Obiad po marokoańsku - czyli kofty z kuskusem!

Podczas łapania autostopa już czuliśmy głód. Staraliśmy się wydostać z Szawszawan i podążyć ku wybrzeżu. Jakiegoś konkretnego planu nie mieliśmy, ale trafiła nam się niezwykle ciekawa podróż. Zatrzymał się sam właściciel, pan prezes firmy, która wydobywa, a następnie butelkuje wodę. Rozmowa schodziła na różne tory, ale podczas pokonywania ponad 200 km za jednym zamachem człowiek głodnieje. To był moment, gdy troje ludzi zgłodniało, ale dwóch z nich nie chciało się nawet odzywać. Bo nie wypada.

Tak czy inaczej zjechaliśmy do zajazdu i został nam postawiony tak po prostu, bez niczego potężny obiad. Gdy chcieliśmy zapłacić to spotkaliśmy się z kategoryczną odmową. W żadnym wypadku! Nasz kierowca też był głodny, wiózł nas przy okazji to oczywiście o nas zadba! Absolutnie nie mieliśmy szansy na jakąkolwiek polemikę. Widziałam tylko, że spostrzegł, iż byliśmy głodni. W tym momencie zaczął domawiać kolejne talerze, a my objedliśmy się jak bąki. Zostaliśmy poczęstowani słynnym naparem z mięty, sałatką z pomidorów i cebuli, chlebem, marokańskimi, grubo krojonymi frytkami oraz tym, co ja sama spróbowałam odtworzyć w swoim malutkim królestwie: koftami pieczonymi na grillu.

Mieliśmy szansę zapoznać się z dwoma rodzajami koft: z kawałków, a także z mięsa mielonego. Obie wersje były wyborne i wydawało mi się, że była to jagnięcina, ale w moim przekonaniu wygrało mięso grillowane w kawałkach. Aromatyczne, wilgotne i nęcące wyglądem. Prym w jedzeniu przypadł nam, nasz kierowca tylko na nas patrzył z uśmiechem i przez chwilę zastanawiał się, czy przypadkiem jeszcze jedno półmiska tylko dla nas nie zamówić? Odmówiliśmy. W tym momencie już się turlaliśmy z przejedzenia…

Jeśli chcesz się poturlać razem z nami to gotujemy!

SKŁADNIKI:

- 0.5 kg mięsa wołowego
- duża cebula
- kasza kuskus
- 1 duża cytryna (skórka + sok + opcjonalnie do podania)
- kolendra,
- czerwona i żółta papryka
- kumin – ile lubisz, ale przynajmniej dwie czubate łyżki
- oliwa
- sól, pieprz, masło do smaku
- pietruszka

Najlepiej, abyś dzień wcześniej zamarynował mięso. Pokrój je na spore kawałki, wymieszaj z drobno posiekaną w kostkę cebulą, dosyp mnóstwo zmielonego kuminu, soli oraz pieprzu. Całość wymieszaj z dwiema łyżkami oliwy. Odstaw na całą noc do lodówki.

Kuskus zalej wrzącą wodą w proporcjach: 1 miarka kaszy do 1.25 miarki wrzącej wody. Przykryj na 5 minut talerzykiem, a następnie zdejmij go. Dodaj sok wyciśnięty z połowy cytryny i celuj w talerz, a nie w swoje oczy. Ja już wiem, że nie jest to przyjemne… Następnie ukrój i wrzuć kilka kawałków masła do kaszy. Mieszaj do momentu, gdy masło się rozpuści, a kasza będzie lekka i sypka. Posyp kolendrą, jeśli nie masz świeżej to suszona też będzie odpowiednia. W tym momencie go spróbuj. Powinien być maślany, rozpływający się w ustach, a jednocześnie orzeźwiający i lekki. Lepki, ale nie klejący. Takiej konsystencji potrzebujesz.

Zamarynowane mięso nadziej na patyczki do szaszłyków. Rozgrzej patelnię grillową albo grilla. W przypadku tego drugiego nie może być to otwarty ogień. Ładniej mięso się ugriluje na rozgrzanych węglach. Na rozgrzaną patelnię wlej odrobinę oliwy, rozprowadź ją, a następnie wyłóż szaszłyki. Grilluj z każdej strony po kilka minut. Możesz też spróbować je poddusić, dolewając odrobinę wody.

Z papryki, kolendry i pietruszki zrób orzeźwiającą sałatkę. Paprykę pokrój w słupki, wymieszaj z oliwą, solą i pieprzem. Dodaj kolendrę i pietruszkę, a na koniec skrop sokiem z cytryny.

Podawaj gorące. Pachnące i aromatyczne. Jest pysznie! Jeśli masz to zaparz do tego dania liście mięty. Nie żałuj ich, niech napar będzie intensywny jak samo Maroko. Niech będzie jego skondensowaną wersją, która przeniesie Cię w zupełnie inny klimat.

Później turlaj się niczym najedzony bąk razem z nami!

I po takiej uczcie możesz z nami podróżować aż do samej stolicy Maroka – Rabatu.