SA-PA! I pola ryżowe!

Po bardzo wczesnym poranku na lotnisku w Noi-Bai w Hanoi, okraszonym łaskotaniem mnie po stopach przez dzieci, wyruszyliśmy na mały spacer, aby się tylko stamtąd wydostać. Pół godziny wcześniej padał deszcz, więc powietrze było mokre, przesiąknięte okolicznymi zapachami kwiatów, traw i cudacznych krzaków. Bardzo dobrze pachniało to powietrze, choć na samym początku zawsze trzeba się przyzwyczaić do wysokiej wilgotności, w której najpierw staramy się unosić na powierzchni, a później spokojne oddychanie przychodzi z czasem, niezauważalnie. Spacerem doszliśmy na skrzyżowanie ulic AH14 i QL2A, wcześniej próbując złapać stopa, ale bezskutecznie. I to było to! Zapachniało uliczną kuchnią, pojawił się wszędobylski gwar, szaleństwo na drogach. Ja to nazywam pierdolnikiem i to jest to słowo, które najlepiej oddaje tę atmosferę. Lubię to! I teraz tak. Plan był taki, żeby od razu przedostać się do Sa-Pa na północ Wietnamu, gdyż północ Wietnamu sama w sobie była naszym celem poprzez wiele pozytywnych opinii wyczytanych w internecie oraz zasłyszanych od naszego kolegi Mateusza.

I jeśli chodzi o transport. Lubię w takich krajach to, że moje problemy same się rozwiązują. Niepotrzebna jest znajomość języka angielskiego, wietnamskiego czy też khmerskiego. Bez tego się dogadasz bezproblemowo. I tak, po zrzuceniu z siebie plecaków na pobocze nie dość, że staliśmy się mini atrakcją dla lokalnej ludności to poprzez machnięcie na autobus jadący do Sa-Pa zaczęliśmy się tam w końcu przemieszczać. Było to doświadczenie niesamowite, ponieważ na wejściu dostaje się plastikową siatkę (Wietnam plastikiem płynie!) na buty, w środku są dywany, klimatyzacja, a cały autobus to pomieszczenie z kuszetkami. Nie jestem w stanie opisać słowami, jak nam to było potrzebne po locie z Pekinu do Hanoi i kilku godzinach na lotnisku. Ponadto, każdy podróżnik otrzymuje kocyk. Czujecie to? Kocyk w kraju tropikalnym! Kocyk służy do nakrycia się podczas podróży, aby nie było nam zimno i mnie przeważnie zimno nie jest to tym razem z kocyka skorzystałam. Cudownie się spało. I druga ważna informacja, jeśli mowa o przemieszczaniu się. Jeśli mapy google pokazują, że z lotniska do Sa-Pa podróż zajmie Wam 5-6 godzin to tak jest i należy się z tym pogodzić. To nie ma znaczenia, że mamy do pokonania zaledwie 270 km. Ta podróż tyle będzie trwać, ponieważ nie zawsze na naszej trasie pojawi się asfalt, a co 5 minut będziemy zgarniać każdą osobę, aby zarobić nieco więcej i kogoś podrzucić nieco dalej. Trzecia informacja: kierowca wie lepiej, gdzie chcesz pojechać. Najprawdopodobniej w Ga Bao Ha zostaliśmy po wietnamsku poproszeni o opuszczenie autobusu, ponieważ kierowca nie zdecydował się jechać dalej. Prawdopodobnie nie miał wystarczającej klienteli. W związku z tym, przehandlował nas do innego busa, zapłacił kierowcy za nasze bilety, wsiedliśmy i dojechaliśmy do Sa-Pa. Naprawdę, życie mi to ułatwiło. Stało się to niby za naszymi plecami, ale na widoku naszych oczu i mnie takie rozwiązanie bardzo pasowało. Podróż kosztowała ok. 240.000 VND 1 bilet, niecałe 40 zł, była komfortowa i całkiem udana. Polecam ten sposób podróży!

Sa-Pa samo w sobie to na dzień dobry kurort. Miejsce turystyczne dla Wietnamczyków i obcokrajowców z jeziorem na środku, po którym pływają rowery wodne w kształcie łabędzi. Trochę zdezelowane są te plastikowe ptaki, ale pierwsze, co przyszło mi do głowy: wietnamskie Mielno w górach! Znalezienie noclegu poza sezonem to nic trudnego, a ceny w centrum miasta są przystępne. My nasz nocleg znaleźliśmy w 10 minut, przy czym wcześniejsze 8 minut wybrzydzaliśmy nieco. Za nocleg na 1 noc zapłaciliśmy 400.000 VND, co w trakcie podróży okazało się dosyć wygórowaną ceną.

W Sa-Pa (przez lokalnych mieszkańców wymawiane, jako: Saaa-Paaaaaaaa) jest dużo turystów, a powód jest prozaiczny. Wystarczy wyjść poza obręb miasta, a naszym oczom ukażą się jedne z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałam. Pola ryżowe, bo o nich mowa, to specjalnie przygotowane pod uprawę tarasy z pełnym nawadnianiem. Pośród tych tarasów są wytyczone szlaki, po których można spacerować i wspinać się, ale na nas patrzono raczej ze zdziwieniem…

Ryż. Roślina z rodziny wiechlinowatych niesamowita pod każdym względem! Mamy ok. 800 gatunków ryżu i występuje on głównie na terenach gorących, ciepłych na całym globie ziemskim. To, co widać na zdjęciach to ryż siewny, który rok w rok wykarmia ok 1/3 ludności na świecie. Tak, te małe, białe ziarenka to podstawowy składnik diety dla 33% z nas. I tak, jak wyżej: ryż wymaga dużo wody i bardzo lubi ciepło. Każde pole ryżowe jest otoczone wałem, dzięki któremu kumulowana jest woda, a najczęściej takie miejsce to taras ryżowy. Ryż sadzony jest na terenach gliniastych, gdyż glinę możliwie łatwo udaje się kształtować, a także dlatego, że glina swój kształt utrzymuje. Bardzo często wykorzystuje się naturalne ukształtowanie terenu, jak pagórki, tereny górskie do uprawy ryżu, a także płynące nieopodal rzeki lub strumienie. Ich nurt jest kierowany na tarasy ryżowe, a część wałów w dwóch, trzech miejscach ma punkty melioracyjne. Gdy nie jest to możliwe, zdarza się, że właściciel takich pól doprowadza wodę poprzez węże, ale na terenach górskich najczęściej wykorzystywane są naturalnie występujące strumienie wody. I koniec. To w zasadzie jest cały opis tarasu ryżowego z punktu technicznego, ale jeśli mowa o ich urodzie to jest ona zachwycająca. Ryż wygląda jak wielka, gęsta trawa, która z natchnieniem przegląda się w swoim odbiciu. Jest piękny, tworzy piękne krajobrazy i mieni się w słońcu przy pomocy lustra wody. Faluje tańcząc, tańczy falując.

 „Dojrzewające ziarna ryżu pochylają głowy”.

przysłowie japońskie

 Upał. Okrutny i nie do zniesienia. Wilgotność na poziomie 90%. Żar lejący się z nieba. Jeśli chcielibyśmy uprawiać ryż to byłaby to praca po kostki lub kolana w błocie w wyżej opisanych warunkach. Praca ciężka, czasami nieznośna, ucząca cierpliwości i pokory, która ma swoją głębię. Ile kosztuje ryż? Ryż z marketu to kwota od 2 do 5 zł za opakowanie, prawda? 1 kg ryżu czerwonego kosztuje od 12 do 15 zł. Ryż jaśminowy można kupić za 9-11 zł za 1 kilogram. Nie będę się rozpisywać tutaj nad ziarnami z upraw biodynamicznych, ekologicznych i innych, bo nie to mam na celu. Generalnie, ryż jest tani, prawda? Sycący, szybko się gotuje (z reguły) i pasuje do wielu dań, ponieważ zjadamy go na słodko, słono, a co niektórzy ryż potrafią ukisić. Jednak uprawa i produkcja ryżu do łatwych nie należy.

 

Ryż kwitnie i aby mógł z siebie wydać kwiaty potrzebna jest temperatura między 22, a 30 st.C. Dojrzewa w temperaturze nieco niższej, bo w 20 st.C. Zwykle, bo odmian ryżu trochę jest, więc te temperatury zależne są od rodzaju ziaren, które są uprawiane. Początek życia ryżu, wiek niemowlęcy to zwyczajne wysianie ziaren ryżu. Po ok. miesiącu z ryżu kiełkuje liść, co daje nam małego, przedszkolnego podlotka. Są to tak zwane siewki i to właśnie siewki należy zebrać z miejsca kiełkowania i rozsadzić na tarasach ryżowych. Przesadza się je i rosną one zanurzone kilka, kilkanaście centymetrów pod wodą. Po posadzeniu ryżu, wzrasta on ok. 2-3 miesiące, a w między czasie trwają zabiegi pielęgnacyjne, czyli zwykłe wyrywanie chwastów. Ponownie, z wielką ostrożnością by nie połamać liści, należy wejść na pole ryżowe i je oczyścić. Oczyszczanie przebiega za pomocą małej maczety, która jest zakrzywiona i przypomina nieco nasz sierp. Dodatkowo, wały tarasów ryżowych są podmywane i niszczone przez przepływającą wodę, a te należy naprawić, by ryż miał optymalne warunki do wzrostu. Wszystkie te czynności wykonuje się ręcznie. Nie wykorzystuje się maszyn, więc jest to zajęcie bardzo pracochłonne. Na 10-14 dni przed zbiorami z pól ryżowych spuszcza się wodę i czeka, aż zżółknie. W tym momencie jest to dorosły ryż, który wystaje ponad poziom wody, a ze środka wystaje kłos tak samo, jak jest to widoczne w pszenicy (ta sama rodzina roślin). Po tym czasie, ryż jest zbierany i następuje proces suszenia, który ponownie trwa od 10 do 14 dni. Po etapie suszenia, prażenia, łuska ryżu otwiera się i pojawia się małe, białe oczko, które wszyscy znamy. Następnie ryż się obrabia albo i nie, możemy nabyć ryż oczyszczony i nieoczyszczony. Cała produkcja ryżu zależna jest od gatunku, a także od panujących warunków atmosferycznych. Podsumowując: uprawa ryżu jest bardzo wymagająca, a jak wygląda ryż w pełnej krasie można zobaczyć w Wietnamie m.in. w Sa-Pa.

I ryż mnie zachwycił. Jest niepozorny, ale to on wiąże ludzi do siebie, ponieważ właściciele poletek sobie pomagają, a niekiedy całe wioski pracują przy ryżu. Niesie on ze sobą też zagrożenie, bo to w jego liściach pływają i przemieszczają się gryzonie w poszukiwaniu pożywienia, a za nimi węże, które de facto, rozglądają się za tym samym. Milszą, ale również ciekawą otoczką tarasów ryżowych są krowy, które ze znudzeniem przeżuwają nieopodal rosnącą trawę. Wyglądają bajecznie, gdy wspinają się na ścianki gór, pomiędzy tarasami ryżowymi, a w oddali szumi wodospad. Niekiedy można spotkać pastucha, który przysypia, smagany podmuchami wiatru. W rejonie Sa-Pa jest wiele pięknych motyli, które łatwo można zauważyć, a także miejscowej ludności, która (jeszcze) nie przegania turystów i podróżników.

I chcąc zamknąć temat białych ziaren to chętnie namówię Was na książkę „Istota ryżu. O duszy japońskiego jedzenia.”, autor: Michael Booth, Wydawnictwo Naukowe PWN. I choć tytuł już zdradza, że opowieść będzie o japońskim ryżu, a nie wietnamskim, to tutaj właśnie, w tej książce można poczuć to, co czują ludzie Azji do tych małych ziarenek. Można poznać jego istotę, jego ważność.