Raj na Trou aux Biches!

Ostatnio było u nas intensywnie. Ostatnio, czyli jakieś cztery, może pięć lat wstecz. Zdarzało nam się przejechać autostopem przez ¾ Maroka, pojechać z Siem Reap w Kambodży przez Tajlandię aż do Kuala Lumpur w Malezji z braku innego pomysłu na życie czy też wspinać się na norweskie fiordy oraz kosztować wybitnego wina verde w Lizbonie. Wszystko to było okupione ciężkim plecakiem, namiotem, śpiworami, czasami niewyspaniem. Czy żałuję? Nigdy nie będę! Ale… Czasami w życiu tak zwyczajne po ludzku trzeba odpocząć. Wypiąć się na wszystkie troski jak typowa Grażyna, założyć kapelusz księżniczki, kupić sobie kokoska i machać stópkami w cieniu palmy. I takie właśnie wakacje mieliśmy na Mauritiusie, bo podróżowaniem (osobiście) bym tego nie nazwała.

Opowieść o Mauritiusie to będzie opowiastka przy kieliszku dobrze zmrożonego wina, który ma ochładzać i relaksować. Będzie to historia o aksamitnie niebieskim, wpadającym w odcienie seledynowe Oceanie Indyjskim znanym z tego, że jest najcieplejszym wśród swoich pobratymców. O palmach, o orzechach tych większych, jak kokosowe i tych mniejszych, jak ziemne. O rafie koralowej, która była na wyciągnięcie rąk, stóp i oczu. O krwiożerczych rybkach, które miały ogromną ochotę na zaistnienie w odmętach internetu i pchały się pod sam obiektyw. To będzie opowieść o Raju przez duże „R”, więc chwyć w ręce zimne piwo i rozkoszuj się.

Północ wyspy to Grand Baie, czyli najczęściej i najliczniej odwiedzana destynacja. Jest punktem na mapie, na którym piętrzą się na sobie i obok siebie luksusowe hotele, centra handlowe i restauracje serwujące świeże owoce morza. To tutaj można zamieszkać w apartamencie będącym jednym z wielu w ogromnym kompleksie hotelowym. W cenie wynajmu mieć możliwość w każdej chwili popływania łódką, wypożyczenia roweru wodnego, kajaków czy zejścia pod wodę pod postacią nurkowania, ale… Nie musisz zarabiać milionów dolarów, aby znaleźć się w tej okolicy. Wystarczy chęć i zwykłe udanie się w to miejsce. Bezproblemowo znajdziesz noclegi w okolicy za 35 zł za noc. Nic więcej nie trzeba i wcale nie będziesz się czuć gorzej od reszty, bo jak można się gorzej czuć, gdy nad głową pobłażliwie machają Ci intensywnie zielone liście palmy, woda jest przejrzysta, ciepła i tak słona, że nie masz szansy, aby się utopić? Drobniutki piasek to przyjemny i relaksujący peeling do Twoich stóp, a jak się znudzisz to zawsze możesz poczytać książkę i planować kolejne wojaże albo zwyczajnie pospać na ręczniku. Raj w czystej postaci, a jeśli jest tam tak rajsko to czy nie powinno być romantycznie? Opowiem Ci króciutką historię…

Będąc na plaży Trou aux Biches wylegiwaliśmy się w sposób tak leniwy, że aż niepojęty. W zanadrzu mieliśmy książki, krem do opalania i maski z rurkami do snorkowania. Po pewnym czasie znudziło nam się pląsanie w wodzie, które w sumie było bardzo przyjemne i relaksujące. Cisza, spokój, świergoczące palmy i to nieustanne zastanawianie się: spadnie mi kokos na głowę czy nie? Potrafi to wszystko nudzić. Na początku Łukasz poszedł na przeszpiegi. W prawo była rajska plaża, na lewo również. Nic nowego, więc pozostało mu tylko pływanie. Z nudów wziął maskę, buty i… Wrócił po 10 minutach zachwycony i zadowolony! Bo jak się okazało to rafa koralowa zaczynała się jakieś 50 metrów od brzegu na głębokości 2 metrów. Chcieliśmy popływać, ale głupio tak zostawić plecak z aparatem, kamerką samopas. Przy palmie nieopodal nas leżakowały dwie kobiety. Mama z córką, przy czym jedna i druga miały figury modelek. Okazało się, że prócz języka francuskiego władają również angielskimi słowami, więc wymiana zdań była krótka i efektywna. Zgodziły się na popilnowanie nam rzeczy nie ruszając się z miejsca.

I owszem, byliśmy zachwyceni, a rybki ciekawskie. Niektóre z nich miały ogromne „parcie na szkło”, nieustannie wkradając się w kadr kamerki. Nie pozostało nam nic innego, jak robienie im zdjęć, uciekanie przed nimi, bo nas goniły, podglądanie ich życia. Niektóre z nich były do tego stopnia zaintrygowane, że nas podskubywały, ale nie były to skubnięcia na miarę rybek spotykanych u nas w akwariach, które po włożeniu naszych odnóży do nich, mają ucztę nieziemską. Rybki z Mauritiusa były nieprzejednane i w sumie wyglądało to tak, jakby chciały zjeść duże robale, czyli nasze palce na śniadanie. Ani razu krew się nie polała, ale… Jestem pewna, że ładniejsze rybki i bardziej przejrzystą wodę (tutaj woda była bardzo mocno zasolona, więc nie było sposobu na utopienie siebie) na Filipinach.

Kontynuując historię, po powrocie z nurkowania w ramach podziękowania zaproponowaliśmy naszym nowym znajomym buty i maski. Skoro dziewczyny się napatrzyły na nasz plecak to, dlaczego nie miałyby same popływać? Mama od razu zabrała się za ubieranie sprzętu, a córka wzgardziła. Ta druga to w ogóle był chodzący foch, ale w tamtym momencie pomyślałam sobie, że każdy z nas mając 16 lat miał focha wypisanego na twarzy 24 h 7 dni w tygodniu albo kompletnie z nikim nie rozmawiał. W momencie, gdy mama poszła popływać córka może nie od razu, ale zwiała gdzie pieprz rośnie, zostawiając za sobą wszystkie skarby, które razem przyniosły na plażę. Po 15 minutach mama wróciła z oglądania rybek, szczęśliwa, ale po chwili zaczęła się zastanawiać, gdzie jest jej córka? Kolejne minuty mijały, a ona nadal sama stała na plaży. Zdenerwowana, ale jeszcze nierozpaczająca. Po ok. 30-40 minutach na głębokiej wodzie jej córka wróciła, ale nie sama. Otóż przydarzyła jej się wakacyjna miłość, z którą namiętnie i w pełnym otumanieniu poznawała wody Oceanu Indyjskiego. I tak. Po powrocie odbyła się ostra, słowna reprymenda, która niczym z karabinu maszynowego wyleciała z ust mamy. I choć była podana w języku francuskim to mieliśmy wrażenie, że rozumiemy, co ona mówi. Wydawać by się mogło, że to koniec historii, ale nie. Tak nie było.

Kolejnego dnia ponownie udaliśmy się w to samo miejsce z takimi samymi zamiarami. Dzień upłynął nam leniwie i powoli zaczęliśmy się do tego przyzwyczajać. W ciągu dnia słyszeliśmy również język polski w oddali, niemiecki, mieliśmy propozycje zakupu różnych ręczników i chust. O dziwo, „nasze” miejsce pod „naszą” palmą nie było zajęte i nie była to zasługa parawanów stawianych niczym nad Bałtykiem, a łut szczęścia. Dzień mijał nieubłaganie, oglądanie rybek nam się nie znudziło, ale podczas zachodu słońca nastąpiła powtórka z rozrywki. Otóż dziewczyna z wczorajszego spotkania przechodziła nieopodal nas i zatrzymała się przy swojej wczorajszej palmie. Opatulona w ręcznik ochoczo rozmawiała z chłopakami, ale dopiero, gdy młody mężczyzna z wczoraj pojawił się na horyzoncie szybko zrzuciła kawałek materiału z siebie i poszła w tango. Tangiem okazała się wspólna kąpiel, pocałunki i obściskiwanie. I o ile było to z pewnością romantyczne, nieziemskie i jedyne w swoim rodzaju to trwało prawie godzinę. Jej mamy nie było widać ani słychać i jedyne, co przyszło nam do głowy to to, że kobieta się zamartwia o swoją córkę i siwieje w zastraszającym tempie. I tutaj mieliśmy dylemat, bo wiekowo jesteśmy po środku. Z jednej strony rozumiałam córkę, która wpadła w sidła wakacyjnej miłości, otumaniona hormonami i przepięknymi plażami, oceanem. Zakochana, choć na chwilę po uszy i bez opamiętania. Z drugiej strony (muszę przyznać z niechęcią), że miałam przed oczami jej mamę, która tak, jak wczoraj, jeśli nie bardziej, martwi się, szuka swojego wiecznie obrażonego na świat dziecka i stara się oddychać miarowo i regularnie. I starość w nas zwyciężyła. Dziwne uczucie. Ja pozostałam na posterunku pod palmą z nudów malując obrazki na piasku, a Łukasz poszedł na spacer. I się nie pomyliliśmy. Mama stała z rzeczami na rękach, nerwowo szukając swojego dziecka. Nawet się nie zdziwiła, gdy Łukasz zapytał ją o to, czy szuka swojej córki? Ochoczo przytaknęła. Mnie natomiast nie zdziwiło, że oboje idą plażą w moim kierunku. Wystarczyło, że stanęła na brzegu plaży, a zakochana para szybko się rozeszła. Wracały w milczeniu.

I kiedyś myślałam, że na plaży nic się nie dzieje, a dzieje się wiele, jeśli tylko są ludzie. I można różne dziwne, sytuacje zauważyć nie chcąc celowo się w nie wplątać. Czy mamy wyrzuty sumienia? Właśnie nie i chyba to jest jeden z symptomów starzenia się w pewnych aspektach, bo póki co, siwych włosów u siebie jeszcze nie widziałam.

I Trou aux Biches niedaleko Grand Baie to jedna z najpiękniejszych destynacji wakacyjnych. Na Mauritiusie nadal można zaplanować niezależnie wyjazd i cieszyć się kontaktem z otaczającą rzeczywistością, ale… Nie wiem, jak długo to potrwa, więc szybko się tam wybierz, aby nic z tego raju nie stracić.