Weekend w Niemczech – Tybinga

Tybinga to bardzo dobra miejscówka na miejsce wypadowe do Zamku Hohenzollernów. Mimo tego, iż oddalona kilkanaście kilometrów od jednej z najlepiej utrzymanych twierdz sama w sobie urzeka. To tutaj mieści się uniwersytet, którego lata liczy się wiekami, a na każdym kroku starego miasta można znaleźć coraz to inny wydział naukowy.

Postanowiłam się wybrać do Tybingi, ponieważ – tak jak wcześniej wspominałam – jest to piękne miejsce do zwiedzania i do wyskoczenia na kilka chwil do Zamku Hohenzollern. Dzięki portalowi couchsurfing spotkałam się z Cariną – bardzo młodą osobą, studentką pierwszego roku medycyny, która w ramach spełniania swoich marzeń z Austrii przeprowadziła się do Niemiec, a aby odbyć niezbędne staże w szpitalu dojeżdża kilka razy w roku do Berlina. Wiecznie uśmiechnięta weganka to cała Carina. Nie straszne nam było przedzieranie się przez las by zwiedzać zamek, a ogromną frajdę sprawiło nam spacerowanie po Tybindze, w której moja nowo poznana towarzyszka się zakochała.

Niektórzy mawiają, że „Tybinga nie ma uniwersytetu. Tybinga jest uniwersytetem.” I tak w zasadzie jest. Przełomowym momentem był rok 1477, gdy Hrabia Eberhard Brodaty założył pierwszy w Tybindze uniwersytet. Mimo tego, że w Heidelbergu oraz Fryburgu Bryzgowijskim istniały już uczelnie to uniwersytet w Tybindze zyskał rozgłos dzięki wysokiemu poziomowi kształcenia. Na samym początku wykładano w komnatach nauki o filozofii, prawie, teologii i medycynie, a tę ostatnią studiuje Carina. Ponadto, pod koniec wieku XIV sprowadzono na tereny uniwersyteckie Leonarda Fuchsa, jedną z bardziej wybitnych person w tym czasie w dziedzinie botaniki, a to od jego nazwiska pochodzi nazwa urokliwej rośliny – fuksji. Swój czas przeżył w tym mieście również Jan Kepler, astronom i student teologii, który słynął z tego, że swoim kolegom ze studiów stawiał horoskopy. Stał się obrońcą kopernikańskiego systemu ruchu planet wokół słońca, udowadniając słuszność tej tezy z punktu matematycznego. W czasach dzisiejszych uniwersytet rozproszony po całym mieście rok w rok kształci ok. 25.000 uczniów, co oznacza, że na czterech mieszkańców Tybingi przypada więcej niż jeden student, przez co na ulicach widać mnóstwo młodych, pełnych energii ludzi.

Całe stare miasto jest obsadzone kwiatami: pelargoniami, begoniami, stokrotkami i wieloma innymi, które mimo tego, iż są we wszystkich kolorach tęczy to rozweselają stare, zabytkowe miasto. Dla mieszkańców to mały pępek świata i nie kryją się z miłością do niego. Miasto jest zadbane, a w po rzece leniwie suną łodzie. Na szczycie niewysokiego wzgórza znajduje się Zamek – Hohentubingen Schloss. Już nie tak okazały, jak ten Hohenzollernów, ale nadal warty przejścia tych kilku kroków. Z niego rozciąga się przepiękny widok na Tybingę. Z zielonego lasu drzew gdzieniegdzie wyrastają czerwone dachy, jak grzyby po deszczu. Okoliczne wzgórza opatulają ten widok, a sama świadomość, że rosną na nich winogrona, z których produkuje się wina (głównie) wytrwane i półwytrawne tylko zmuszają w drodze powrotnej o zahaczenie o jakiś sklep z tym trunkiem, bo z ręką na sercu mogę polecić wina z regionu Badenii – Wirtembergii. Dodatkowo, na dziedzińcu znajduje się portret będący jedną częścią z większego monumentu:

„Monumentalny portret cesarza Augusta (ur. 63 przed Chrystusem, czas panowania 30 lat przed Chrystusem do 14 roku po Chrystusie) Marmur z Luni (Carrara); wyskokość 1.90 m Ciężar ok. 100 centnarów.

Portret przedstawia cesarza Augusta, jest to typ portretu, który przedstawia Augusta z ułożonymi porządnie włosami, których kosmyki rozchodzą się nad czołem w charakterystyczny sposób, tak zwany Prima Porta. Należał do 10.5 metrowej statuy. Jest to największa zachowana antyczna głowa z marmuru na północ od Alp i największy zachowany portret w ogóle. Głowa została wypłukana podczas powodzi wiosną 1994 r. w korycie rzeki Hausbach von Weiler w Allgäu, położonym 20 km na wschód od Lindau (Jezioro Bodeńskie). Prawdopodobnie pochodzi ona z rzymskiej świątyni, która znajdowała się na wzniesieniu między Enschenstein (Menschenstein), a Obertrogen na wysokości 840 metrów, a poprzez obsuwanie się ziemi i fale powodziowe dostała się do rzeki Hauptbach a potem do Weiler. Archeolodzy przypuszczają, że budowa tej świątyni nakłada się z wizytą, którą cesarz August Rätien odbył w 7 roku po Chrystusie. Rzymski pisarz Suetonius relacjonuje, że cesarz opuścił późnym latem miejscowość Brigantium (Bregenz), ażeby korzystając z drogi rzymskiej Via Deca udać się do Combodunum (Kempten)."

"Tym samym zatrzymał się w miejscowości VILIARUS (Weiler), ażeby zwiedzić poświęcone mu sanktuarium LAPIS HOMINIS (Menschenstein). Chwalił jego piękne i imponujące wykonanie i obiecał mieszkańcom zafundowanie potężnej statuy. Wieczorem wrócił do VILARIUS i przenocował w willi.”

Ile w tym prawdy? W zasadzie to nic nie jest prawdą, a władze uniwersyteckie ten portret wykonały dla żartu, bo… Ile razy wierzyłeś, że coś jest prawdą, bo ktoś tak powiedział? Ile razy nie zadałeś żadnego pytania? Ile razy zostałeś postawiony pod ścianą bez chęci dowiedzenia się czegoś więcej? Jest to pewnego rodzaju nauczka ze strony ludzi nauki by nie wierzyć we wszystko, co zostało podane na tablicach upamiętniających, monumentach, punktach historycznych, ponieważ prawda jest zupełnie inna:

Łudząco podobna!

W rzeczywistości monumentalna głowa cesarza Augusta wykonana jest z białego marmuru pochodzącego z Carrary. Ciężar głowy, na który składa się jej wysokość 172.5 centymetrów oraz szerokość 117 centymetrów, wynosi 5.000 kg. Nowoczesne wykonanie kopiuje sławną głowę statuy Augusta z Prima Porta (Rzym, Muzea Watykańskie) w pięciokrotnym powiększeniu. Ta monumentalna głowa została wykonana przez rzeźbiarzy Michaela Pfannera i Hartmuta Schmidta oraz przez kamieniarzy firmy Dr Pfanner GmbH in Scheffau/ Allgäu.”

Punktem centralnym Tybingi jest zabytkowy, XV-wieczny Ratusz na Marktplatz, naprzeciw którego znajduje się fontanna Neptuna. Wszystkie kamienice naokoło są obsadzone krwistoczerwonymi oraz różowymi pelargoniami, a wokół porozstawiane są stoliki, przy których można leniwie usiąść i zacząć dzień z kubkiem kawy w ręku. Ponadto, kamienice, które stoją od lat wokół placów rozszerzają się ku górze dając wrażenie spadających do środka. Ich pochylanie się jest związane z tym, że tereny wokół placów miejskich były/są drogie, więc rozbudowywano kolejne piętra, co było tańsze i sprytniejsze. Pobliskie urokliwe uliczki to skarbnica historii, bo po nich spacerował sam Goethe. Każdy zakątek pełen jest kafejek, restauracji i barów. Prócz kościołów, zabytkowych budynków i placów można pokusić się o relaksujący spacer po ogrodzie botanicznym. Nie jest on może zachwycający, ale na pewno można znaleźć w nim chwilę oddechu i spotkać studentów rozłożonych na kocach z książkami w rękach.

Tybinga to połączenie dosyć nietypowe. Z jednej strony jest to miasto uniwersyteckie z utkanymi wydziałami na każdej możliwej uliczce. Z drugiej strony jest otwarte na gości, głośne i nowoczesne, ale całość to świetny pomysł na weekendowy wypad. Warto zgubić się w uliczkach tego prowincjonalnego miasteczka z lampką wina u boku.