Inne spojrzenie na Pragę - miasto niezwykłych symboli

Niedaleko nas też może być pięknie. W momencie, gdy pojawiła się informacja, że PolskiBus rzucił na stronę internetową nową pulę biletów po 1 zł + 1 zł opłaty rezerwacyjnej nie było czasu na tracenie czasu. Wiedeń za 16 zł niestety nam nie wypalił – coś się pokisiło z systemem rezerwacyjnym oraz możliwościami płatniczymi (a tym razem mieliśmy wystarczającą ilość pieniędzy na koncie;). Szczęście w nieszczęściu – na Pragę się rzuciliśmy. Nie straszna była nam wizja siedzenia na czterech literach ponad 8 h, ponieważ z rzeczy niezbędnych do zabrania były książki do czytania. Zawsze można również trenować smoki w głupiej grze. ;)

Po dotarciu na dworzec główny w Pradze wymieniliśmy trochę złotówek i tutaj uwaga: lepiej wymieniać na obrzeżach niż blisko centrum bądź zabytków – można dużo stracić, bądź zyskać w zależności od tego, jak podejdziemy do tematu. Posiadając ichnie knurki, czyli korony czeskie można szaleć i poszukiwać Krteka. Pierwszym, przypadkowym punktem postojowym była synagoga z bardzo osobliwymi tabliczkami. Na każdej z nich znajdowała się pewna dziękczynna modlitwa bądź najzwyklejsze, ale szczere podziękowania „za coś”.

Kontynuując odwiedzanie osobliwości czy też osobistości trudno nie przypomnieć sobie o kredkach, zabawkach drewnianych czy Kreciku. Dla mnie jest to fantastyczny symbol Czech – bardziej urzekający niż piwo. Każdy z nas chyba pamięta słynne „Ahoj!” i wynurzającego się ze swej norki gryzonia. Swoją drogą czeskie „Ahoj!” do tej pory nieźle wymawia pani Wondraczkowa. ;) Krecik kumpli, m.in. zająca i jeżyka. Do tej pory pamiętam jedną scenę, gdy Kret pił piwsko – prawdziwe czeskie piwo – z kumplami i koniec, końców urwał im się film. Wspaniała bajka dla dzieci. ;) Dla mnie facet jest nieziemski i pozwoliłam sobie na zdjęcie z gwiazdą filmową.

Praga to przede wszystkim pokaźny i zadbany  Rynek Staromiejski niedaleko Mostu Karola, na którym wystawiają się artyści malarze, kreślarze i Ci bardziej hałaśliwi ze skrzypcami i trąbkami. Zmierzyć się można z Praskim zegarem astronomicznym o ogromnej urodzie. Przyznam, że przez kilka minut gapiliśmy się jak sroka w gnat, tak nas on oczarował. Symboliki i tutaj można się doszukiwać – na pierwszy rzut oka trudno zauważyć upływający czas, ponieważ doszukujemy się tegoż czasu… Tracąc go!

Czeska historia zawiera całkiem pokaźny epizod Husycki, który Sapkowski barwnie opisał w Trylogii Husyckiej (A. Sapkowski, Narrenturm). Pomnik Jana Husa na rynku staromiejskim dumnie podsumowuje nieudane krucjaty przeciwko czeskim heretykom i zupełnie to nie kontrastuje z okazałą katedrą w tle. Były prowadzone ze względów religijnych pomiędzy husytami, a Luksemburgami na terenie Czech z błogosławieństwem papiestwa.  Bardziej znane postacie to Jan Hus, Zygmunt Luksemburski, Wacław IV, Prokop Wielki. Wojny husyckie znajdziesz w trylogii wyreżyserowanej przez Otakar Vávra: Jan Hus(1954), Jan Žižka(1955) oraz Proti všem(1956).

„Koniec świata w Roku Pańskim 1420 nie nastąpił.

Nie nastały Dni Kary i Pomsty poprzedzające nadejście Królestwa Bożego. Nie został, choć skończyło się lat tysiąc, z więzienia swego zwolniony Szatan i nie wyszedł, by omamić narody z czterech narożników Ziemi. Nie zginęli wszyscy grzesznicy świata i przeciwnicy Boga od miecza, ognia, głodu, gradu, od kłów bestii, od żądeł skorpionów i jadu węży. Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały.<

Ale i tak było wesoło."

Praga jak każda inna stolica posiada Muzeum Narodowe. Taki przybytek z definicji powinien reprezentować szeroko pojętą kulturę (niekoniecznie bakterii), klasę, powinien posiadać aparycję i swoją własną historię. Tak również było i tym razem. Budowla ogromna, dumnie podpisana: Muzeum Narodowe. To, co znajdowało się 10 metrów od kultu sztuki załączam na lewym zdjęciu. Nie chcę nikomu ubliżać, ale pachnie mi to starymi, niekoniecznie dobrymi czasami. Kojarzy mi się z pewnym, podobnym budynkiem w Warszawie. Kiedy wysiądziecie z metra i skierujecie się w stronę paskudnego dworca pkp to na pewno doświadczycie magii i kunsztu tego budynku. Usytuowanie Muzeum Narodowego w Pradze jest bardzo wymowne przy głównym placu miasta: placu Wacława.

Praga to niezwykłe pomniki, na które czasami natrafia się przypadkiem, a czasami z przerażeniem człowiek widzi „drugie dno”, które nie musi być dnem z dziesięcioma metrami mułu. Wyszukanie iskierki, która ma nam coś przekazać jest pasjonujące, ale okrycie prawdy wiąże się też z pewną nostalgią. Pod tym względem jest to niezwykła stolica naszych południowych sąsiadów. Spacerując Pragą nie zdziw się, gdy wejdziesz w świat gigantycznych grzybów bądź wiszących ludzi. Za dnia to może jest śmieszne, ale mimo świadomości występowania takich „urokliwych” delikwentów zastanawiałam się kilka razy podczas wieczornych spacerów, czy aby na pewno nikt sobie „nie dynda” i nie odbiera życia.

Aby spuentować dzisiejszą notkę przedstawię po kolei to, co wywarło na mnie największe wrażenie…

MIEJSCE III

Mam ogromny problem z interpretacją. Spacerujesz pięknym, zabytkowym miastem. Nie walają się po nim śmieci, a ludzi są szczęśliwi; zabiegani, ale uśmiechnięci. Idziesz, idziesz, a tu nagle wyrasta… No właśnie? Zszokowana kobieta w ciąży, która płacze? Która rodzi?! Która ma jakieś problemy? Niektórzy interpretują ją jako striptizerkę. Bardzo alternatywne zwiedzanie, a na pierwszy rzut kłania się odrzucenie i obrzydzenie. David Černý znów szokuje w samym centrum Pragi. Artysta niezwykle kontrowersyjny, który pozwala na dostanie się do łona kobiety, o czym świadczy nazwa „In Utero”. 6 metrowa rzeźba, której można zaglądnąć do środka…

MIEJSCE II

Twarz – niespokojna, pełna napięcia buzia dziecka. Pierwsze, co wpadło mi do głowy to Orwell i możliwość podglądania ludzi w każdej sytuacji. Big Brother, ale gorszy. Gorszy, brutalniejszy, bo w naszych głowach, od maleńkości, od najmłodszych lat. Bez możliwości zmiany decyzji bądź przedsięwzięcia własnego imperatywu. Przerażający, ale dobry. Kłaniam się autorowi. (Dodam tylko, że Bobasy te usytuowane są w malowniczej części miasta nad Wełtawą w Kampa Parku). Autor? Ponownie David Černý.

MIEJSCE I

Najwspanialszy pomnik o bardzo wymownym przesłaniu. Wspaniały i genialny mimo tego, iż przedstawia Ofiary Komunizmu. Znajduje się on u wejścia na wzgórze Petřin przy ulicy Ǔjezd w dzielnicy Malá Strana. Autorem jest Olbram Zoubka oraz Jan Karel i Zdenka Holzel. Niby nic – siedem figur rozstawionych na schodach u wejścia do parku. Te ciała im są dalej od siebie wydają się bardziej zniszczone, „zepsute”, jakby coś pożerało je od środka. Tracą kończyny, ich ciała wraz z oddalaniem się od widza stają się puste, pozbawione duszy. Wzdłuż centrum pamięciowego biegnie taśma wykonana z brązu, która określa szacunkową liczbę osób dotkniętych komunizmem – ok. 205 tys. aresztowanych, ok. 4500 osób zmarłych w więzieniach, ok. 600 „figur” zastrzelonych. Na brązowej taśmie wyryto napis:

„Pomnik ofiar komunizmu jest przeznaczony dla wszystkich ofiar, nie tylko tych, którzy zostali uwięzieni lub zamordowani, ale także tych, których życie zostało zrujnowane przez totalitarny despotyzm.”

Nawet Pomnik Holocaustu w Berlinie nie wywarł na mnie takiego wrażenia…