Nordyckie ciasto marchewkowe

Do dzisiaj pamiętam, że szukając szczęścia w Norwegii faktycznie je znaleźliśmy i to za sprawą Sonji oraz Józefa. W drodze na prom płynący w stronę trasy na Kjeragbolten zatrzymaliśmy przemiłą Norweżkę, która zaczęła nam opowiadać o tym, że prowadzi coś w formie pensjonatu. Przyjmuje tam gości wyprawia wesela i imprezy urodzinowe/imieninowe, a przede wszystkim stara się zachować norweskie zwyczaje. Posiadłość była otoczona lasami oraz fiordami, w oddali leniwie spacerowały owce, a wiatr był rześki i odświeżający. Mieliśmy ok. 3 godzin do naszego promu i to wtedy Sonja nam zaproponowała kawę, którą podała z najlepszym kawałkiem ciasta marchewkowego na świecie. Gdybym miała kiedyś szukać równie dobrego wypieku to z pewnością miałabym problem i powróciłabym nad Lysefjorden by na nowo rozkoszować się smakiem, który nas urzekł, a którego twórcą był Józef – Słowak, ale z wyboru Norweg.

Wydawać by się mogło, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale odtwarzanie smaków i zapachów dalekich i tych bliższych podróży w domu do najłatwiejszych nie należy. Jednak z pomocą przyszedł mi Simon Bajada. Chef, stylista kulinarny, a także fotograf. Rodowity Australijczyk, który przeprowadził się do Szwecji wraz z rodziną i z wielką miłością kultywuje nordyckie smaki. Jest autorem m.in. książek: „Nordic Light” oraz „The New Nordic”, z czego tę drugą kupiłam sobie na imieniny. Zafascynowana jego podejściem i lekkością dań postanowiłam go sprawdzić. I tak. Ten Australijczyk zna się na rzeczy, a jego przepis z przyjemnością prawdziwego hedonisty będę Wam polecać! Na pogodę i na niepogodę, na dobry, zły i paskudny humor, w czasie choroby, zdrowia, deszczu czy też słońca, bo to jest ten smak, który zachwyca!

Gotujemy!

 

 SKŁADNIKI NA CIASTO

225 ml oleju słonecznikowego (+ odrobina do natłuszczenia formy)
310 g cukru pudru
170 g startej marchewki
240 g mąki pszennej
3 jajka od szczęśliwych kur
½ łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka zmiażdżonych nasion kardamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki soli
40 g pokruszonych orzechów

SKŁADNIKI NA POLEWĘ

200 g niesolonego masła
200 g białego sera
180 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
skórka i sok z jednej cytryny

 Na początku nastawiamy piekarnik na grzanie góra-dół na 200 st.C i dopiero wtedy zabieramy się za przygotowanie ciasta.

Przy pomocy robota kuchennego mieszamy olej słonecznikowy oraz cukier puder na najwyższych obrotach do uzyskania jednolitej, białej masy. Kontynuując mieszanie do powstałej masy dorzucamy partiami startą marchewkę (najlepiej na grubych oczkach tarki – struktura ciasta będzie przyjemniejsza), jajka, następnie mąkę, wszystkie przyprawy wraz z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną oraz odrobiną soli. Na samym końcu dodajemy pokruszone orzechy i mieszamy całość szpatułką. I uważam, że 40 gramów orzechów to zdecydowanie za mało… Sypnęła mi się jedna duża garść i trochę, i nikt nie protestował! Idealne do tego przepisu będą orzechy włoskie, laskowe, a nawet nerkowce.

Okrągłą blachę o średnicy 23 cm (możesz użyć innej) wykładamy papierem do pieczenia, natłuszczamy olejem słonecznikowym. Przelewamy utarte ciasto i pieczemy wg Simona 30-35 minut, ale ja pieczenie wydłużyłam do 50 minut z tego względu, że po pół godzinie patyczek wbity w ciasto był jeszcze mokry. Po upieczeniu do suchego patyczka uchylamy piekarnik i studzimy do całkowitego wystygnięcia nasz wypiek.

Kolejny krok to przygotowanie polewy, czyli zmielenie sera białego (lub wykorzystanie serka kremowego, który można kupić w sklepie), utarcie go z masłem, cukrem pudrem oraz wanilią na jednolitą masę, którą następnie trzeba schłodzić. Następnie wystarczy udekorować ciacho i cieszyć się z chwili błogostanu, a całość popijając kawą albo szklanką mleka. Inną opcją jest przygotowanie polewy znanej nam z nadzienia naleśnikowego, czyli białego sera utartego z żółtkami jajek i odrobiną cukru.

Ciasto wychodzi pyszne. Ma chrupiącą skórkę na zewnątrz, a w środku zachowuje sprężystość i jest wilgotne. I jest to idealne ciasto marchewkowe, które smakuje dokładnie tak samo jak te, które podała nam Sonja. Idealnie wpisuje się w surowy, prosty kanon nordycki – nie jest skomplikowane, wszystkie produkty są łatwo dostępne, a cieszy oko i kubki smakowe.

Dodam, że moje ciasto pachniało obłędnie, a to za sprawą przypraw przywiezionych z Grecji i ich stałym dostawom, za które chcę w tym miejscu serdecznie podziękować Natalii oraz Eleni. Greckie zioła i dodatki mają to do siebie, że są niesamowicie intensywne, wyraziste i nieoszukane, przez co nie dodałam aż jednej łyżeczki ekstraktu z wanilii, a jedynie odrobinę. Ponadto, użyłam gałki muszkatołowej z Tajlandii (przywiozłam ją na własnych plecach), która dla mnie ma aromat nieporównywalny z tą dostępną na naszych półkach sklepowych. I szczerze polecam przywożenie ze sobą takich „pamiątek” z podróży, bo mogą nas ponownie i niespodziewanie przenieść w daleki świat.