństwem i serwisem.

Przy flocie wózków wysokiego składowania dobrze zaprojektowana strefa ładowania powinna:

  • być logicznie wpięta w przepływy – tak, aby wózki nie musiały przecinać głównych korytarzy z ładunkiem tylko po to, by „dostać się do gniazdka”,
  • zapewniać bezpieczeństwo – oddzielenie od ruchu pieszych, oznakowanie, wentylacja (szczególnie przy bateriach kwasowych), systemy gaszenia pożaru dostosowane do typu baterii,
  • uwzględniać serwis – miejsce na wózki serwisowe, stoły robocze, przestrzeń na manewry przy wymianie baterii.

Przy bateriach litowo‑jonowych sama przestrzeń może być mniejsza, ale rośnie znaczenie zarządzania energią: integracji ładowarek z systemem BMS, planowania doładowań w mniej obciążonych godzinach sieci, ewentualnego wykorzystania fotowoltaiki na dachu czy magazynów energii.

Hałas, emisje, komfort pracy – niewidoczny „koszt” napędu

W magazynie wysokiego składowania wózek rzadko pracuje sam. Kilkanaście lub kilkadziesiąt maszyn na jednej hali oznacza ciągły szum napędów, sygnałów ostrzegawczych, czasem spalin czy zapach gazu z doków.

Przy wyborze napędu dobrze jest uwzględnić:

  • poziom hałasu wewnątrz kabiny i na zewnątrz – ma to wpływ nie tylko na komfort operatora, ale też na słyszalność komunikatów głosowych, sygnałów z innych maszyn, wózków widłowych AGV,
  • emisje lokalne – w magazynach z żywnością, farmaceutykami czy elektroniką napędy spalinowe wewnątrz hali są często wykluczone już na poziomie wymagań klienta końcowego,
  • mikroklimat – w chłodniach czy mroźniach emisja spalin lub wysoka generacja ciepła przez napęd potrafią zaburzyć równowagę energetyczną obiektu.

Im wyżej rośnie magazyn, tym dłużej operator przebywa w kabinie i tym mocniej odczuwa drobne niedogodności. Cichszy napęd, lepsza amortyzacja, stała temperatura w kabinie i brak oparów z sąsiedniego wózka to nie „luksusy”, lecz elementy realnie wpływające na wydajność zmianową i rotację kadr.

Automatyzacja krok po kroku – jak dobrać wózek z myślą o przyszłych zmianach

Nowy magazyn startuje z klasycznymi wózkami widłowymi i ręcznym przydzielaniem zleceń. Po dwóch latach rośnie wolumen, pojawia się klient wymagający śledzenia partii, a zarząd zaczyna pytać o automatyzację. Problem w tym, że flota wózków i infrastruktura IT nie współgrają z żadnym sensownym systemem WMS ani rozwiązaniami AGV.

Wybierając wózki do magazynu wysokiego składowania, można od razu wbudować w projekt „ścieżkę dojścia” do wyższego poziomu automatyzacji. Nie trzeba od razu kupować robotów, ale warto unikać sprzętu i rozwiązań, które zamykają drzwi przed przyszłymi inwestycjami.

Integracja z WMS i systemami zarządzania flotą

Nowoczesne wózki coraz częściej są nie tylko urządzeniami mechanicznymi, ale też węzłami sieci danych. Z perspektywy inwestora i wykonawcy istotne jest, na ile łatwo sprzęt „dogada się” z systemem magazynowym i narzędziami do monitoringu pracy.

Przy analizie ofert producentów wózków warto sprawdzić:

  • dostępne interfejsy komunikacyjne – obsługa Wi‑Fi, możliwość integracji z WMS/MES, terminale pokładowe, czytniki kodów,
  • systemy zarządzania flotą – monitorowanie wykorzystania wózka, czasów jałowych, stłuczek i ostrych hamowań, blokady dostępu dla osób bez uprawnień,
  • otwartość rozwiązań – czy system producenta umożliwia współpracę z rozwiązaniami innych dostawców (np. zewnętrzny WMS, urządzenia skanujące), czy wymaga zamkniętego ekosystemu.

Wózek, który już dziś obsłuży terminal z WMS i czytnik RFID, za kilka lat łatwiej włączyć w półautomatyczny scenariusz, choćby z dynamiczną optymalizacją tras czy automatycznym przydziałem zleceń w oparciu o pozycję GPS/RTLS wewnątrz hali.

W jednym z magazynów operatorzy dostali nowe reach trucki, ale bez integracji z systemem – zlecenia dalej wypisywano na kartkach, a dane o przepracowanych godzinach zbierano „na oko”. Sprzęt z górnej półki pracował jak zwykły wózek, a potencjał do optymalizacji przepływów leżał w szufladzie, bo nikt nie zaplanował spójnej integracji z IT. Tak kończy się projekt, w którym wózki kupuje się osobno, a systemy informatyczne osobno.

Przy planowaniu integracji technika magazynowa–IT kluczowe są trzy wątki: kompatybilność sprzętu z infrastrukturą sieciową (zasięg, stabilność Wi‑Fi, bezpieczeństwo), ergonomia dla operatora (czy ekran terminala, skaner i przyciski nie utrudniają pracy w wąskich korytarzach) oraz elastyczność oprogramowania. Lepiej wybrać nieco prostszy terminal, który łatwo zaktualizować i podpiąć pod kilka systemów, niż efektowny, lecz zamknięty panel działający tylko z jedną, „fabryczną” aplikacją.

Dobrym sprawdzianem jest krótkie pytanie do dostawcy: jak wygląda przejście z lokalnego WMS na rozwiązanie chmurowe albo z systemu skanerów ręcznych na RFID? Jeśli odpowiedzią jest długa lista „ale” i konieczność wymiany połowy osprzętu na wózkach, lepiej poszukać bardziej elastycznej opcji.

Przygotowanie pod przyszłe AGV/ASRS – nie spalać mostów na starcie

Właściciel magazynu chciał po trzech latach dołożyć wózki automatyczne do obsługi części korytarzy. Analiza wyszła brutalnie: prowadnice w posadzce nie trzymały wymaganych tolerancji, bramki bezpieczeństwa ustawiono „na oko”, a regały nie miały miejsc na montaż czujników i znaczników. Zamiast szybkiej modernizacji trzeba było przebudowywać pół hali.

Jeśli w perspektywie kilku lat przewidywana jest automatyzacja, już na etapie doboru wózków i wyposażenia warto zadbać o kilka detali: możliwość doposażenia wózków w laserowe skanery bezpieczeństwa, miejsca montażowe na anteny i czujniki, opcje „pre‑automation ready” w ofercie producenta (np. wstępne okablowanie, przygotowane interfejsy do systemów nawigacji). W tym samym czasie projekt posadzki, prowadnic i regałów powinien uwzględniać wymagania pod przyszłe AGV lub shuttle – przede wszystkim dokładność wykonania i przewidywane trasy ruchu.

Dobrą praktyką jest zamówienie kilku wózków w wersji „półkrok przed automatyzacją” – z rozbudowaną elektroniką i dodatkowymi zabezpieczeniami. Początkowo pracują jak standardowe maszyny, ale przy wdrożeniu systemu AGV nie trzeba ich wymieniać, a jedynie doposażyć i przeprogramować. Taki wariant kosztuje trochę więcej na starcie, za to pozwala rozłożyć inwestycję w czasie i testować automatykę etapami, bez paraliżu pracy hali.

Im lepiej wózki, regały, instalacje i systemy IT „grają do jednej bramki”, tym mniej decyzji inwestycyjnych wymyka się spod kontroli. Magazyn wysokiego składowania staje się wtedy nie zamkniętym projektem „pod klucz”, ale infrastrukturą, którą można bezboleśnie rozwijać, gdy rośnie biznes i pojawiają się nowe wymagania klientów.

Operator wózka widłowego przewozi beczki z piwem w magazynie wysokiego składowan
Źródło: Pexels | Autor: ELEVATE

Jak unikać „wyspowego” planowania – wózek jako element całego ekosystemu

Na odbiorze magazynu wszystko wyglądało imponująco: nowa posadzka, równe rzędy regałów, flota wózków jeszcze pachniała fabryką. Po trzech miesiącach kierownik zmiany pokazywał jednak na monitorze gęstą sieć czerwonych linii – trasy wózków krzyżowały się jak pajęczyna, a operatorzy więcej czasu spędzali na omijaniu się nawzajem niż na kompletacji.

Źródłem takich problemów jest najczęściej „wyspowe” planowanie: osobno projekt regałów, osobno dobór wózków, osobno koncepcja IT, a do tego zmieniające się założenia biznesowe. W efekcie magazyn z zewnątrz wygląda dobrze, lecz w codziennej pracy traci się minuty i bezpieczeństwo na drobnych niedopasowaniach.

Wspólny język dla inwestora, wykonawcy i dostawców wózków

Na spotkaniu projektowym inwestor mówi o „wysokim składowaniu”, dostawca regałów o „systemie rzędowym z korytarzami 3,2 m”, a handlowiec z firmy wózkowej o „reach truckach z masztem panoramicznym”. Wszystko brzmi sensownie, dopóki nie zestawi się tego z realnymi procesami, jakie mają się w tym magazynie toczyć.

Pomaga prosta zasada: każdy istotny parametr techniczny powinien mieć przekład na operacje. Zamiast rozmawiać tylko o „udźwigu 2,5 t” i „wysokości składowania 11,5 m”, lepiej zapisać: „wózek musi zdjąć paletę 900 kg z 11,5 m w korytarzu 2,9 m przy regałach o głębokości X, z uwzględnieniem elementów konstrukcyjnych”. Gdy tak sformułowane wymagania trafią równolegle do dostawcy regałów i wózków, szansa na bolesne niespodzianki spada.

Dobrym narzędziem jest wspólny „arkusz magazynu”, który krąży między wszystkimi stronami. W takim dokumencie, poza klasycznymi danymi technicznymi, zapisuje się m.in.:

  • lista procesów (przyjęcie, składowanie, kompletacja, zwroty, obsługa reklamacji) wraz z docelową wydajnością,
  • profil pracy zmianowej wózków (ile godzin jazdy, ile podnoszenia, ile oczekiwania),
  • kluczowe ograniczenia infrastruktury (słupy, bramy, doki, antresole, strefy specjalne),
  • planowany kierunek rozwoju (np. przejście z kompletacji cało‑paletowej na detaliczną w ciągu kilku lat).

Dostawca wózków, który dostaje wyłącznie rzut hali z naniesionymi regałami, z reguły dobierze maszynę „pod geometrię”. Gdy ma dodatkowo opis procesów i ograniczeń, łatwiej mu zaproponować rozwiązania, które przeżyją więcej niż jeden cykl kontraktowy z głównym klientem.

Testy na żywo i symulacje – tanie miejsce na popełnianie błędów

W jednym z magazynów inwestor zamówił wózki w oparciu o katalogowe rysunki i wirtualne przejazdy po modelu 3D. Pierwszy dzień testów pokazał, że przy pełnym obciążeniu masztu i paletach z folią stretch widoczność w ostatnich poziomach jest zbyt słaba, by utrzymać zakładane tempo pracy bez stresu dla operatorów.

Zanim podpisze się zamówienie na flotę liczona w dziesiątkach sztuk, opłaca się przeprowadzić choćby uproszczone próby. Dwie ścieżki sprawdzają się szczególnie dobrze:

  • czasowe udostępnienie wózka demonstracyjnego – na fragmencie realnej zabudowy regałowej, z typowymi paletami i ładunkami; można sprawdzić promienie skrętu, ugięcia masztu, pola martwe w widoczności,
  • symulacja ruchu wózków – dostawca systemu regałowego lub niezależny integrator tworzy prosty model z założonym wolumenem zleceń; pokazuje on przyszłe „zatkane” miejsca: newralgiczne skrzyżowania, kolizje tras, kumulację ruchu pod konkretnym doku.

Bonusem z takich testów jest inny sposób myślenia o wózku – nie jako o produkcie z katalogu, lecz narzędziu dopasowanym do konkretnego teatrzyku logistycznego. Zmienia się też jakość rozmowy z dostawcą: zamiast sprowadzać negocjacje do rabatu od ceny jednostkowej, można dyskutować o realnym koszcie cyklu życia wózka w danym środowisku pracy.

Błędy przy wyborze wózków do wysokiego składowania, które najczęściej mszczą się po latach

Magazyn ruszył, KPI na start wyglądają przyzwoicie, a zespół jest zadowolony z nowego sprzętu. Prawdziwy obraz sytuacji widać jednak dopiero po roku, gdy pojawiają się pierwsze stłuczki, rotacja operatorów i rosnące rachunki serwisowe.

Niedoszacowanie wymagań ergonomicznych i widoczności

Operator reach trucka po kilku godzinach w wąskich alejkach czuje każdą niedogodność: od głośnego sygnału cofania po konieczność wychylania się, żeby zobaczyć widły na górnym poziomie. Jeśli na etapie wyboru wózka skupiono się wyłącznie na parametrach technicznych, ergonomia wróci po cichu w postaci spadku tempa pracy i narastającej irytacji załogi.

Do najczęstszych zaniedbań należą:

  • brak regulacji i podparcia – fotel bez zawieszenia, niewygodny podłokietnik przy intensywnej obsłudze joysticka, ograniczona regulacja kierownicy,
  • słaba widoczność przy maksymalnym podniesieniu – zbyt gruby maszt, brak dodatkowego oświetlenia LED na widłach, niewłaściwie dobrane osłony dachu,
  • niewystarczająca ochrona przed mikroklimatem – brak kabiny w strefie chłodniczej, słabe ogrzewanie szyb w mroźni, brak nawiewu w ciepłej hali z południowymi świetlikami.
Przeczytaj także:  Jak zacząć przygodę z anime i mangą: przewodnik dla początkujących fanów

Przy flocie kilkunastu wózków różnica kilku sekund na jednym cyklu, wynikająca z lepszego komfortu i widoczności, kumuluje się w setki dodatkowych palet dziennie. Ergonomia przestaje być pojęciem miękkim, a staje się twardym parametrem wydajności.

Źle dobrane wyposażenie dodatkowe

Klient końcowy na etapie przetargu wymagał chwytaków do beczek i przedłużek wideł, więc wózki zamówiono „na bogato”, z pełnym zestawem dodatków. Po roku większość akcesoriów leżała w kącie wózkowni, a operatorzy przeklinali konieczność zdejmowania ciężkich przedłużek co kilka zmian.

Lepsze podejście opiera się na zasadzie „minimum konieczne, maksimum elastyczne”. Zamiast wyposażać każdy wózek w każdy możliwy dodatek, można:

  • zbudować niewielką pulę specjalistycznych osprzętów rotujących między wózkami,
  • przewidzieć łatwy montaż/demontaż (szybkozłącza hydrauliczne, systemy mocowań bez narzędzi),
  • przygotować proces wypożyczania osprzętu, by uniknąć „wiecznego” zajmowania go przez jedną zmianę.

Jednocześnie część akcesoriów jest często niedoszacowana: dodatkowe oświetlenie robocze, kamery na maszcie czy sygnalizacja świetlna/akustyczna w wąskich korytarzach. Tu drobny wydatek początkowy skutkuje zauważalnym spadkiem drobnych stłuczek i łatwiejszą pracą przy gęstym składowaniu.

Ignorowanie profilu operatorów i sposobu szkolenia

Nowe wózki przyjechały, szkolenie z obsługi trwało jeden dzień, a już po tygodniu operatorzy zgłaszali, że „to się gorzej prowadzi” niż poprzednie modele. Po bliższym przyjrzeniu się sytuacji okazało się, że większość załogi przeskoczyła ze starszych wózków bez systemów wspomagających, a nikt nie poświęcił czasu na wyjaśnienie, jak korzystać z asyst jazdy czy automatycznych ograniczeń prędkości.

Do kompletu polecam jeszcze: Jak dobrać zasilacz do taśm LED i uniknąć spadków jasności na końcu — znajdziesz tam dodatkowe wskazówki.

Przy wyborze wózka do magazynu wysokiego składowania powinno się założyć, z kim realnie będzie pracował sprzęt. Kilka prostych pytań porządkuje temat:

  • jaki jest poziom doświadczenia obecnych operatorów i jak duża jest rotacja,
  • czy planowane jest zatrudnianie osób bez praktyki na reach truckach / VNA,
  • czy firma posiada własnych instruktorów, czy korzysta wyłącznie z zewnętrznych szkoleń „na start”.

Jeżeli załoga ma być mieszana, dobrym kierunkiem są wózki z czytelnym interfejsem, możliwością ustawienia kilku profili pracy (tryb początkujący/zaawansowany) i rozbudowanymi asystami bezpieczeństwa. Równie ważny jest plan szkoleń okresowych, nie tylko jednorazowa prezentacja przy odbiorze floty. Wysokie składowanie nie wybacza rutyny i złych nawyków tak łatwo jak klasyczny magazyn paletowy.

Wózek a dane – jak mierzyć to, czego nie widać gołym okiem

Na tablicy wyników w pokoju brygadzisty widnieją liczby: ilość przyjętych palet, ilość zrealizowanych zleceń, kilka kolorowych wykresów. Gdy jednak zapytać, który wózek wykonuje najwięcej pracy na zmianę, a który głównie stoi, odpowiedzi opierają się na przeczuciu, nie na faktach.

Kluczowe wskaźniki pracy wózka wysokiego składowania

Flota wózków w magazynie wysokiego składowania to nie tylko koszt zakupu, ale przede wszystkim koszt codziennej eksploatacji i utraconych szans. Bez twardych danych łatwo przegapić moment, w którym jeden z wózków staje się wąskim gardłem albo przeciwnie – drogo opłacaną rezerwą.

Do najbardziej użytecznych wskaźników należą m.in.:

  • czas pracy pod obciążeniem vs. czas jałowy – ile godzin wózek faktycznie przenosi ładunki, a ile spędza na postoju z włączonym zapłonem,
  • liczba cykli podnoszenia na określone wysokości – pozwala oddzielić wózki intensywnie wykorzystywane w najwyższych poziomach od tych pracujących głównie „na dole”,
  • liczba zdarzeń bezpieczeństwa – ostre hamowania, przekroczenia dopuszczalnych prędkości, uderzenia rejestrowane przez czujniki kolizyjne,
  • zużycie energii na cykl – przy napędach elektrycznych umożliwia porównanie stylu jazdy i stanu technicznego poszczególnych maszyn.

Gdy te dane zbiera się systematycznie i łączy z informacjami z WMS (np. rodzaj obsługiwanych zleceń), można świadomie zdecydować, które wózki są najlepszymi kandydatami do rotacji między strefami, a które wymagają przeglądu lub dodatkowego szkolenia operatorów.

Jak nie utknąć w „cyfrowym chaosie”

Łatwo popaść w drugą skrajność: wdrożyć zaawansowany system zarządzania flotą, zbierać dziesiątki parametrów, a potem nie mieć czasu, by ktokolwiek na nie systematycznie patrzył. Raporty lądują w folderze „do analizy”, a codzienna praca toczy się starym torem.

W praktyce lepiej zadziała prosty, ale konsekwentnie używany zestaw narzędzi:

  • krótki, dzienny raport z kilku kluczowych wskaźników dla brygadzisty,
  • tygodniowe podsumowanie dla kierownika magazynu z listą anomalii (np. nagły wzrost zdarzeń kolizyjnych na jednym wózku lub zmianie),
  • miesięczne spotkanie z serwisem, na którym dane z floty łączy się z planem przeglądów i napraw.

Dostawca wózków może dostarczyć narzędzia, ale to inwestor i wykonawca procesu logistycznego muszą uzgodnić, kto jest „właścicielem” danych i jakie decyzje będą regularnie podejmowane na ich podstawie. W przeciwnym razie system zarządzania flotą stanie się kolejną niespełnioną obietnicą cyfryzacji.

Strategia serwisu i utrzymania – wózek żyje w rytmie magazynu

W sobotę rano padł kluczowy wózek do obsługi najwyższych poziomów składowania. Oferta serwisowa wyglądała nieźle: przyjazd technika w ciągu 24 godzin. Problem w tym, że magazyn pracował od niedzieli wieczór, a każda godzina postoju oznaczała narastający korek zleceń.

Model serwisu dopasowany do profilu pracy

Umowa serwisowa to nie jest wyłącznie pytanie o cenę roboczogodziny mechanika. Przy wysokim składowaniu i dużej zależności od kluczowych wózków (reach trucki, VNA, stackery do ładunków specjalnych) kilka aspektów zaczyna mieć większe znaczenie niż katalogowy rabat:

  • gwarantowany czas reakcji i naprawy – różnica między „przyjazd w 24 godziny” a „rozpoczęcie naprawy w 24 godziny” jest w praktyce ogromna,
  • dostępność części na lokalnym magazynie – wózek znanej marki, ale egzotycznie skonfigurowany, może czekać na drobny podzespół tygodniami,
  • opcje wózków zastępczych – czy dostawca jest w stanie podstawić maszynę o zbliżonych parametrach, gdy naprawa się przedłuża.
  • kompetencje serwisu w pracy „na żywym organizmie” – mechanik, który rozumie specyfikę wąskich korytarzy, pracy z WMS i okien przeładunkowych, szybciej podejmie decyzję: naprawiamy od ręki czy odkładamy na zaplanowany postój,
  • forma rozliczenia – przy intensywnej eksploatacji przewidywalny abonament (full service) często jest bezpieczniejszy niż niska stawka „za przyjazd”, która przy kilku awariach w miesiącu zamienia się w ruletkę kosztową.

Przy magazynach pracujących w trybie 24/7 sensowne bywa zdefiniowanie dwóch poziomów serwisu: krytycznego (dla wózków, bez których proces staje) i standardowego (dla reszty floty). Dla tej pierwszej grupy uzgadnia się krótsze czasy reakcji, dostępność części „na półce” i jasną ścieżkę decyzji, kiedy podsyłany jest wózek zastępczy. Dzięki temu awaria nie staje się dyskusją mailową, tylko uruchamia z góry ustalony scenariusz.

Prewencja ważniejsza niż gaszenie pożarów

Operator wysłuchuje komunikatu na panelu: „konieczny przegląd”, klika „OK” i jedzie dalej, bo „teraz nie ma czasu”. Kilka tygodni później ten sam wózek blokuje korytarz, a ekipa z nożyczkami i łańcuchami organizuje objazdy między regałami. Sygnalizowana wcześniej usterka zamienia się w przestój całej strefy.

Program przeglądów prewencyjnych ma sens tylko wtedy, gdy jest zszyty z rytmem magazynu. Zamiast sztywnych terminów „co 500 godzin” oderwanych od realnej pracy, lepiej podpiąć przeglądy pod zmiany sezonowe, planowane remanenty czy okresy niższego obłożenia. Wiele serwisów potrafi dziś elastycznie układać harmonogram, jeśli dostaje rzetelną informację o planach operacyjnych.

Drugim filarem prewencji jest codzienna obsługa wykonywana przez samych operatorów. Kilkuminutowa checklista na początku zmiany – stan wideł, ogumienie, działanie hamulców, luzy na maszcie, kontrolka usterek – wydaje się drobiazgiem, ale często wychwytuje problemy na etapie „kosztuje kilkaset złotych”, zanim przejdą w etap „blokuje pół magazynu”. Im prostsza forma (np. cyfrowy formularz na terminalu zamiast papieru w segregatorze), tym większa szansa, że będzie stosowana konsekwentnie.

Magazyn jako „ekosystem” serwisowy

Technik serwisu przyjeżdża, staje przed wjazdem do magazynu i przez pierwsze pół godziny szuka osoby, która może wydać mu przepustkę, klucze i informacje, gdzie stoi uszkodzony wózek. W tle pracownicy dopisują kolejne zgłoszenia na kartkach i w mailach, bo nikt nie wie, czy zgłoszona wcześniej usterka „już w systemie” to ta sama, czy kolejna.

Dobrze ustawiona współpraca z serwisem zaczyna się od porządku po stronie klienta. Warto z góry określić jedną, maksymalnie dwie osoby odpowiedzialne za kontakt z serwisem, kanał zgłoszeniowy (np. prosty formularz w intranecie) i podstawowy zakres informacji, jaki musi trafić do technika przed przyjazdem. Zdjęcie numeru seryjnego, krótki opis objawów, informacja, czy wózek jest dostępny pod zadaszeniem – to detale, które skracają wizytę i zmniejszają ryzyko „pustego przebiegu”.

Trzecim elementem ekosystemu jest magazyn części i materiałów eksploatacyjnych na miejscu. Filtry, rolki, węże hydrauliczne, osłony masztu czy żarówki robocze to przykłady elementów, które przy intensywnej pracy i tak będą wymieniane regularnie. Uzgodnienie z serwisem krótkiej listy „must have na półce” w magazynie klienta powoduje, że wiele drobnych interwencji nie wymaga kolejnych dojazdów ani czekania na dostawę.

Przy większych flotach sprawdza się też prosty podział zgłoszeń na kategorie: „do zrobienia od ręki”, „do zrobienia przy najbliższym przeglądzie”, „wstrzymać wózek”. Dzięki temu brygadzista nie traci czasu na każdorazowe podejmowanie decyzji, a technik wie, które maszyny mają absolutny priorytet, a które można „złapać przy okazji”. Taka kategoryzacja, po kilku miesiącach, staje się też lustrem dla organizacji – widać, czy dominują drobne usterki wynikające z eksploatacji, czy powtarzające się awarie tego samego typu, które sygnalizują błąd konstrukcyjny, niedobrany model lub lukę w szkoleniu operatorów.

Coraz częściej w magazynach wysokiego składowania pojawia się też „opiekun techniczny” po stronie klienta – nie mechanik, ale praktyk, który rozumie flotę, zna ludzi i proces. To on łączy kropki między zgłoszeniami ustnymi, raportami z systemu zarządzania flotą i harmonogramem serwisu zewnętrznego. Dla inwestora oznacza to dodatkowy etat, ale dla procesu jest to ubezpieczenie od chaosu: ktoś patrzy na wózki nie tylko przez pryzmat „jeździ/nie jeździ”, lecz także „czy za miesiąc nadal będziemy mieli czym pracować w sezonie”.

Dobry ekosystem serwisowy w magazynie wysokiego składowania ma jedną cechę wspólną: jest przewidywalny. Zgłoszenia trafiają jednym kanałem, części są tam, gdzie ich szuka technik, a harmonogram przeglądów nie zaskakuje nikogo na dzień przed inwentaryzacją. W takich warunkach wózek przestaje być tykającą bombą i staje się narzędziem, które – przy całej swojej złożoności – po prostu wykonuje swoją robotę.

Kiedy magazyn już stoi, a wybór wózka dopiero przed zespołem, łatwo skupić się na parametrach z katalogu i porównywaniu ofert cenowych. Tymczasem to, czy inwestycja „zagra” w realnej eksploatacji, rozstrzyga się gdzie indziej: w dopasowaniu wózków do regałów i towaru, w przemyślanym przepływie, w jakości szkoleń operatorów i w tym, jak działa serwis, gdy pierwsza awaria zdarzy się w niedzielę o 2:00 w nocy. Im wcześniej te elementy zostaną ułożone wspólnie przez inwestora, wykonawcę i dostawcę wózków, tym większa szansa, że magazyn wysokiego składowania będzie pracował szybko, bezpiecznie i przewidywalnie przez wiele lat.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Jak dobrać wózek widłowy do magazynu wysokiego składowania, gdy regały już stoją?

Gdy regały są już zamontowane, margines błędu dramatycznie się kurczy – wózek musi „wstrzelić się” w istniejące korytarze i wysokości. Pierwszy krok to dokładny pomiar: wysokości ostatniej belki, prześwitów pod instalacjami, szerokości korytarzy „światło w świetle” oraz punktów zawracania.

Na tej podstawie dobiera się typ wózka (czołowy, reach truck, VNA), wysokość masztu, udźwig resztkowy przy najwyższym poziomie oraz obrys maszyny przy skręcie. Im ciaśniejsze korytarze i wyższe regały, tym większy sens mają reach trucki lub wózki systemowe, a mniejszy – klasyczne czołówki, które zwyczajnie się nie mieszczą.

Jaki typ wózka wybrać do wąskich korytarzy: czołowy, reach truck czy wózek systemowy VNA?

Scenariusz jest prosty: korytarz ma 2,8 m szerokości i ktoś próbuje tam „wcisnąć” wózek czołowy – kończy się jazdą na milimetry, stresem operatorów i rysowaniem regałów. Dlatego punkt wyjścia to szerokość korytarza i wymagana wysokość podnoszenia.

W ogólnym uproszczeniu: wózek czołowy sprawdza się w szerszych korytarzach i pracy na placu; reach truck jest standardem w magazynach wysokiego składowania z relatywnie wąskimi korytarzami; wózek systemowy VNA ma sens przy bardzo wąskich korytarzach i dużych wysokościach, gdy liczy się każde miejsce paletowe. Im wyżej składowany towar i im ciaśniej, tym bardziej opłaca się iść w kierunku reach trucków lub VNA zamiast „męczyć” czołówki.

Jakie parametry magazynu są kluczowe przy doborze wózka wysokiego składowania?

Najczęściej problem nie wynika z samego wózka, tylko z tego, że magazyn został zaprojektowany „w oderwaniu” od sprzętu przeładunkowego. Przy doborze wózka krytyczne są przede wszystkim: wysokość regałów (ostatnia belka + zapas nad ładunkiem), liczba poziomów składowania oraz odległości pionowe między nimi.

Do tego dochodzą: szerokość korytarzy roboczych, prześwity pod belkami i instalacjami, miejsca mijania oraz zawracania na końcach korytarzy. Te parametry bezpośrednio wpływają na dobór masztu (wysokość, sztywność), udźwigu resztkowego oraz gabarytów wózka. Jeśli korytarz zaprojektowano „na styk”, sensownym rozwiązaniem jest przyjęcie kilku–kilkunastocentymetrowego luzu po każdej stronie, zamiast liczyć na „idealną jazdę” operatora przez całą zmianę.

Jak nośność posadzki wpływa na wybór wózków widłowych do wysokiego składowania?

W praktyce bywa tak: inwestor zamawia cięższe reach trucki z wysokim masztem, a po kilku miesiącach na posadzce widać rysy i spękania w rejonach największego ruchu. Przyczyną zwykle nie jest „zła posadzka”, tylko jej niedopasowana klasa nośności do ciężaru wózków z ładunkiem.

Przed wyborem sprzętu trzeba znać dopuszczalne obciążenia posadzki i ramp oraz uwzględnić masę własną wózka, masztu, akumulatora i maksymalnego ładunku. Zbyt ciężkie wózki mogą wymusić kosztowne wzmocnienia podłoża lub ograniczenia w ruchu, co podnosi całkowity koszt inwestycji. Lepiej od razu dobrać sprzęt i posadzkę jako jedną całość, niż później „łatać” pękające betonowe płyty.

Czy da się jednym typem wózka obsłużyć cały magazyn wysokiego składowania?

Pomysł „kupmy jeden model do wszystkiego” brzmi kusząco na etapie przetargu, ale w codziennej pracy często się mści. Wózek, który ma być dobry jednocześnie do rozładunku z naczep, pracy w korytarzach wysokiego składowania i kompletacji, zazwyczaj jest przeciętny w każdej z tych ról, a flota musi być liczniejsza.

W praktyce lepiej sprawdza się podział na strefy i dopasowanie do nich sprzętu: wózki czołowe do przyjęć, wysyłek i placu; reach trucki lub VNA do wysokiego składowania; wózki niskiego/średniego podnoszenia i kompletacyjne do stref pickingowych. Taki model daje wyższą wydajność i mniejszą liczbę wózków, mimo że na papierze flota jest „bardziej zróżnicowana”.

Jak uniknąć sytuacji, w której gotowy magazyn „nie przyjmuje” żadnego wózka?

Historia wielu projektów wygląda podobnie: budynek odebrany, regały stoją, linie bezpieczeństwa odmalowane, a pierwszy testowy wózek klinuje się w korytarzu. Źródło problemu leży zwykle w tym, że decyzje o układzie regałów zapadły dużo wcześniej, bez udziału dostawcy wózków i logistyki operacyjnej.

Aby temu zapobiec, trzeba od początku traktować dobór wózków jako część projektu technologicznego, a nie osobny „zakup sprzętu”. Inwestor, projektant magazynu, dostawca regałów i dostawca wózków powinni wspólnie ustalić założenia dla pary „regał + wózek”: typy maszyn, wymagane korytarze, wysokości, przepływy towarów i plan rozwoju. Kilka godzin warsztatu na starcie oszczędza później miesiące przeróbek i niepotrzebne faktury.

Jak zły dobór wózków wpływa na bezpieczeństwo pracy na dużej wysokości?

Na niskich poziomach drobne niedopasowania sprzętu uchodzą płazem, ale na 10–12 metrach robi się już poważnie. Zbyt słaby lub nieodpowiedni wózek oznacza większe wychylenia masztu, częstsze „zawieszki” palet, uderzenia w regał i duży stres operatora przy każdym podniesieniu.

Bezpieczeństwo poprawia dobór wózka z odpowiednim udźwigiem resztkowym, sztywnym masztem, precyzyjną hydrauliką i wystarczającym luzem w korytarzach. Dobrą praktyką jest także dopasowanie osprzętu (np. prowadnice, kamery, systemy wspomagające nawigację w korytarzu) oraz przeszkolenie operatorów pod konkretny typ magazynu wysokiego składowania. Taki pakiet zmniejsza ryzyko kolizji i przestojów, a ludzie nie boją się pracować na najwyższych poziomach.

Najważniejsze wnioski

  • Dobór wózków widłowych do magazynu wysokiego składowania musi być planowany równolegle z projektem regałów i układu magazynu – inaczej łatwo o sytuację, w której korytarze „na papierze” są, ale żaden wózek nie jest w stanie w nie wjechać i bezpiecznie operować.
  • Inwestor powinien traktować wózek jako równorzędny element technologii składowania (obok regałów, posadzki i systemu WMS), bo to on codziennie „dotyka” regału i ładunku; zły wybór sprzętu wraca w postaci niższej wydajności, drogiego serwisu i większego ryzyka wypadków.
  • Kluczowe jest jasne podzielenie ról: inwestor definiuje profil pracy i wolumeny, projektant układ przestrzeni pod konkretne typy wózków, dostawca regałów dostosowuje konstrukcję, a dostawca wózków dobiera konkretne modele, maszty i osprzęt pod realne ograniczenia obiektu.
  • Błędy w doborze wózka generują poważne koszty po starcie magazynu: od modernizacji regałów i posadzki, przez niewykorzystaną wysokość składowania i konieczność zakupu większej floty, aż po brak elastyczności wobec nowych typów ładunków.
  • Im wyższe składowanie i węższe korytarze, tym bardziej krytyczne stają się parametry wózka (wysokość i sztywność masztu, udźwig resztkowy, stabilność) oraz kompetencje operatora – każdy kompromis w tym obszarze podnosi ryzyko kolizji i „zawieszek” palet.
Poprzedni artykułMariany Północne – rajski archipelag na końcu świata
Następny artykułCzy w Papui można znaleźć jeszcze nieodkryte plemiona?
Paweł Szczepański

Paweł Szczepański – inżynier, backpacker-extremalny i specjalista od podróży „na przetrwanie”, współautor bloga Student w Podróży.

Od 2012 roku przemierzył 71 krajów, w tym 18 wyłącznie autostopem i pociągami towarowymi. Jako jeden z nielicznych Polaków przejechał całą Trasę Pamirską z plecakiem 12 kg, dotarł do afgańskiego Wachanu tanio i legalnie oraz spędził miesiąc w Jemenie w czasie wojny (2017).

Mistrz survivalu budżetowego (rekord: 44 dni w Azji Południowo-Wschodniej za 840 zł łącznie z wizami) i autor serii „Zero zł na jedzenie” oraz „Jak spać za darmo w 50 krajach”. Znany z testowania granic tanich linii lotniczych i przekraczania lądowych granic uznanych za „niemożliwe”.Prowadzi kultowe warsztaty „Autostop od zera do mistrzostwa” i „Bezpieczeństwo w strefach konfliktu”.

Kontakt: pawel_szczepanski@studentwpodrozy.pl