Smaki Portugalii: oliwa z oliwek i pão de ló

Może teraz narażę się wielu osobom, ale ogromną, wielką i nieograniczoną miłością kocham oliwę portugalską. Nie włoską, nie grecką ani hiszpańską. Uważam, że oliwa z oliwek z Portugalii ma najwięcej duszy w sobie. Kilkadziesiąt lat temu była jeszcze marnej jakości, ale Portugalczycy na przełomie lat dopracowali produkcję oliwy do perfekcji. I dzisiaj możemy się nią cieszyć, a trzeba przyznać, że to jeden z produktów, które namiętnie sprowadzałam z Portugalii.

Aby w ciekawy sposób wykorzystać oliwę z oliwek można przygotować typowe, portugalskie ciasto, które wydaje się być słodkim, ale ma zacięcie wytrawne. Niezbędną jest najlepszej jakości oliwa z oliwek i tutaj wykorzystałam oliwę Angélica, która ma swoją własną, ciekawą historię.

Kobieta silna, zdecydowana i wyjątkowa. Taką osobą była Angélica Rosa da Silva, miała również smykałkę do interesów, a do tego była przebojowa. Niestety, jej mąż umarł i została wdową. Mieszkała w południowej Portugalii w Manantiz, niedaleko miejscowości Moura. Jest to teren, w którym Manantiz wznosi się, jako wzgórze. Tam wychowywała swoje dzieci, a główną działalnością była produkcja oliwy z oliwek. Z tego też słyną tamtejsze rejony Portugalii. Bardzo malownicze miejsce, które żyje własnym życiem. Niecałe 15 lat temu, Gonçalo Rosa da Silva będący wnukiem Angélici, zwiedziwszy świat jako fotoreporter, postanowił wrócić do swoich korzeni. Osiadł w majątku Herdade de Manantiz, by kontynuować tradycję rodzinną, którą stała się produkcja oliwy z oliwek. Na etykiecie butelki znajduje się zdjęcie kobiety o bardzo zdecydowanym spojrzeniu. To jest właśnie babcia Angélica Rosa da Silva. Ta oliwa jest wyjątkowa. Ma zdecydowany smak, lekko pikantny, nawet owocowy o kwasowości wynoszącej jedynie 0,1% - tyle, co nic. Produkuje się ją jedynie z portugalskich szczepów oliwek z regionu Moura: Cordovil, Verdeal i Galega, których krzewy pamiętają historię z wielu wieków. Tłoczona jest na zimno, maksymalnie 2-3 godziny po zbiorze, a więc charakteryzuje się najwyższą jakością. Kilku moim znajomym dałam jej spróbować i jedyne, co usłyszałam to wypowiedziane ze zdziwieniem: tak właśnie powinna smakować oliwa z oliwek! Jeśli jesteś fanem produktów regionalnych, które mają swoją historię i ich cechą jest najwyższa jakość to wspomnienie po Portugalce Angélica Rosa da Silva powinno zagościć w Twoich progach.

Pão de ló, czyli ciasto z jajek i oliwy z oliwek

Do przygotowania naszego słodko-wytrawnego deseru będzie potrzebnych niewiele składników, ale ich jakość ma znaczenie.
- 100 g cukru
- 4 całe jajka + 1 żółtko od szczęśliwych kur
- 80 ml oliwy z oliwek Angélica (do kupienia TUTAJ)
- 20 g mąki pszennej
- oliwa z oliwek Angélica oraz kwiat soli morskiej flor de sal (do kupienia TUTAJ) do podania

 

Piekarnik należy rozgrzać do temperatury 160°C, grzanie góra-dół. Okrągłą formę o średnicy 24-26 cm wykładamy papierem do pieczenia i smarujemy. Może być to forma o innym kształcie, ale jej wielkość musi być proporcjonalna.

Wszystkie składniki muszą być ogrzane do temperatury pokojowej.

4 całe jajka, 1 żółtko i cukier wsypujemy do miski. W misie miksera albo blenderem (jeśli mamy opcję trzepaczki) musimy wszystko połączyć i spuszyć. Całość ma być lekka, jak wiosenne baranki na niebie. Puchata konsystencja to klucz do bardzo dobrego ciasta. Oryginalny przepis inspirowany książką „Lisboeta” Nuno Mendes sugeruje ubijanie przez 30 minut. Ja wytrzymałam 24 minuty, starczyło. Do tak przygotowanej masy należy bardzo delikatnie wmieszać oliwę z oliwek oraz wcześniej przesianą mąkę. Konsystencja lekka, jak chmurka musi się utrzymać do samego końca.

Tak przygotowaną masę delikatnie, z wyczuciem i czułością przelać należy do formy, formę delikatnie wstawić do piekarnika i piec. Mnie to zajęło ok. 24 minut, ale wiemy, że każdy piec grzeje nieco inaczej i trzeba go wyczuć. Wierz musi być przyrumieniony na złoto, środek musi być upieczony, ale jak dotkniecie środek palcem to musi tak trochę podskakiwać. Podobnie, jak przy pieczeniu kremowych serników. Środek musi być sprężysty i musi delikatnie odbijać zagłębienie po palcu.

Po upieczeniu wyjmujemy ciasto i zostawiamy do ostygnięcia. To, co nam wyszło to subtelny, delikatny biszkopt z posmakiem oliwy z oliwek. Nie ma w nim sody ani proszku do pieczenia, więc opadnie. I tak ma być. Po całkowitym ostudzeniu, polewamy go oliwą z oliwek, oprószamy kwiatem soli morskiej i zajadamy. Jeśli ktoś woli to równie dobrze, można go kosztować sauté, ale mając taką oliwę, jak Angélica byłaby to wielka strata.

 Na tę oliwę z oliwek namówiła mnie Marzenka i Gonçalo, a poznać ich możecie tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=NkSWtvWxij0