Walka tradycji z nowoczesnością.

Gruzja jaką mieliśmy szansę zobaczyć jest miejscem, gdzie historia łączy się bezpośrednio z dniem jutrzejszym. I to nie tylko pod względem architektonicznym. Aby w pełni eksplorować Kaukaz należy zapoznać się wcześniej z chociażby skrótowym opisem historycznym.

Stopniując zadania matematyczne mamy: łatwe, trudne i ciekawe. I właśnie to „ciekawe” najlepiej określa położenie geopolityczne Gruzji i całego Zakaukazia. Czynnik „geo” odnosi się do obszaru łączącego trzy kontynenty, dwa morza i pasma górskie oplatające cały region. Te ostatnie stanowią naturalną granicę, która często przeobraża się w granicę polityczną. Jednak wielkie mocarstwa mają tendencje do nieprzestrzegania tej zasady, a w przypadku Zakaukazia mówimy aż o trzech supermocarstwach: Imperium Osmańskim, Imperium Rosyjskim oraz Persji. Każde z nich dominowało w innym okresie historycznym, ale zawsze ścierały się na obszarze granicznym. Kto jak kto, ale my powinniśmy rozumieć jak to jest być strefą buforową.

Historia najnowsza Zakaukazia obejmuje ludobójstwo Ormian na początku XX wieku, przeprowadzone przez Imperium Osmańskie, które było inspiracją znacznie głośniej omawianego holokaustu. Imperium Rosyjskie przeprowadziło natomiast wysiedlenia ludności czeczeńskiej i inguskiej w latach 40. XX wieku oraz innego rodzaju pomniejsze czystki. Oczywiście, nie można zapomnieć o takiej osobowości jak Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili czyli Stalin, który jest rdzennym Gruzinem i do dzisiaj pamięć o nim w Gori nie zginęła, a prawdopodobnie przetrwa na wieki. Poza zewnętrznymi napięciami na terenach Kaukazu są widoczne wewnętrzne konflikty, ponieważ narodów mamy bez liku, a każdy walczy łokciami o przetrwanie. Wojna Gruzji z Osetią, gdzie Rosjanie wynajmowali czołgi razem z załogą, tej stronie, która aktualnie płaciła, bądź demontowanie dział ze statków, by walczyć nimi na lądzie. Należy wspomnieć o porwaniu samolotu przez Basajewa i zawarcie tym samym rozejmu między Czeczenią i Rosją. O ponownym rozejmie między tymi państwami uzyskanym na drodze wzięcia 1100. zakładników ze szkoły w Biesłanie. Byłbym zapomniał… O religii, a w sumie nawet o kilku: o islamie na południu, o prawosławiu po środku i radzieckim ateizmie na północy.
Obywatele Kaukazu to naprawdę twardzi ludzie, a obecność gór tylko wzmacnia charakter ich charakter i nasz odbiór tych ludzi z dzikimi oczami. I widać to zarówno w zachowaniu każdego człowieka, ale również ich fizyczność się wyróżnia. Surowe rysy twarzy, szerokie barki, krępa postawa i twarde, przenikliwe spojrzenie. Jednogłośnie ustaliliśmy, że gruzińscy mężczyźni są najbardziej męscy, a przynajmniej takimi się zdają w porównaniu do reszty napotkanych w innych zakątkach świata. O ludziach i ich zachowaniach powiemy troszeczkę później.

I właśnie przez pryzmat historii możemy patrzeć na Gruzję i spróbować choć w malutkiej części ją zrozumieć. Bez tego elementu nasze działania byłyby skazane na porażkę. Każda kolejna dominacja przynosiła coś nowego. Część rzeczy zadomowiła się na stałe. Najlepszym przykładem jest Vardzia, czyli skalne miasto zbudowane przez Tamarę ponad 800 lat temu. Miasto stworzone na potrzeby militarnego dialogu z południowym sąsiadem liczyło sobie od 20 do 60 tysięcy mieszkańców, a więc było równe wielkości średniego miasta w dzisiejszej Polsce. Ponad 3000 komnat na 13. piętrach z klasztorami i systemami nawadniającym to potęga Vardzi. Niestety, w roku 1283. miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi. Vardzia była także eksplorowana podczas „wycieczki” Mongołów w te rejony. Dziś natomiast stanowi jeden z głównych punktów na mapie, które należy zobaczyć w Gruzji. Obecnie jest w trakcie starań o wpisanie na światową listę miejsc niezwykłych UNESCO. Zwiedzającym pozostało w głównym kompleksie 300 komnat o różnym charakterze, część z nich ciągle jest zamieszkała przez duchownych, którzy na co dzień dbają również o stan techniczny miasta. Wejście kosztuje 1 lari dla studentów i niewiele więcej dla nie-studentów. Oczywiście, zamków, twierdz, monasterów z funkcją obronną jest znacznie więcej, ale Gruzini niechętnie przyjmowali jakiekolwiek napływy z zewnątrz. Konsekwentnie przez całe wieki budowali monastery, które można spotkać tylko na Kaukazie, a podobieństwa z architekturą sąsiadów na próżno szukać. Zakochali się w łaźniach i właśnie od nich zaczęli budować Tibilisi. Nauczeni historią niestety nie dbają o budowle i trudno ich za to winić. W końcu ile można sadzić kwiaty, które wyrosną wiosną mając pewność, że się nie przeżyje zimy? Tak więc monastery wyglądają majestatycznie tylko i wyłącznie z daleka, a z pierwotnych ponad sześćdziesięciu łaźni dziś działa zaledwie sześć. Z wielkiego Batumi o którym Alibabki śpiewały blask opadł, na próżno szukać pięknych upraw herbaty wokół, a z całej sieci pociągów dziś zostały tylko dwie trasy: pociąg wyrusza tylko jeden na dobę. W skali pojedynczego gospodarstwa sytuacja wygląda identycznie. Gruzini inwestują w siebie, w stroje, w edukacje, w sieć kontaktów przede wszystkim, a także w rodzinę, ponieważ tego nikt im nie odbierze, w przeciwieństwie do domów, które się sypią. Płoty pomalowane nie były nigdy bądź wiele lat temu, drogi asfaltu nie mają już za wiele, ale to nie przeszkadza w szaleńczej jeździe. Gruzini przede wszystkim dbają i pielęgnują swoją przeszłość i swoją tożsamość narodową. Znają wiersze poetów, imiona królów, upajają się genezą Gruzji i chwalą się nią na każdym kroku. Przecież wszyscy znamy taką oto przypowieść, którą każdy Gruzin nam opowie przy czaczy bądź winie:

„Gruzini głęboko wierzą, że kraj podarował im sam Bóg. Bóg dzielił na początku tworzenia świata ziemie między narody. Gdy już wszystkim cały świat rozdał przyszli do niego Gruzini. Spóźnieni, bo jak wiemy – Gruzini czasu nie liczą.
Bóg rzekł, że całą ziemię już rozdał, a Gruzini są ostatnim, a co więcej – spóźnionym narodem. Gruzini pokornie pochylili głowy i czekali na odpowiedź w milczeniu. Bóg był strapiony, lecz przejął się losem ostatnich przybyłych do niego ludzi. Nie wiedział co z nimi począć. Wszystko rozdał innym narodom, lecz został jeden mały skrawek. Niewielki, wciśnięty między strzeliste góry, z dostępem do morza, z wieloma sąsiadami, rzekami. Ten skrawek miał być krajem samego Boga, lecz Bóg oddał Gruzinom swój własny kawałek ziemi. Oddał ludziom hardym niczym Kaukaz, o błękitnych duszach niczym najczystsze rzeki, o mentalności, która nigdy nie pozwoli ich zniszczyć swój własny, najpiękniejszy zakątek na ziemi.”

Patrząc jednak na prezentowane przez nas zdjęcia można odnieść wrażenie, że jest zupełnie inaczej. Most Pokoju, siedziba parlamentu czy tibiliska hala usług publicznych wskazują na to, że Gruzja wyprzedza o całą epokę cywilizację zachodnią. Jest to zasługa Saakaszwilego i niekoniecznie wszyscy rodacy są z tej reklamy i nowoczesności zadowoleni. Część społeczeństwa zarzuca byłemu już prezydentowi, ze poświęcił zbyt dużą część funduszy na futurystyczne „widzimisię” zamiast inwestować w infrastrukturę, która wymaga zastrzyku gotówki. Pojawiają się także głosy, że jest bardzie europejski niż Europejczycy, ale tę opowieść należy zacząć znacznie wcześniej.

Gruzja ze swoją tożsamością nie dała się nigdy podporządkować rządom radzieckim. Po wprowadzeniu jako języka urzędowego rosyjskiego masowe protesty uświadomiły światu, że nie tędy droga, a z pomocą przyszedł nie kto inny jak Eduard Szewardnadze, czyli Szary Lis, który aktualnie piastował stanowisko ministra spraw zagranicznych ZSRR. Język gruziński bardzo szybko został przywrócony na prawowite miejsce. Jak bardzo Gruzini są gruzińscy mogliśmy przekonać się po upadku związku radzieckiego i tak w referendum niepodległościowym aż 98,91% społeczeństwa była za oddaniem kraju we władanie Gruzinów. Prezydentem został Gamsachurdia, ale szybko pożegnał się ze stanowiskiem podczas przewrotu na którego czele stanął Szary Lis. Szewardnadze był naprawdę „wielkim” człowiekiem, walczył przeciw panującej prawie oficjalnie korupcji. Prawdą jest, że może na tym polu nie udało mu się odnieść spektakularnych sukcesów, ale z całą pewnością sam nie wykorzystywał swojej pozycji dla prywatnych korzyści. I my także mieliśmy okazję zobaczyć owoce tej walki. Jeżeli kurs z punktu A do B miał kosztować 8 lari to taką cenę płacili wszyscy i mieszkańcy, i turyści. Jeżeli płaciło się za dużym nominałem to reszta była skrupulatnie wydana. W krajach byłego ZSRR jest to właściwość rzadko spotykana. Gruzja na innych polach także zaczęła oddalać się od poprzedniej polityki i obrała kurs pro-zachodni. Podpisano kluczowe dokumenty, umożliwiające integrację z Unią Europejską, a także nawiązano stosunki dyplomatyczne z USA. Szewardnadze widział duży potencjał w Saakaszwilim, Żwani oraz Burbanadże i traktował ich jako swoich wychowanków. Wprowadzał w tajniki polityki i promował na salonach politycznych. Ostatecznie młodość i chęć działania podopiecznych przechyliły szalę i przeszli oni do opozycji. Po kolejnych wyborach, gdzie liczne nieprawidłowości i fałszerstwa wyszły na jaw, zaczęły się masowe demonstracje w całym kraju. Podczas inauguracji rządu na salę obrad weszli niezatrzymywani przez nikogo opozycjoniści z Saakaszwilim na czele niosąc róże. Po przeprowadzeniu negocjacji Szary Lis został odsunięty od władzy, a rewolucja była bezkrwawa. Do dziś na budynku szefa rządu można zaobserwować ogromny malunek ze złotą różą. Saakaszwili, wychowanek uniwersytetu w Kijowie i Columbii w Stanach Zjednoczonych jeszcze bardziej zaostrzył ukierunkowanie na zachód, a z Gruzji chciał zbudować futurystyczny kraj. Dlatego dziś możemy zaobserwować nierówny bój w centrum Tbilisi pomiędzy tradycją i nowoczesnością. Można zaniedbać historyczne zamki, budować ultranowoczesne mosty, ale charakteru Gruzinów nie da się złamać tak łatwo, dlatego Gruzja na jeszcze długo pozostanie wierna swojej przeszłości. Przeplatać się w niej będą historie o czasach świetności, o Stalinie i urzekająco pięknym, acz groźnie łypiącym spod puchowej pierzyny Kaukazie. O tym, jak przebiegała budowa Mostu Pokoju i życzliwości, którą się Gruzini cechują. Prawdziwą Gruzję ze szczerymi, groźnymi Gruzinami znajdziecie w ich domach podczas supry, a na rano, gdy będą Was cucić gorącą, aromatyczną i słodką kawą.

Zgłębienie tematu Kaukazu proponujemy zacząć od lektury książek i reportaży Wojciecha Jagielskiego, który długie lata zajmował się korespondencją z tego regionu. „Dobre miejsce do umierania”, „Wierze z kamienia”.