Malezyjczyk – czyli kto?

Malezja. Kraj na krańcu świata. W dalekiej Azji. Stolicą jest Kuala Lumpur i w zasadzie można o niej myśleć, jak o Kambodży, Wietnamie albo o malowniczej wyspie Bali. Nic bardziej mylnego! Malezja to kraj rozwinięty z PKB równym polskiemu, w którym więcej jest nosów w smartfonach, (które za duże pieniądze można kupić również w Polsce) niż patrzących przed siebie podczas marszu przez zatłoczoną ulicę. Mnóstwo tam ludzi mówiących w dla nas obcym języku, ale każdy z nich biegle włada językiem angielskim. Malezyjczycy mają pola herbaciane, wyspy, zatłoczone centra miast, drogie auta, mnóstwo ryżu, paskudną kawę i wyjątkowo pozytywne podejście do życia. Więc kim jest Malezyjczyk? I tutaj odpowiedź nie jest już taka prosta.

Czerwiec roku 2015. Na portalu Couchsurfing dostaję wiadomość, w której Jen pisze do mnie, że aktualnie wraz ze swoją koleżanką podróżują po Europie. Czwarty miesiąc. Mówi mi, że najbardziej interesującym dla nich jest poznanie ludzi, zwyczajów i historii danego miejsca. Dodaje, że one mogą mi zaoferować opowieści z innego krańca świata i mnie tym ujmuje. Oferujemy im kanapę i zapraszamy do siebie. W ten sposób Malezja do nas przyjechała. Pod postacią dwóch młodych osób, które zachwyciły się poznańskim Starym Miastem, Cytadelą, Ostrowem Tumskim i, oczywiście – pyrami, czy znakiem rozpoznawczym naszej krainy. Opowiadają o Malezji rzeczy dziwne i ciekawe, próbują nas uczyć języka chińskiego, a przy tym bawimy się wszyscy wyśmienicie. Kiedy po 6 miesiącach informuję je, że w czerwcu 2016 roku nasze stopy staną na ziemi malezyjskiej żadna z nich mi nie wierzy. Piszę i przekonuję, a moje wiadomości są odrzucane z impetem kul rozbryzgujących się o stalową ścianę. Gdy wysyłam im potwierdzenie tego, że mam zakupiony lot przez chwilę nie ma odzewu. Jednakże chwilowa niepewność zamienia się w szał! Komunikat brzmi: „Przyjeżdżajcie! Będzie super!”.

Na Jen i Yee mówimy „nasze Malezyjki”. Malezyjki chińskiego pochodzenia, które są otwarte na świat i na nowe poglądy oraz przekonania. Malezja to w ogóle jest kraj pokręcony, bo idąc drogą przywitasz się z Hindusem czy Chińczykiem, ale… Nie myl Malezyjczyka z Malajem! Malezyjczyk to osoba, która posiada obywatelstwo Malezji, a Malaj to przedstawiciel największej grupy w kraju będący jednocześnie rodowitym Malezyjczykiem.

To tyle słowem wstępu, bo ludzie w Azji są niezwykle ciekawi. Głośni i uśmiechnięci. Nieważnym jest pochodzenie bądź przekonanie. Niech przykładem będą święta, które w tym kraju są obchodzone. Mieszkają tam i Muzułmanie, i Hindusi, i Chrześcijanie. Ciężko byłoby ustalić, które święta są bardziej, a które mniej ważne (choć pamiętać należy, że Malezja to kraj muzułmański), więc w Malezji świętuje się wszystkie święta wszystkich religii po kolei! A co! A kto im zabroni? Nie ma klasyfikowania ludzi ze względu na religie, bo gdy trwa np. ramadan to niektórzy podjadają po „cichu” jedzenie, a inni jadają oficjalnie – nie mniej, nikomu z wyznawców mahometanizmu to nie przeszkadza. Jeśli osoby wierzące w religię rzymskokatolicką obchodzą Boże Narodzenie albo Wielkanoc to reszta społeczeństwa ma po prostu wolne dni. Inny przykład? Nasza znajoma zaadoptowała psa. Bobby jest rozkoszną znajdą, która mogłaby wieść (dosłownie) pieskie życie na ulicy, ale znalazł swoje miejsce na poduszce w mieszkaniu naszej koleżanki. Obok niej, tuż za ścianą żyją muzułmanie. Mimo tego, iż pies jest zwierzęciem nieczystym to nasza znajoma nie odczuwa żadnych nieprzyjemności z tego powodu. Bobby ma się bardzo dobrze i miewa się wręcz rewelacyjnie! Jaki z tego wniosek? Pod kątem religijności czy wyznania Malezja to kraj bardzo tolerancyjny i każdy znajdzie sobie miejsce w tej kwestii w tym kraju. Jest to tak ogromna mieszanka religijna, która albo mogła wybuchnąć albo mogła wybrać drogę tolerancji. Malezyjczycy wybrali rozsądną ścieżkę. (Nie mam na myśli fanatyzmu.)

Malezyjczyka poznasz po umiejętności posługiwania się wieloma językami. Będzie mówić po malezyjsku, oczywiście po angielsku, może po chińsku, koreańsku, japońsku albo tajsku? Sami Malezyjczycy mówią, że łatwiej jest im się niekiedy porozumieć w swoim kraju po angielsku niż silić się na poprawność językową. Do tego dorzucą jakiś dialekt i mamy prawie lingwistów. Nie raz Cię Malezyjczyk zaskoczy, a być może przywita się z Tobą w języku polskim? Jego „cześć” nie będzie brzmiało na miarę recytowania wiersza na lekcji polskiego, ale rozpocznie miłą i przyjemną konwersację. Co więcej, Malezyjczycy mówią typowe „lah”, co oznacza coś mniej więcej jak poznańskie „tej”. Poznaniacy będą wiedzieć, o czym mówię, a dla innych „tej” to taka forma rozpoczęcia rozmowy, jej zakończenia albo wtrącenia. „Tej” to i wołacz, i zaimek, np. „Tej! By Cię szlag nie trafił tutej?” albo „Mamusia, tej, zobacz ino jak ja zjadłem.” Tej, rozumiesz teroz, czym jest „lah”?

Nigdy wcześniej i nigdy później, jak do tej pory nie spotkałam się z takim umiłowaniem do jedzenia. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie rozumiałam zachowania Jen ani Yee, gdy podałam im pod nos pyry z gzikiem, tarte buraczki, śliwki węgierki albo odsmażane na maśle pierogi ruskie. Były zachwycone i zjadły wszystko do ostatniej skwarki. Dlaczego tak o tym rozprawiały i pytały o miejsca w Poznaniu, w których mogą zjeść lokalne potrawy i produkty? Bo w Malezji jedzenie się celebruje. Na jedzenie wychodzi się ze znajomymi, a całą podniosłość tego wydarzenia wzmaga się poprzez konkretne umawianie się. W tym kraju jedzenie jest nieodłącznym i silnym członem kultury, a chwalenie się daniami malezyjskimi (ale nie tylko) urosło do miana przechwałek. Przecież nasze dziewczyny po odebraniu nas ze stacji metra nie zaproponowały nam „odświeżenia się”, „relaksu” tylko zapytały: „Jesteście głodni? Mamy nadzieję, że tak!” I mimo tego, że z samolotu wysiedliśmy objedzeni jak dzikie bąki to wtedy pierwszy raz w życiu na plastikowych krzesełkach jadłam najlepszą chińską zupę na świecie! Później azjatyckie zupy jadałam codziennie i do dzisiaj twierdzę, że są jak narkotyk. Ponadto, drugiego dnia, gdy byliśmy już po zwiedzaniu Batu Caves Jen oraz Yee odebrały nas spod murów Suria Kuala Lumpur City Center i zabrały nas na wyżerkę. Na obżarstwo. Na jedzenie kurzych stópek, zupy z orzechów ziemnych, tony ryżu z wszelakimi mięsami, słodkimi kulkami, z których wypływało żółtko i … Mogłabym wymieniać wiele. Wiem tylko, że z tego kompleksu restauracji ledwo się wytoczyłam, bo w Malezji się je! W Malezji to się nawet specjalnie na jedzenie jeździ na drugi koniec miasta!

Malezyjczycy są bardzo otwarci. Chcą dyskutować o swoim kraju, chcą się nim chwalić i pokazywać najlepsze miejsca, zabierają na stopa, ale także pytają o to, jak się żyje tam, gdzie ktoś inny mieszka. Na pytanie: „Jakie duże macie Chinatown w Poznaniu”, gdy odpowiadamy, że nie mamy u nas Chinatown, reagują zdziwieniem. „A Chińczyków macie?” Jakiś tam mamy, ale nie ma ich wielu, bo taka jest prawda, mówią, że w sumie to też dobrze. Są niezwykle tolerancyjni, nie przeszkadza im odmienność, a czasami to łapali dla nas autostopa. Malezja to mieszanka kulturowa, która zachowuje się jak wielobarwny tort. Malezyjczycy to ludzie niezwykle pokręceni o swoich przekonaniach, a do tego bardzo sympatyczni i ciekawi świata.