Hiszpańska elegancja – Palma de Mallorca!

Grudzień zeszłego roku. Zimno, buro i ponuro. Beznadziejnie, a w szczególności w dużym mieście, w którym rzadko można spotkać roześmianego psa tarzającego się w rdzawych i brunatnych liściach. Niekiedy przebijają się przez chmury promienie słońca, które rażą swoją mocą i przypominają o tym, że gdzieś na świecie jest teraz pięknie. Czy mogliśmy się oprzeć biletom za 13 euro w dwie strony z Berlina do Palmy na Majorce? Oczywiście, że nie! Majorka na weekend to wspaniały pomysł!

Zima zbliżała się wielkimi krokami, więc moment na złapanie odrobiny ciepłego powietrza był idealny. Palma de Mallorca to stolica wyspy na południe od Barcelony sąsiadujące z Morzem Balearskim. Co to oznacza? Krystalicznie czyste wody, delikatny piasek, strzeliste klify, romantyczne zachody słońca, hiszpańskie, orzeźwiające wino. Sama stolica wyspy to miejsce niezwykle klimatyczne. Gdzieniegdzie z ogromnym pędem śmigają fiaty 500 z Hiszpankami, które podczas prowadzenia auta poprawiają makijaż. Uliczki są wąskie, a w nich poustawiane są donice z kwiatami i małe stoliki z krzesłami przy których paruje gorąca kawa, a dym papierosowy drażni nozdrza.


Atmosfera jest lekka i nienachalna. Każda jedna kawiarnia, którą mijamy po drodze kusi słodkościami, a część z nich to składy starych, pokurzonych książek, które czekają na odrodzenie. Miasto jest oświetlone błyskającymi lampkami i powoli czuć tutaj nastrój zbliżających się świąt. Mieszkańcy poszukują prezentów, biegną po zwykłe, codzienne zakupy, rozmawiają ze swoimi bliskimi przez telefony komórkowe i odważnie się śmieją. Mają w sobie pewną dozę szyku i elegancji. Niedbale zarzucone na ramiona cienkie szale w odcieniach szarości kontrastują z wyrazistymi kolorami kurtek. Obcasy stukają o bruk, a po deptaku niezauważenie suną biegacze walczący o każdy metr treningu. Na Rambli życie tętni swoim rytmem i rozchodzą się smaki z okolicznych restauracji. Tradycyjny, szeroki deptak w większości miast jest miejscem, w którym można spotkać żonglerów, sprzedawców balonów oraz zobaczyć życie przeciętnego mieszkańca Palmy. Rambla jest otoczona platanami, które swoją obecnością wprowadzają nastrój nostalgii i przemijania.

Zamek królewski Palacio Real de la Almudaina położony jest tuż nad wybrzeżem. Dumnie powiewa na nim hiszpańska flaga, a wokół piętrzą się palmy. W stawie pod schodami prowadzącymi na dziedziniec leniwie pływają łabędzie. Już z daleka widać, że jest to ulubione miejsce schadzek zakochanych par, a także idealna sceneria do wykonania reportażu ślubnego.


Kilka kroków dalej znajduje się Catedral de Santa Maria de Palma de Mallorca. Za dnia majestatyczna, spod jej stóp rozpościera się przepiękny widok na morze, ale to wieczorem i nocą pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Gdy zapadnie zmrok jej wrota otwierają się by wpuścić wiernych, którzy sami wchodzą do czeluści piekieł. Ze środka wylewa się czerwień i żółć, które są niemal oślepiające. Zapalone są wszystkie żyrandole oraz lampy, a ołtarz podświetlony. Jest to zjawisko niezwykle kontrastowe, bo wydawać by się mogło, że wejście do Katedry La Seu będzie wydarzeniem lekkim i niezauważalnym. Dzieje się zupełnie na odwrót. Ciemność, która powoli zaczyna zalewać miasto w grudniu jest przytłaczająca i otwarcie drzwi do rozświetlonego kościoła bynajmniej nie przypomina wejścia do raju. Przypomina mi to bitwę pod Czarną Bramą we Władcy Pierścieni z tą różnicą, że tutaj nikt sobie nie skacze do gardeł. Atmosfera jest podniosła i wyczuwalna niemalże przez skórę. Jest to jedne z tych zdarzeń, które następują niezauważalnie, ale wywołują dreszcze, zachwyt i zdziwienie za jednym razem. Sama ceremonia w środku to już msza – nic zaskakującego, ale element zaskoczenia przy otwarciu bram był niesamowity.

Później czeka nas spacer brzegiem morza, a idziemy przy samym porcie jachtowym, w którym zacumowane są małe łódeczki, łódki i luksusowe jachty. Bujają się w rytm fal, a zachodzące słońce powoli zakrywa ich świetność. W tym momencie wcale nie jest imprezową częścią Palmy. Teraz Marina to miejsce, w którym na spacer wychodzą właściciele swoich czworonogów oraz biegacze. Nie ma żadnych zabaw ani śmiechu. Wszystko jest stonowane, a kluby, które w sezonie są pewnie otwarte do rana są pozamykane na kilka spustów. Jedyne, czego można oczekiwać to ludzi, którzy w swoim zakresie dzierżą pod pachami butelki wina, a w materiałowych torbach pobrzękują im kieliszki. Park de la Mar to właśnie jedno z tych miejsc, w którym można wieczorem wyznawać miłość, uwielbienie i oddanie.

Majorka na weekend w zimie to fantastyczny pomysł na chwilę relaksu, oddechu i złapania ciepłoty, która pozwoli na przetrwanie największych mrozów.