Pocztówkowy autostop

Leży od dawna w wyeksponowanym miejscu. Jest kolorowa, żywa a jednak przykryta kurzem. Musiałem ją widzieć tysiąc razy, w sumie to i więcej, bo zajmuje miejsce na samym środku pułki, a jednak nie pamiętam co przedstawia. Kurzołap, pamiątka, pocztówka - kartka z podróży. Biorę ją do ręki, oglądam zdjęcie żółtego tramwaju, odwracam ją. Okrągły stempel jest w swoim miejscu, napis „pozdrowienia” widnieje w lewym górnym rogu, wszystko się zgadza. Jestem bogaty – mam magiczny kawałek papieru, który w mgnieniu oka przenosi mnie nad Ocean Atlantycki i przywołuje ciepłe promienie słońca prosto z Portugalii. Odkładam ją na swoje miejsce, wracam do codzienności.

Niedawno w gronie znajomych dostaliśmy pytanie, czy przywozimy coś ze swoich wypraw. Jakieś pamiątki, regionalne specjały, coś, co po pierwszym rzucie oka przywoła wspomnienia i teleportuje nas w odległe krainy. No cóż, nie. Nie przywozimy pamiątek. Czasem przemycimy ładny kamyczek, szyszkę, zakładkę do książek, ale później rozdajemy to osobom, które to zamawiały. Często przywozimy za to produkty spożywcze lub półprodukty wraz z regionalnymi przepisami, by odtworzyć w zaciszu własnej kuchni smaki świata, ale to także nie są trwałe pamiątki. Mamy tysiące fotografii, ale leżą one zakurzone w folderze „zdjęcia” gdzieś na dysku twardym. Mamy trochę bardziej żywych wspomnień w postaci znajomych z podróży na facebooku lub mailu, do których co jakiś czas się odzywamy. Wychodzi na to, że więcej trwałych, materialnych pamiątek wywozimy z kraju, żeby porozdawać je napotkanym w trakcie podróży ludziom. Docierają za to do nas pocztówki. Zazwyczaj kilka dni po powrocie, czasem trochę później, czasem wcale. Ale to raczej nasza wina jest, bo pocztówki przychodzą do nas bez znaczka.

Po zakupieniu kartki wypisujemy dane adresowe i tradycyjne pozdrowienia. W miejscu przeznaczonym na znaczek często rysujemy własny, bądź zostawiamy puste miejsce. Pocztówki mimo tego dochodzą do nas, a sprawdzaliśmy to w różnych krajach: Szwecji, Portugalii, Francji i Maroku. Z tego ostatniego nadal czekamy na listonosza, mimo, że minął już ponad rok od naszej wyprawy. Z pozostałych krajów kartki bezpiecznie leżą już na półce. Zaoszczędziło nam to kilka euro, ale przede wszystkim szukania poczty, bo pocztówkę kupić można akurat w każdym sklepie z pamiątkami, a one wychodzą w pogoni za turystą na środek ulicy.

Kartki te oprócz swoich tradycyjnych wartości przypominają nam o życzliwości ludzkiej. Kiedy my w fotelu samolotu wracamy do kraju, pocztówka przechodzi z rąk do rąk, mimo, że bez wniesienia opłaty w postaci znaczka powinna wylądować w koszu. Kawałek papieru pokonuje tysiące kilometrów w ciągu kilku dni, przekraczając granice różnych krajów, wspierany przez organizacje poczty posługujące się różnymi językami i posiadające odrębne historie. Nasza pamiątka uświadamia nam, że świat poprzez tysiące drobnych czynności dokonywanych przez miliony ludzi - pięknie i harmonijnie funkcjonuje.

A tak swoją drogą, to wiedzieliście, że można mieć znaczki z własnym zdjęciem? Bo tak się składa, że Poczta Polska oferuje takie usługi envelo.pl. Na stronie na pierwszy rzut oka rzuca się pocztówka z własnym zdjęciem, ale my tutaj piszemy o znaczku a dokładnie o neoznaczku. Więcej szczegółów tutaj: envelo.pl/e-znaczek-pocztowy. W celu wyrobienia znaczka z własną grafiką należy się zarejestrować.

P.S. Nie wiem, co po tym artykule pomyślą sobie o nas filateliści, bo albo przesyłamy pocztę bez żadnego znaczka, albo z własną grafiką. Chyba żadna z tych opcji nie pasuje do ich zainteresowań...