Tam, gdzie diabeł mówi „dobranoc”…

Odgłosy piekieł wydobywają się z czeluści wypełnionej po brzegi śmierdzącą breją. Z samego dna świata, na którym żyjemy wychodzi na światło dzienne odór zgniłego jaja, zjełczałego masła i zepsutego mięsa. Diabeł jest na tyle odważny, że przywołuje do siebie inne demony i razem stawiają okolicę na sztorc. Bezczelne i nachalne w swoich działaniach. Rozsiewają na okoliczne wioski dym by ukryć swoje szemrania. Śmierdzący dym, którym nawołują do złego z daleka. Bardzo daleka. W okolicy rozchodzi się smród, odór, a oczy zaczynają łzawić. Nie pomaga zakrywanie nosa dłonią, ani krzywe spojrzenia. To miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc. To bulgoczące gejzery na niewielkiej wyspie rzuconej w czeluści Oceanu Atlantyckiego.

Tak powita Cię piekło na Sao Miguel. Bramy do najczarniejszego ze snów znajdują się w Furnas. To tutaj znajduje się skupisko dziur w ziemi, które albo delikatnie i ze smutkiem pykają fajeczkę albo sążyście wydobywają z siebie to, co znajduje się w wulkanicznym piekle. Najlepszą radą jest to, aby przypadkiem palucha nie kłaść do środka. Nie mniej, sami Portugalczycy latają namiętnie na Azory zawsze posiadając w torbie strój kąpielowy oraz ręczniki, a także klapki. Trudno jest nie dotrzeć do miejsc, w których można zażyć kąpieli w gorących źródłach, źródłach geotermalnych. Najbardziej urokliwe są te dzikie. Takie, przy których myślimy, że to my jako pierwsi je odkryliśmy. I nie, nie musi być to prawda, ale ile daje nam satysfakcji taka kąpiel! Poniżej spis miejsc, w których się kąpaliśmy, a także tych, którymi jesteśmy nadal zachwyceni.


 

Poça da Dona Beija

Kompleks pięciu basenów wkomponowanych w azorski las. Bilet wstępu kosztuje jedyne 3 euro (dzieci 2.5 euro), co nie jest ceną wygórowaną. Pluskać, kąpać się i moczyć zmęczone zwiedzaniem stopy można do oporu. Nie ma pojęcia „limit czasowy”, więc przyjemność kąpieli jest ogromna. Baseny mają różną głębokość. Rozpoczynając od 50 cm kończąc na ok. 150 cm. Podczas każdej z kąpieli nad naszymi głowami szumiały palmy i zawadiacko zaczepiały nas liśćmi. Całość jest zadbana, a tuż obok basenów rosła trawa oraz przeróżne kwiaty. Baseny same w sobie również były niezwykłe. Nie są to dziury wyłożone folią ani nie są wybetonowane. Wyściółką takiego basenu są gładkie kamienie, z których wykonano również bariery. Woda nie jest krystalicznie przejrzysta. Ma odcień bury, czerwony, rdzawy. Brudzi od pierwszej styczności, a to, co na nas zostaje to nic innego, jak minerały, które krążą w naturalnie gorących źródłach. Z tego powodu takie miejsca są nazywane rajskimi basenami albo basenami młodości i trudno się z tym nie zgodzić. Kąpiel w takim miejscu to pożytek dla kondycji skóry, organizmu oraz dla zdrowia psychicznego, bo przecież każdy wychodzi zadowolony po tak wspaniałym relaksie. Wydawać by się mogło, że co to niby jest? Każdy może pójść na basen w Polsce, ale… Czy w Polsce na basenie będą nam ćwierkać ptaki nad głowami? Będą szumieć palmy i inne egzotyczne drzewa? Gdzie znajdziemy równie cudowną atmosferę, podczas której z zamkniętymi oczami będziemy marzyć o kolejnych wojażach, a w między czasie relaksować obolałe stopy? Otóż nie w Polsce, więc Poca da Dona Beja wygrywa i bije nasze kąpieliska na łeb, na szyję! Ale…Kim była Dona Beja? Nie brzmi ta nazwa przypadkiem, jak imię i nazwisko? Dona Beja była brazylijską gwiazdą opery mydlanej swego czasu mającej duży rozgłos w Portugalii. Wieść niesie, że nasza bohaterka uwielbiała zażywać kąpieli pod malutkim wodospadem i to właśnie ona była inspiracją do przemianowania nazwy. Jedynym mankamentem albo wręcz zaletą jest to, że za ciepłą wodę po wyjściu z basenów pod prysznicem należy dopłacić 1 euro, ale… Czyż nie powtarzano nam, że aby cieszyć się przez wiele lat jędrną i napiętą skórą należy fundować sobie zimny prysznic po gorących kąpielach? Wybór należy do Ciebie, jednak my wybraliśmy młodą, napiętą skórę. Szczerze polecam to miejsce, gdyż znajdzie się tam również mały basenik dla najmniejszych szkrabów, a także mini wodospad, pod którym szum zagłuszy Twoje własne myśli. Więcej informacji tutaj: www.pocadadonabeija.com

Monumento Natural da Caldeira Velha

Wyobraź sobie, że jesteś w bajce… Takiej prawdziwej, najprawdziwszej bajce. Są tam piękne konie, wspaniałe wybrzeża oraz strome klify. Krowy pasą się niespiesznie, świeci słońce, a kilka baranków z rozleniwieniem i przeciągłym ziewaniem przemieszcza się po niebie. Wchodzisz przez wielką bramę (od razu po wejściu zapominasz, że za wstęp zapłaciłeś jedyne 2 euro) i przenosisz się do innego świata. Specjalnie dla Ciebie rozłożono czerwony dywan, który tutaj jest równą i zadbaną ścieżką w dżungli. Twoja podróż trwa najwyżej kilka minut, gdyż jesteś niegodzien aby się męczyć. Gdy miniesz jeden z zakrętów Twoim oczom ukaże się bogaty kompleks z budową wyspy, na której się znajdujesz, informacją o żyjących tutaj zwierzętach, a rosnących roślinach. Zrozumiesz jaki panuje w tym akurat miejscu klimat i dlaczego taki, a nie inny. Tuż po subtelnej dawce wiedzy z ogromną przyjemnością zanurzysz swoje ciało w gorącej (ok. 40°C) wodzie, która z namaszczeniem będzie omywać Twoje ciało. Znowuż nie będzie ona klarowna, ale… Pełna składników, które zamienią Twoje życie w prawdziwą bajkę. Opodal palmy będą wachlować Cię i trząść się na wietrze. Tuż obok rozgadane ropuchy będą próbowały namówić Cię do niecnych czynów, lecz jak na prawdziwe chochliki przystało – nie pokażą Ci swoich żabich obliczy. Kilka metrów dalej z odwieczną radością malutkie, mini dziurki w ziemi będą wydobywać z siebie siarkowe oddechy. Gdy już minie godzina albo i dwie, a Ty znudzisz się ciągłym siedzeniem i relaksowaniem się to masz jeszcze dodatkową atrakcję. Główną atrakcję, która orzeźwi ciało i zmysły. Wystarczy postąpić kilkanaście metrów i kilka schodków dalej by oddać się uciesze obmywania ciała pod wodospadem. Niech Cię nie zmyli pierwsze skojarzenie jakoby woda w wodospadzie miałaby być zimna i odrażająca! O nie! Jest letnia, a gdy się zanurzysz w wodzie będzie gorąca i ponownie zacznie rozpieszczać Twoje zmysły. A wszystko to w atmosferze deszczu, który wielkimi i ciężkimi kroplami chłodzić będzie Twój umysł. Brzmi jak bajka? Bynajmniej… To Monumento Natural da Caldeira Velha. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli mi nie wierzysz, jedź sam i przekonaj się, że nie jest to złudzenie, lecz rzecz namacalna będąca czystą rozpustą.

Sao Miguel to wyspa, na której należy szukać skarbów Matki Natury będąc zaopatrzonym w ręcznik, strój do kąpieli i zapał. Zawsze miej ten zestaw przy sobie. Z pewnością Ci się to opłaci. My postanowiliśmy się udać na krótką wycieczkę do Wodospadu Saldo do Cabrito. Wyjście z punktu początkowego to nic innego, jak wyjście w pole. Trasa prowadzi przez pole, na którym oczywiście pasą się krowy. Niezrażone naszą obecnością pomachały nam ogonami na do widzenia. Szlak był oznaczony, a trasa przyjemna, lecz nie polecamy jej przebywać w klapkach plażowych. Ścieżka była „delikatnie” zniszczona, co objawiło się to poprzez koleiny, błoto, dziury i powywracane, a także powyrywane z korzeniami drzewa. Jakby nie patrzeć, była to manifestacja huraganu, która dla mieszkańców był zwykłym podmuchem wiatru, a dla roślinności siłą destrukcyjną. Po spacerze w dół, który trwał niecałą godzinę, doszliśmy do małego budynku. Za nim należy przejść przez rzeką po rozchybotanym moście, a następnie iść wzdłuż rury. Trasa wiedzie po ażurowym podeście z balustradą. Konstrukcja wydaje się nie być solidną, ale jest godna zaufania. Najwspanialszym momentem jest ten, gdy przechodzimy obok wodospadu i patrzymy na miejsce, w którym woda rozbija się z hukiem z samej góry. Wrażenie niesamowite i wtedy można próbować złapać się mocniej za podporę. Krajobraz jest ujmujący i czarujący. Dziki wodospad, którego energia częściowo zostaje wykorzystana na produkcję prądu to byt niezwykły. Woda jest orzeźwiająca i chłodna, a jego huk roznosi się po okolicy. Miejsce warte nie tylko zobaczenia, ale również kąpieli bądź zamoczenia stóp w orzeźwiającej wodzie. Więcej informacji tutaj.

Lagoa do Furnas

Miejsce, w którym diabeł mówi „dobranoc”. Miejsce, w którym sam diabeł ugotuje dla Ciebie obiad. Brzmi nieprawdziwie, ale w rzeczy samej dzieją się tam cuda. Wystarczy, że do jamy demona wsadzi się odpowiednio skonstruowane naczynie, w którym umieści się najlepsze kąski warzyw i mięsa. Po tym odważnym czynie należy poczekać około 8 godzin by móc raczyć się daniem wybitnym w swej prostocie. Przygotowanym przez samego diabła. Takie naczynie umieszcza się do specjalnie przygotowanych, ówcześnie wykopanych otworów. Zakrywa się je albo zasypuje, wbija tabliczkę z oznaczeniem (nazwą restauracji) i czeka. Na końcu otrzymuje się Cozido do Furnas, czyli rzeczoną wyżej potrawę. Prócz tego, że jest to smakołyk to w dodatku ogromna atrakcja. Jest to gotowanie za pomocą sił natury. Prawda, że pomysłowe i genialne?

Caldeirinha de Pêro Botelho

Znowu diabeł we własnej osobie. Tym razem bardzo przerażający i oglądany z daleka. I znowu w Furnas. Największy, najbardziej głośny, najokropniejszy, a nawet najbardziej śmierdzący twór Matki Natury. Pêro Botelho to szesnastowieczna nazwa na samego diabła. Z jego gardzieli dobiegają głosy palonych na żywym ogniu ofiar. Są to jęki tak wyraziste, aż słyszalne z daleka. Śmierdzi palonymi paznokciami oraz włosami. Wokół rozpływa się chmura dymu, która delikatnie odsuwa ten proceder od naszych anielskich oczu. Wokół swój prym wiodą inne chochliki i małe demony, które uczą się od samego króla piekła. Czy tak wygląda życie po życiu w otchłani zła? Bardzo możliwe, ale nie można się go ulęknąć. Trzeba wyściubić nos poza ten proceder i działać wedle swoich zasad, a być może wtedy diabeł nas nie złapie. To miejsce na obrzeżach Furnas jest punktem koniecznym do odwiedzenia. Niezbędnym, by zapamiętać czym ta wyspa faktycznie jest. Diabłem i Aniołem rzuconymi na samym środku Oceanu Atlantyckiego.