Monako, stolica luksusu

Pod koniec maja udało mi się odwiedzić Monako, państwo miasto, drugie, najmniejsze na świecie państwo, w którym środkiem transportu są Lamborghini, Rolls Royce, Bentley, a przede wszystkim krwiste Ferrari.

Monako to tor wyścigowy. W zasadzie po wyjściu z autobusu już poniekąd uczestniczy się w wyścigu, bo tylko najdroższe, ale nie zawsze najpiękniejsze auta podążają tymi ścieżkami. Barierki przy drogach są obłożone gumą, a wybrzeże ma zaledwie ok. 4 km. Niewielka jest to długość, ale również i granica lądowa, wynosząca niecałe 4,5 km. Można powiedzieć, że książę Albert II ma wspaniałe miejsce do życia, ale… Wracając do wyścigów. Grand Prix Formuły 1 w Monako to wydarzenie na skalę światową! Ścigają się tam najlepsi, są dopingowani przez jednych z najbardziej zawziętych kibiców na świecie. To tutaj zdobywa się chwałę na miarę gwiazdy rocka, a szampan leje się strumieniami. Wrzaski, wiwaty, zdumienie, okrzyki i westchnienia do kierowców nie istnieją w codzienności. Choć Grand Prix zaliczane jest do jednego z najstarszych wyścigów, najbardziej prestiżowych to nie odbywa się codziennie. I dobrze, bo myślę, że mieszkańcy w między czasie mogliby oszaleć. Są wyścigi, ale maleńkie i to przy prędkości 50 km/h. To tutaj właśnie jeździ Bentley za Ferrari, goni je Lamborghini, luksusowy Mercedes i jakieś inne auto, którego nazwać nie umiem, ale robi na mnie wrażenie, bo migocze kolorami tęczy. To tutaj można dyskutować, czy Ferrari ma występować tylko i wyłącznie w krwistym, seksownym kolorze czerwieni, czy może jednak przybrać mniej wyjściowe wdzianko i pokazać się na niebiesko, zielono, żółto, czarno, brązowo, biało, czy też mieć na sobie obrazki albo lustrzaną powierzchnię. To tutaj zauważa się różne kolorystyki wnętrza, felgi, rodzaje opon, wycieraczek, wydechów, świateł, brzmienia silnika i wiem o tym, bo pasjonatką aż taką czterech kółek nie jestem, ale te „subtelności” były dla mnie wyraźnie widoczne. Podsumowując, nie widziałam tam Volkswagena Passata. A szkoda.

Przechodząc do rzeczy istotnych to nadmienić należy o jednym z bardziej fantastycznych i interesujących miejsc. Casino Monte Carlo to miejsce niezwykłe o bardzo bogatej historii. Przyjmuje się, że jest światową stolicą hazardu. Tutaj książę nie mówi stanowcze być może dla tego typu rozrywek tylko daje znać, że to kasyno w Monako jest do tego najlepsze. Z inicjatywy księcia Karola III w 1857 roku powstało tutaj pierwsze kasyno, a w zasadzie poprzez jego matkę, Marię Karolinę. To matka księcia skontaktowała się z Francoisem Blanca, który ówcześnie prowadził jedno z najbardziej znanych kasyn na świecie, czyli Bad Homburg. I tak oto powołano do życia Towarzystwo Kąpieli Morskich (Société des Bains de Mer), które do tej pory zarządza tym miejscem. Historia jest burzliwa i dotyczy fałszowania pieniędzy, urządzeń, na których wygrana jest niemożliwa. Gdy w 1860 roku przyłączono Niceę do Francji, sytuacja zmieniła się diametralnie. Blanc nie zwlekał i zaprzągł swoje konie do pracy. Tak właśnie powstało kasyno w dzielnicy Les Spelugues, której nazwę nakazał zmienić na Monte Carlo. Ostatecznie dobudowano do fasady budynku Opera Gallery, a całość wygląda zjawiskowo. Kolejka do kasyna jest ogromna, ale sprawna. Za darmo można wejść do środka i mam tu na myśli hol wyłożony czerwonym dywanem, w którym swój blask oddają żyrandole. Kasyno jest cały czas czynne i prosperuje, będąc jednocześnie modnym punktem spotkań towarzyskich, jak i biznesowych. Jeśli miałoby się ochotę zagrać to należy być odpowiednio ubranym. Można być osobą elegancką, nonszalancką, ale konieczne jest widoczne wyczucie dobrego stylu. Selekcja trwa na miejscu, ale gdy ktoś podjeżdża swoim ekstremalnie drogim autem to myślę, że nie odmawia mu się pewnej dozy relaksu. I tutaj dodatkowo mała wskazówka: do kasyna nie wolno wejść z wielkim bagażem, a w tym także z butelką wody. Ja swoją grzecznie schowałam za koszem po prawej stronie budynku i odebrałam po wizycie w środku.

Pałac Księżycowy znajduje się na Skale Monako, tuż obok starego miasta, a ponadto jest oficjalną siedzibą rodziny Grimaldich od ponad 700 lat. Zbudowano go na miejscu dawnej cytadeli i do dzisiaj dumnie wznosi się nad Lazurowym Wybrzeżem. Z pewnością skrywa wiele smaczków z życia rodziny książęcej, ale nieodpowiednim byłoby zagłębiać się w to bardziej. Godna polecenia jest ulica Avenue Princess Grace, gdyż jest jedną z najdroższych ulic świata. 1 m2 kosztuje tutaj nawet 200.000 USD! Z zewnątrz budynki wyglądają jak najpilniej strzeżone fortyfikacje na świecie. Czasami tylko z ich podziemi wysuwa się, wręcz płynie luksusowy, naziemny statek z szoferem. Nadmienić należy również o Fontvieille, dzielnicy po części zbudowanej na wodzie. Jest niezwykle luksusowa, bo jakżeby inaczej? To tutaj parkuje się statki oraz helikoptery, a nie samochody. Zamieszkali ją milionerzy, którym cienia dostarczają posadzone na dachach domów drzewa. Mieszkali tutaj Michael Schumacher, Lewis Hamilton czy też Luciano Pavarotti. I skoro przy wodzie już jesteśmy to znajduje się tutaj Port Fontvieille, w którym jachty wyglądają jak domy, a do ich obsługi zatrudnia się mnóstwo, ale to mnóstwo ludzi.

Znajduje się tutaj także Ogród Różany Księżnej Grace. Niezwykle romantyczne i zadbane miejsce, w którym rośnie ok. 150 gatunków tych kwiatów. Róże pachną niesamowicie, a ich zapach roznosi się po okolicy zakochanych. Powiem więcej, jest tutaj klub piłkarski AS Monako FC i posiada swój własny stadion Monaco, Stade Louis II. Po drodze można napotkać kaplicę Pokoju (La Chabelle de la Paix), kaplicę Nawiedzenia (Chapelle de la Visitation), bibliotekę, plac Św. Mikołaja, Muzeum Starego Monaco i kupujących najnowsze kolekcje z najdroższych domów mody na świecie. Luksus, pieniądze, prestiż, a nawet nieco hazard zalewają ulicę bez skrępowania. Wiją się niczym nici po okolicznych drogach i mają się bardzo świetnie. Są tutaj Ogrody św. Marcina, Pałac Sprawiedliwości, butiki, kamienista, piękna plaża, najlepszy szampan świata? Czy tak wygląda piekło? Jeśli tak to mogę w nim kiedyś uczestniczyć.

Spacerowanie jest lekkie i spokojne. Czasami nieco w górę, nieco w dół, ale w ciągu połowy dnia na spokojnie można obejść całość. Warto podejść na wzgórze, prawie do granicy z Francją by spojrzeć na wybrzeże, na jedwabistą i niebieską linię wody, która odbija od siebie najbardziej zuchwałe marzenia milionerów. Jednak ma jedną ogromną zaletę. Jest ciepła i można się w niej całemu zamoczyć. Nie słychać w niej odgłosów silników, gwaru miasta. Na plaży widać tylko osoby poubierane w rzeczy światowych projektantów, popijające wodę i relaksujące się. Reszta podziwia pewnie swój świat zza okien klimatyzowanych pomieszczeń, rozmyślając nad zakupem nowego modelu samochodu, samolotu?

To miasto państwo jest ładne, poukładane, modne i bogate, i nie wolno mu tego odmówić. I warto je zobaczyć na własne oczy, bo to świat zupełnie inny od naszego.

 

Jak się dostać do Monako z Nicei?

Wystarczy wsiąść do autobusu nr 100 na przystanku Le Port w Port Lympia i cieszyć się podróżą wzdłuż wybrzeża*, która zajmie około 40-50 minut. Bilet kosztuje 1,50 eur w jedną stronę. Autobus kursuje co ok. 15 minut od poniedziałku do piątku i co ok. 20 minut w weekendy. Wysiadamy przy przystanku The Port lub Monte Carlo Casino.

*ponoć jest to jedna z najpiękniejszych tras autobusowych w Europie