O Słoniach w Tajlandii

Każdy w życiu może wybrać swoją własną ścieżkę kariery. Niektórym pisane jest bycie nauczycielem biologii, ktoś inny zostanie inżynierem i będzie odpowiedzialny za budowę mostów, mamy pielęgniarki i położne, adwokatów, astrologów, listonoszy, mechaników od zepsucia się rzeczy przeróżnych, informatyków i behawiorystów, strażaków i urzędników, a nawet fizyków. W Tajlandii ok. 90% słoni jest udomowionych i nie chroni je żadne prawo, więc można zostać właścicielem i treserem słonia. Nieźle! Ekstra! Super! Wspaniale! Ale czy na pewno?

Nie ukrywam, że będąc w Tajlandii chcieliśmy zobaczyć słonie. W końcu jest to symbol tego monarszego kraju, a każdy przywozi stamtąd koszulkę ze słoniem. Będąc na Krabi w okolicach plaży Ao Nang z nudów zaczęliśmy stopować po okolicy. Zahaczyliśmy o pobliskie plaże, ale, że przywitały nas przypływy to kręciliśmy się w kółko. Udało nam się złapać parę, która mieszkała w wyjątkowo drogim hotelu, jeździli wypożyczonym autem, a zabierając nas w inną okolicę, jechali grać w tenisa. Przecież mieli urlop. Udało nam się ich podpytać o słonie. Według nich była to nawet niezła atrakcja. W końcu nie codziennie można się udać na grzbiecie słonia na trekking w dżunglę. Podrzucili nas do małego zagajnika, który był ukryty za krzakami tuż przy głównej drodze. Życzyli nam świetnej zabawy i w tym momencie się pożegnaliśmy. Ot, taka krótka znajomość, z której każdy wyszedł zadowolony.

Mała dróżka, która prowadziła do chat poustawianych na palach była błotnista, a z lekkim ociąganiem z każdego zakątka pojawiało się coraz więcej komarów. Poszukując słoni zostaliśmy od razu zahaczeni:

- Tutaj pojeździsz na słoniu!
- Dziękuję. Na razie chcę się tylko porozglądać.
- Ale tanio! Jazda na słoniu!
- Dobrze. Możemy się rozejrzeć?
- Oczywiście.

I na samym początku zobaczyliśmy iście bajkowy scenariusz. Przepiękny słoń stał w delikatnie spływającej rzece i się taplał w wodzie niczym małe dziecko. Bawił się i prychał trąbą, a jego właściciel stał obok. Wyszorował go za uszami, na podbrzuszu i na grzbiecie, pozwolił mu się napić wody i jeszcze chwilę popluskać. Po tych wszystkich uroczych czynnościach, na które mogłabym patrzeć godzinami, słoń wyszedł ze strumyka i stanął przed treserem. Na komendę wyciągnął stopę, podniósł ją do góry, a człowiek, który chwilę wcześniej tak pieczołowicie tego słonia mył – zakuł go w łańcuch. Chwycił za rozerwane ucho i zaczął prowadzić w stronę domostw. Idziemy dalej. Chcieliśmy zobaczyć, gdzie słonie chodzą z nami – ludźmi na „spacery”. Trasa nie była łatwa. Roiło się tam od komarów (a jak wiadomo moskity w tropikach to nic dobrego), ścieżka była rozmokła i bardzo podchwytliwa. Przyspieszywszy tempa podczas ucieczki z dżungli byliśmy świadkami, jak ktoś inny słonia wynajął. Zwierzę miało praktycznie łyżwy na nogach, bo błoto było śliskie. Poganiano tego dużego stwora witkami/gałęziami i nie było to subtelne klepnięcia i mam świadomość, że słonie mają grubą skórę. Czasami coś do niego krzyczano, ciągnięto go za uszy, ale… Taka jest praca słonia. W Tajlandii niestety tak to wygląda. Słonie w branży turystycznej zarabiają na turystach i są jak kury znoszące złote jaja. Można sobie zrobić zdjęcie ze słoniem (płatne), można się z nim kąpać (płatne), a można też na nim jeździć (również płatne). Przecież każdy chce zażyć takiej aktywności i poczuć odrobiny egzotyki, nieprawdaż?

Jak wypracować posłuszeństwo słonia? Młode w wieku ok. 3 lat odbiera się matce, która niekiedy z tęsknoty przestaje jeść, pić i ginie. Małego słonia umieszcza się w niewielkiej klatce, w której w zasadzie nie ma możliwości poruszania się. Przez kilka pierwszych dni nie podaje mu się ani wody ani żywności, ale zaczyna się go bić. Torturowany jest poprzez np. dźganie w najwrażliwsze miejsca na ciele jak uszy. Czasami przy pomocy szamanów, która notabene nie jest najtańsza dla miejscowej ludności – „przełamuje się” duszę słonia i dąży się poprzez różne rytuały do uzyskania pełnego posłuszeństwa ze strony zwierzęcia. W opinii treserów/właścicielów jest to jedyna słuszna metoda. Nie wszystkie małe słoniątka przeżywają „trening”, część z nich ginie podczas tortur. Kilkadziesiąt procent słoni nabawia się chorób psychicznych i choć brzmi to niedorzecznie to nie od dzisiaj wiemy o takich przypadkach również wśród innych gatunków zwierząt. Następnym krokiem jest oswajanie słonia i nagradzanie go za „efektowne” pryskanie wodą z trąby, stanie na tylnych nogach, a karanie za najdrobniejsze przewinienie. Taki słoń może być i zadbany, i pielęgnowany (nieczęsto, ponieważ dyscyplina musi trwać nadal), ale nic w tym dziwnego. Jest oczkiem w głowie właściciela i z reguły głównym źródłem finansowania rodziny, które jest wartkie i szerokie. Poprzez takie działania liczba słoni w ostatnich 100 latach z prawie 100.000 sztuk spadła do zaledwie ok. 5.000. Nie od dziś wiadomo również, że zwierzęta nie są niezniszczalne. Gdy słoń zaczyna chorować, a jego stan zdrowia się pogarsza to po prostu jest odprowadzany do dżungli. Problem polega na tym, że taki słoń, który żył tyle lat w niewoli nie jest w stanie przeżyć na wolności. Nikt go nie nauczył, jak powinien bronić się przed niebezpieczeństwami, jak wybierać swoją ścieżkę. Jeśli ten słoń nie otrzyma pomocy to ginie. Jeszcze raz przypomnę – nie ma prawa, które w jakikolwiek sposób chroniłoby słonie przed czynnikiem ludzkim, ale…

Powstało miejsce o nazwie Elephant Nature Park na północy Tajlandii w Chiang Mai (więcej informacji tutaj: http://www.elephantnaturepark.org/), które prowadzi Sangdeaun Lek Chailert. Urodzona w 1961 roku w bardzo małej wiosce Baan Lao. Jej przygoda ze zwierzętami rozpoczęła się w dzieciństwie, gdy jej dziadek – lokalny szaman – zajmował się leczeniem zwierząt przynoszonych do jego domu z całej okolicy. Została nauczona szacunku do zwierząt i prawidłowego obchodzenia się z nimi, co zaowocowało późniejszymi decyzjami w jej życiu. Widziała również, w jaki sposób słonie są traktowane w Tajlandii i był to powód, dla którego założyła Elephant Nature Park. Ponadto, w 2010 roku Hillary Rodham Clinton zaprosiła Sangdeaun Lek do Waszyngtonu by uhonorować ją tytułem jeden z sześciu Kobiet-Bohaterów Światowej Ochrony Środowiska. W 2005 roku Sangdeaun Lek została utytułowana Bohaterem Azji w magazynie Times, co pozwoliło na zbiórkę większej ilości datków na prowadzenie fundacji i propagowanie informacji na temat realnego problemu. Elephant Nature Park to nie tylko Sangdeaun, ale również Pom, Patty czy opiekunowie słoni. Elephant Nature Park to organizacja non-profit działająca na terenie Tajlandii poświęcona opiece i niesieniu pomocy słoniom azjatyckim na terenie Królestwa Tajów poprzez (przede wszystkim) edukację w szkołach, na zebraniach i w branży turystycznej, tworzenie świadomych programów ratowania słoni, które są przetrzymywane w wyjątkowo okrutnych warunkach, współpracę z lokalną społecznością. Elephant Nature Park wziął na barki ogromne zobowiązanie, bo pozyskiwanie międzynarodowych wolontariusz chcących pracować przy słoniach, próby rozmowy z sąsiadami czy też tworzenie programów informacyjnych do najłatwiejszych zadań nie należy.

Aby dostać się do parku należy zapłacić za bilet. Krótka wycieczka od 9:00 do 15:30 oraz dłuższa trwająca od 7:40 do 17:30 będzie kosztować 2.500 THB (niecałe 300 PLN, dzieci -50%). Są dostępne również inne opcje takie, jak możliwość oglądania słoni w ich naturalnym środowisku, gdzie żyją ze swoimi rodzinami, mycie ich w rzece, drapanie ich po tułowiach i ogólne rozpieszczanie (trwa od 7:40 do 17:30) za kwotę 6.000 THB (670 PLN, bez dzieci). Bardzo ważna informacja – w parku dla słoni w Chiang Mai absolutnie nie ma możliwości jeżdżenia na słoniach, bo nie taka jest idea tego miejsca. Są również dłuższe opcje pobytu płatne odpowiednio więcej. Kwoty nie są małe i niektórych mogą zadziwić, ale utrzymanie jednego słonia, który też do najmniejszych zwierząt nie należy jednak kosztuje. Jeśli natomiast ma się ochotę zostać wolontariuszem to też nie jest takie łatwe. Przyjechać może każdy z każdego zakątka świata, ale musi mieć odpowiednie umiejętności „miękkie”, pewne cechy behawioralne bądź otwarty umysł na szkolenie w kwestii obchodzenia się ze słoniami. Kwestia tego, czy dany delikwent zostanie przyjęty, jako wolontariusz do pracy zależy oczywiście od Sangdeaun Lek. W fundacji obchodzone są „ponowne” urodziny słoni, ale są to daty, które odpowiadają uwolnieniu słonia z rąk właściciela. Jednym z większych sukcesów były narodziny nowego mieszkańca pod koniec kwietnia tego roku – słoniątka Dok Rak, którego mamą jest Dok Ngern.

Nie byłam w Elephant Nature Park. Nie mówię też, że wszystkie słonie na całym świecie są traktowane nieodpowiednio, ale uważam, że zwierzęta należy traktować godnie. Rany na stopach od wżynających się łańcuchów, poprzedzierane uszy to nie są znaki etycznego traktowania zwierząt. Z tego też powodu nasza krótka wycieczka była refleksyjna, a my nie skorzystaliśmy z tak popularnej atrakcji, jaką jest trekking po dżungli na słoniu.