Za co nie cierpię Ha Long?

Czytałam różne opinie o Ha Long Bay i są one skrajnie różne: ludzie chwalą to miejsce, bo jest piękne i niepowtarzalne. To prawda. Inni go nie lubią, bo dużo turystów tam było w czasie, gdy sami tam przebywali, bo śmietnisko i nieporządek. To też prawda. Niektórzy napisali, że w sumie to jest w porządku, ale bez szaleństw. I to także jest prawda, bo ile jest osób tyle opinii jest na świecie i dzięki temu nie jest nudno, ale… Ja mam jedno wielkie „ale” do konkretnej przestrzeni w tym mieście.

Otóż w południowej części miasta Ha Long znajduje się kompleks Ha Long Complex, do którego trafiliśmy po naszej podróży z Ha Giang. To właśnie tam usiedliśmy przed 6 rano pod palmami, które miały swoje numery. To nie żart, te wszystkie wsadzone, umieszczone w nieprzypadkowych punktach drzewa miały swoje numery. I wiem, że miejsca nie były przypadkowe, bo wystarczyło się oddalić, by zobaczyć szyk i tę modę, która możliwa jest do zaobserwowania na najbardziej obleganych, tajskich plażach. Ustawienie tych palm było dobrze przemyślane, bo wystarczyło minimum wyobraźni by zobaczyć, że przy idealnej pogodzie z zerowym zachmurzeniem to pod nimi turyści będą pić swoje drinki z palemkami. I wiem, że takie aranżacje wykonywane są na całym świecie.

Idąc dalej. W tym całym kompleksie powstały budynki. Swoista enklawa dla bogaczy. Te budynki wyglądają fenomenalnie pod warunkiem, że podstawiłabym je w Danii albo w Szwecji. Kolorowe, z pięknymi oknami, sklepami i barami, a z okien widać kolejne, ponumerowane palmy. Robotnicy ciężko tam pracowali, wykładali kostkę brukową (kostka brukowa w Wietnamie!!!), wylewali asfalt, wykańczali elewacje i malowali. Malowali raj, który w Wietnamie nigdzie nie istnieje i, po którym jeżdżą nowe mercedesy. I owszem, jest to forma zatrudnienia lokalnej ludności do pracy. Ludzie zarabiają za swoją pracę na swoje utrzymanie. Wokół jest ład i porządek. Są nawet znaki drogowe, które znane nam są z Europy. Kompleks jest potężny i budowany z rozmachem. Będzie tam wszystko: dyskoteki, ogromny park wodny na najlepszym poziomie, droższe sklepy i myślę, że bez problemu uda się tam kupić dmuchanego krokodyla dla dzieci. Czy też flaminga, bo chyba teraz te różowe stworzenia są modne?

Żeby była jasność. Każdy spędza swój wolny czas tak, jak mu się podoba. Nie neguję tego, ale proszę mi nie wciskać opowieści, że ja byłem w Wietnamie, było cudownie, bo i niemieckie piwo kupiłem, i wódki się napiłem, i kawę z ekspresu mieli, miękkie materace, złote klamki tylko pokojówka czasami brzydsza była… Bo to nie jest Wietnam. Wietnam jest 500 metrów dalej w rozpadającej się budzie. Kropka.